Raniutko wybrałem się do parku wypróbować nowy statyw z głowicą gimbalową. Nie licząc wciąż rezydujących w parku czernic nie spotkałem jakiś “egzotycznych” dla tego miejsca gatunków. Kosy, szpaki i gawrony zbierały materiał na renowację gniazd. Pomiędzy drzewami ganiały się głośno terkocząc kwiczoły. Niewiele było ptaków wodnych poza mandarynkami, których jest coraz więcej.

Kika zdjęć z wiosennego wypadu do Warszawskich Łazienek przez Park Agrykola.

Gdy sobie uświadomimy, że ten mały kawałek grądu w środku miasta jest pozostałością po średniowiecznej puszczy mazowieckiej zaczynamy go doceniać. Prawdą jest, że to popularne miejsce i mnóstwo ludzi przemierza te miejsko-puszczańskie ostępy. Na szczęście trzymają się głównych dróg. Zajrzymy w nieco mniej uczęszczane rejony, a zobaczymy że przyroda sobie dobrze radzi.

Po wyjątkowej jak na ostatnie lata zimie marzec przyniósł pomału przyniósł ocieplenie i nadeszło przedwiośnie. Śnieg zniknął dość szybko, ale lód na stawach podtrzymywany przez nocne przymrozki utrzymywał się długo, ustępując po mału od brzegów.

Za cel postawiłem sobie wypatrzenie puszczyka. Tym razem miałem bardzo dokładne namiary od Michała i udało się wreszcie go dostrzec. Miałem sporo szczęścia, bo akurat drzemał sobie na dość eksponowanej gałęzi.

Wreszcie po latach przyszła prawdziwa zima i trzymała kilka tygodni. Park przybrał szatę, w której nie widziałem go od bardzo dawna. Zamarznięte stawy łączące je kanały sprawiły, że wszystkie ptaki wodne musiały udać się w rejony gdzie mogły znaleźć wodę wolną od lodu. Pozostały drobne ptaki, które można było spotkać w okolicy karmników, z których w tych warunkach chętnie korzystały. Dzięki temu udało mi się długo obserwować rudzika, który dotąd tylko mi przemykał między krzakami.

Początek roku bardziej przypominał przedwiośnie. Na stawach były wprawdzie resztki lodu, ale poza tym - wiosna. Na stawach ciekawie. Standardowo sporo krzyżówek, śmieszek i kokoszek oraz czapla siwa, która już chyba na stałe związała się z tym rejonem. Nie zabrakło też zadomowionych już na dobre mandarynek. Gościnnie stadko nurogęsi, mewy siwa i białogłowa oraz samica płaskonosa.

Gdy się zbliżyliśmy poderwało się spłoszone stado mew. Jednak to nie nasza obecność je do tego skłoniła, ale nadlatujący od strony Żerania sokół wędrowny. Zatoczyły kilka kręgów i wróciły, by znów się wygrzewać wraz z kaczkami i łabędziami w nieco cieplejszej przy ujściu kanału wodzie. Dalej pływało spore stado gągołów, a w zatoczce opodal kilka cyraneczek.

23 grudnia korzystając z pięknej słonecznej pogody wybrałem się do Parku Skaryszewskiego popatrzeć co w trawie (i na drzewach) piszczy. Wypad okazał się bardzo owocny. Już przy wejściu przywitał mnie kowalik. Później spotkałem kosa i stadko dzwońców. Przy brzegu morsowały (było 2°C) gile, zięba i grubodzioby.

Jedno z moich ulubionych miejsc w Warszawie. Gdy Stanisław August urządzał swoją letnią rezydencję teren ten znajdował się na południowych obrzeżach stolicy. Klasycystyczne pawilony, stawy, aleje pośród wiekowych drzew i śpiew ptaków tworzą niezwykły klimat tego miejsca.