Korzystając z dobrej pogody wybrałem się w sobotę nad stawy koło Raszyna. Dojechałem do Puchał i ruszyłem Drogą Hrabską. Po chwili dostrzegłem siedzącą na gałęzi nad drogą samicę dzięcioła zielonego. Siedziała do mnie tyłem i była całkowicie pod słońce. Postanowiłem pójść dalej i sfotografować ją z drugiej strony licząc, że się nie spłoszy gdy będę pod nią przechodził. Udało się. Myślę, że to dlatego, że była umówiona i czekała na swojego wybranka, który pojawił się po chwili.

W niedzielę wybrałem się z Dzikie Mazowsze do Raszyna. Wędrówkę rozpoczęliśmy od obejścia Stawu Puchalskiego. Początkowo panowała dziwna cisza. W trzcinowisku było pusto. Wypatrzyłem w prawdzie jakiś ruch, ale tylko mignęła mi sylwetka. Na wodzie było trochę gęgaw i krzyżówek.

Gdy wyszliśmy w niedzielę na pola hulał wiatr. Skutecznie obniżał temperaturę, która i bez tego wynosiła ok -10. W oddali unosiła się pustułka, a na jednym z drzew przysiadał srokosz. Przeszliśmy kilka km, ale było pusto, nie licząc stada dzwońców i odzywającego się w oddali kruka. Wśród zabudowań uwijały się bogatki i modraszki oraz dzwońce i kos.

Mijamy trzycinowisko, gdzie uwoja się trochę drobnego ptactwa. Dla mnie są za szybkie i znikają nim zdążę choćby spojrzeć w obiektyw. Na wodzie jest łatwiej. Ptaki są znacznie większe, a dzieląca nas otwarta przestrzeń daje im poczucie bezpieczeństwa.