Wschodzące słońce złotym blaskiem rozświetlało powierzchnię rzeki. Na tafli leniwie kołysała się para łabędzi niemych. W zatoczce pływało stadko krzyżówek i kręciła się samica nurogęsi.

Na Jeziorce przywitały nas krzyżówki i nurogęsi. W naszą stronę podpłynęła rodzinka łabędzi niemych. W sumie było dość pusto. Z drobnicy słychać było sikorki i strzyżyki. Na przeciwległym brzegu przemknęła kokoszka.

Snułem się pośród krzewów śnieguliczek. Ich białe owoce wprowadzały zimowy akcent w szaroburą rzeczywistość. Pomyślałem, że pora wracać. Wtedy usłyszałem znajomy dźwięk, ostry terkot opisany w przewodniku Collinsa jako "srih-srih-srih". Po chwili wokół mnie zaroiło się od raniuszków.

Czwartek uraczył nas wyjątkowo piękną aurą. Poranek rozpoczęliśmy od spaceru nad Stawem Puchalskim, gdzie mgły i promienie słońca zawieszonego nisko nad horyzontem zbudowały wyjątkowy nastrój.

Rześki, słoneczny poranek sprawił, że w cieniu na trawie i liściach pojawił się szron.

Poranne słońce prześwitywało przez korony drzew podkreślając jesienne kolory liści. Ptaków było niewiele. Pośród drzew buszowały sikorki, a z oddali było słychać dzięcioła. Na tafli jeziora tylko krzyżówki i para łabędzi. Na pobliskiej brzozie przysiadł czyż i dwa dzwońce.

Gdy spotkałem się z Michałem w Łomnej nic nie wskazywało na to, że będzie to ciekawy dzień. Było szaro, a mgła skutecznie ograniczała widoczność. Ptaków ani widać, ani słychać, tylko przycupnięte na drutach sierpówki.

Poranek przywitał nas szronem i malowniczymi mgłami nad Narwią poniżej zapory. Ptaków było mało, krzyżówki, łabędzie nieme, nurogęsi, kormorany i dwa bieliki. Objeżdżając zalew zaglądaliśmy w różne miejsca, ale ptaków jak na lekarstwo.

Wychodząc zza zakrętu dostrzegłem krzątającą się pośród kęp traw wydrę. Nie zauważyła mnie, dzięki czemu mogłem ją chwilę poobserwować. Jakiś czas później moją uwagę zwróciły dwa przeganiające się ptaki. Gdy podszedłem bliżej zorientowałem się, że to krogulec przegania wronę.

ro, buro, ale nie padało. Dziś rano wybrałem się do rezerwatu Stawy Raszyńskie. Zacząłem od okrążenia Stawu Falęckiego. Po raz pierwszy widziałem ten staw tak pusty.