Tour de Tri Piła, dla mnie zupełna nowość, zawody jedyne w swoim rodzaju. Trzy dni, cztery starty i nowe kombinacje dyscyplin - duathlon i aquathlon.

Start jest z wody i trzeba dopłynąć do linii, chwilę poczekać. Kładę się na plecach, pianka lekko unosi mnie na powierzchni. Na torze maltańskim jest szeroko, mimo około tysiąca zawodników, jest dość miejsca. Ustawiam się w trzecim, może czwartym rzędzie bliżej środka toru.

Piankę zakładam w ostatniej chwili. Start się opóźnia. Robi się naprawdę gorąco. Chłodna woda przynosi ulgę, schodzimy do wody poodpływamy do linii startu i czekamy na sygnał startera. Pierwszy raz płynę w rzece, niby leniwa, ale pod prąd płynie się jakoś ciężko.

Z zachodu się zbliża paskudna chmura. Wiatr się wzmaga, nadciąga ulewa. Sprzęt znowu przykrywam foliami. Robi się mokro i zimno – zakładam piankę. Jak zawsze po deszczu nadchodzi słońce, wiatr słabnie i robi się piękny letni dzień.

Cel główny na rok 2014 – poprawić rower, siłę, technikę, pozycję. Do planów zmieniam nieco podejście, przechodzę z myśleniem na rozkład godzinowy – tak mi najłatwiej porównać dyscypliny, w których kilometraż jest nie porównywalny lub nie możliwy do wyliczenia (trenażer / spinning). No właśnie na „gwiazdkę” kupiłem trenażer, co mnie uniezależniło od godzin zajęć spinningowych. Przez zimę kręcę, kiedy chcę i ile chcę.

Wreszcie start. Wchodzę do wody z tyłu grupy. Nie chcę wpaść w „młyn”. Płynę. Pierwsza pętla, trochę za wolno. Obiegam balon i wracam do wody. Staram się nieco przyspieszyć. Boje dobrze widoczne, płynę prosto, ale czas jeszcze gorszy. Trudno. Trzecia pętla, gdy nawracam przy trzeciej boi, podpływają ratownicy i odciągają ją. ?@#!….. wyrwał się niecenzuralny okrzyk. Trudno, nie ma co biadolić. Płyniemy dalej.

Ostatnim sprawdzianem przed debiutem na długim dystansie był start w X Mistrzostwach Klubu LECHITÓW w Triathlonie Olimpijskim. Kameralne zawody organizowane przez Bogdana Krysinka odbyły się tradycyjnie na gliniankach w Zielonce, gdzie zlokalizowana była baza ze strefą zmian.

Na początku lipca wystartowałem w „Bike Jurze”. Nie mogę zaliczyć go do udanych startów, ponieważ nie udało mi się ukończyć. Jazda w terenie nie jest moją mocną stroną, a jazda nocą w ekstremalnych warunkach Jury Krakowsko-Częstochowskiej, w strugach ulewnego deszczu zdecydowanie mnie przerosła.

Wskakuję na siodło i jadę. Lekki podjazd, trochę zakrętów i „słynna” kostka brukowa, na zjeździe nieźle telepie, lekko hamuję. Wyjeżdżam z miasta, skręt w prawo, agrafka. Jadę. Lekkie wzniesienia zmieniają rytm. Staram się trzymać prędkość nieco ponad 30 km/h.

Na koniec kwietnia startowałem w ramach Accereo Ekiden w sztafecie firmowej BONAIR.