Moją uwagę przyciągnął kolejny mały szary osobnik, który kręcił się w zaroślach zbierając materiał budowlany. Wokół wiosna w rozkwicie. Soczysta zieleń, biel kwiatów drzew owocowych i żółć mleczy. Droga doprowadziła nas pomiędzy stawy. Z trzcin dochodził charakterystyczny głos trzciniaka. Na niskiej gałęzi cierpliwie pozował trznadel.

Pierwsze co usłyszeliśmy po wyjściu z pociągu we Wrzosowie to głos pierwiosnka. Wtedy uświadomiłem sobie, że ten sam dźwięk słyszałem tydzień temu nad Wisłą i nabrałem pewności, że został poprawnie oznaczony. Później jeszcze wiele razy słyszeliśmy tę pieśń, ale wykonawca zawsze starał się uniknąć naszego wzroku. W końcu udało mi się uchwycić go pośród zarośli.

Cisza i spokój. Las tonął w porannej mgle, a Wisła wyglądała jak Amazonka. Nie dość, że była bardzo wysoka to jeszcze nie było widać drugiego brzegu, a wysepki i łachy tonęły we mgle. Ptaków było niewiele. Przy brzegu uwijały się pliszki siwe, a z nicości dochodziły odgłosy mew.

Korzystając z dobrej pogody wybrałem się w sobotę nad stawy koło Raszyna. Dojechałem do Puchał i ruszyłem Drogą Hrabską. Po chwili dostrzegłem siedzącą na gałęzi nad drogą samicę dzięcioła zielonego. Siedziała do mnie tyłem i była całkowicie pod słońce. Postanowiłem pójść dalej i sfotografować ją z drugiej strony licząc, że się nie spłoszy gdy będę pod nią przechodził. Udało się. Myślę, że to dlatego, że była umówiona i czekała na swojego wybranka, który pojawił się po chwili.

Pierwszy dzień wiosny. Wypad w formie rywalizacji niczym z filmu Wielki Rok. Po dotarciu na pierwszy postój wyciągnęliśmy sprzęt, wyostrzyliśmy zmysły i ruszyliśmy w poszukiwaniu ptactwa. Na drzewie przysiadła sroka, a w pobliżu odzywała się sójka miaucząc niczym marcowy kot. Wśród sosnowych gałęzi przysiadła sierpówka, na tui uszatki.

W niedzielę wybrałem się z Dzikie Mazowsze do Raszyna. Wędrówkę rozpoczęliśmy od obejścia Stawu Puchalskiego. Początkowo panowała dziwna cisza. W trzcinowisku było pusto. Wypatrzyłem w prawdzie jakiś ruch, ale tylko mignęła mi sylwetka. Na wodzie było trochę gęgaw i krzyżówek.

Łurzyce, Urzecze - rejon etnograficzny w Dolinie Środkowej Wisły. Na lewym brzegu rozciąga się pomiędzy ujściem Pilicy, a Siekierkami i od koryta rzeki do skarpy warszawskiej. Natomiast na prawym brzegu od Wilgi po Saską Kępą i pasm wydma na wschodzie. Wysiedliśmy na pętli w Gassach i udaliśmy się nad Wisłę. Mnie oczywiście włączyły się wspomnienia. Wiele rowerowych treningów realizowanych w tym rejonie i start w czasówce - “Łurzyckie ściganie”.

Dolina Słudwi. O jej istnieniu dowiedziałem się rok temu, gdy po raz pierwszy pojechałem tam z wycieczką organizowaną “Dzikie Mazowsze”. Dziś to dla mnie kwintesencja Mazowsza. Pola we mgle. Wierzby. Stada gęsi.

Po przeciwnej stronie drogi zobaczyliśmy sporą grupę obserwatorów. W tym miejscu znajdowało się oparzelisko, gdzie zwykle kręcił się wodnik. Tym razem naszą uwagę przykuł bąk. Gdyby nie wskazówka bardziej doświadczonych pewnie bym go nie wypatrzył. Doskonale maskuje się w trzcinowisku. Obserwowaliśmy go dość długo, w międzyczasie przyglądając się patrolującemu okolicę wodnikowi.

Gdy wyszliśmy w niedzielę na pola hulał wiatr. Skutecznie obniżał temperaturę, która i bez tego wynosiła ok -10. W oddali unosiła się pustułka, a na jednym z drzew przysiadał srokosz. Przeszliśmy kilka km, ale było pusto, nie licząc stada dzwońców i odzywającego się w oddali kruka. Wśród zabudowań uwijały się bogatki i modraszki oraz dzwońce i kos.