42 PZU Orlen Maraton Warszawski
42 PZU Orlen Maraton Warszawski - medal

42 Maraton Warszawski

42 PZU Orlen Maraton Warszawski przebiegłem w formie virtualnej. Zastanawiam się co tak naprawdę to oznacza. W moim odczuciu to tylko zbieranie wyników jest virtualne, a cała reszta realna do bólu. Wyszedłem z domu by wystartować. Zegarek szukał satelitów, a ja wysłuchałem Snu o Warszawie (bez tego start byłby dla mnie nieważny). Ruszyłem. Minąłem Stadion Narodowy i Most Poniatowskiego miejsca startów i met niejednego maratonu, by dalej ścieżką nad Wisłą dotrzeć do mostu Grota i przeprawić się na drugą stronę Wisły.

42 PZU Orlen Maraton Warszawski
42 PZU Orlen Maraton Warszawski – trasa

Tam spotkałem kolegę, z którym przed laty pokonałem wiele kilometrów w Parku Skaryszewskim (tym razem był rowerowo). Na zbiegu z mostu wyprzedził mnie chłopak w koszulce 42/42. Wymieniliśmy kilka słów – on był na 23, ja na 10 km.

Skręciłem na północ w stronę Młocin. Pętle w Parku Młocińskim wiążą się z wieloma pięknymi wspomnieniami. Przebiegłem dwa razy, mijając pod koniec drugiej pętli półmetek. Biegło mi się dobrze, cały czas trzymałem równe tempo w granicy 5:51. Nic nie zapowiadało kryzysu, choć czułem, że biegnie mi się trochę zbyt ciężko. Górka za Młocinami i odcinek przez Lasek Bielański dały mi się zaskakująco mocno we znaki. Po 27 km, na Podleśnej przeszedłem w marsz by spokojnie schrupać batona. Na Kępie Potockiej jeszcze cały czas biegłem, ale po 30 km (tuż za Centum Olimpijskim) znów pozwoliłem sobie na chwilę marszu. Bulwary wiślane. Biegłem z numerem i ludzie widząc go często mnie pozdrawiali i dopingowali. Przyznaję, że to motywowało.

42 PZU Orlen Maraton Warszawski
42 PZU Orlen Maraton Warszawski – podsumowanie

Wzdłuż Trasy Łazienkowskiej dotarłem na Agrykolę, tam pętelka wokół zamkniętego stadionu, miejsca gdzie finiszowałem w swoim pierwszym maratonie – 25 OLD SPICE Maratonie Warszawskim. Dalej nad Kanałem Piaseczyńskim i ul.Gen.M.Zaruskiego wróciłem do Trasy Łazienkowskiej, by wzdłuż niej dotrzeć do Kanału Wystawowego. Na przemian biegnąc i idąc wzdłuż tej malowniczej stróżki dotarłem do swojej mety.

Zegarek zatrzymałem, gdy minąłem 42,5 km – z doświadczenia na atestowanych trasach wiem, że mniej więcej taki dystans wskazywał na mecie. Czas 4:38:23 to moja maratońska anty życiówka. Nie będę jednak tego zwalał na Covid i brak przygotowania. Od połowy zeszłego roku nie mogę się pozbierać, a do tego to nie był mój dzień. Dwa tygodnie temu przebiegłem 35 km i wydawało się, że 4h10 jest w zasięgu.