Rybitwa rzeczna (Sterna hirundo)
Rybitwa rzeczna (Sterna hirundo)

Jeziora Powsinkowskie i Wilanowskie

Niedziela, 6 czerwca ostatni dzień długiego weekendu. Wybrałem się nad Jezioro Powsinkowskie. Nie znając jeszcze tego terenu i kierując się słońcem (starając się by mieć je w plecy) ruszyłem wzdłuż wschodniego brzegu. Wąska ścieżka i mocno zarośnięty trzcinowiskiem brzeg utrudniał obserwację. Z drugiej strony ścieżki gęste krzewy również dawały ptakom znakomite schronienie. Z dobiegających ze wszystkich stron odgłosów wiedziałem, że jest sporo ptaków. Moją uwagę przykuł śpiew słowika, kojarzony raczej z wieczorem niż 7 rano, ale jest to jeden z błędnych stereotypów. One najchętniej śpiewają wieczorem i rano, choć samotne samce potrafią przez całą noc. Ruszyłem.

Nieliczne przerwy w trzcinowisku, które można było wykorzystać do obserwacji zajmowali wędkarze. Zawsze gdy zatrzymywałem się w takich miejsca spotykałem się z życzliwością. Przywitanie chwila rozmowy, a nawet ciekawa opowieść o tym miejscu od człowieka, który tu łowi od 40 lat, zaczynająca się od słów “Panie tu to kiedyś były ptaki …”. Niestety, ptaki trzymały się bliżej drugiego brzegu. Idąc ścieżką spłoszyłem dwa razy bączki, ale zrywały się tak niespodziewanie i odlatywały tak szybko, że nie udało mi się zareagować. Z trzcin za to często dobiegały trele trzciniaków i trzcinniczków. Dzięki temu udało mi się nauczyć jak je rozróżniać. Idąc dotarłem do miejsca, gdzie duże, dawno zwalone drzewo uniemożliwiło dalszą wędrówkę i zawróciłem. W drodze powrotnej miałem szczęście obserwować śniadanie u państwa perkozów. Później poszedłem nad Jezioro Wilanowskie, ale o tym w kolejnym poście.

W drodze nad Jezioro Wilanowskie przywitała mnie pliszka szukająca czegoś na piaszczystej drodze. Z pobliskiego drzewa słychać było pierwiosnka. Na wodzie krzyżówki i łyski, a przy brzegu w trawie pasły się pod okiem matki młode mandarynki. Ruszyłem dalej wzdłuż jeziora w głąb Rezerwatu Morysin. Kos uwijał się przy polu by dostarczyć smakołyki swoim podlotom. Na suchej gałęzi nad wodą przysiadła rybitwa rzeczna, głośno oznajmiając swoje przybycie. Zbliżała się jedenasta. Postanowiłem rozejrzeć się za jakąś fajną miejscówką na drugie śniadanie.

Przysiadłem, w miejscu gdzie była przerwa w trzcinowisku. Ustawiłem aparat na statywie i wyciągnąłem kanapkę. Przy drugim brzegu krzątała się kokoszka, ze szpaleru drzew dochodził charakterystyczny śpiew wilgi. Miejsce było tak urocze, że postanowiłem dłużej tam posiedzieć. Obserwując ważki dostrzegłem kątem oka przemykający nad taflą błękitny pocisk. Zimorodek przysiadł na gałęzi na wprost mnie. Zanurkował raz i drugi, ale bez sukcesu. Przeskoczył na inną gałąź. Chwilę posiedział i znów dał nura. Tym razem odleciał ze zdobyczą w dziobie. Posiedziałem jeszcze z pół godziny i ruszyłem w drogę powrotną.