Ujście Biebrzy
Ujście Biebrzy

Nad Narwią i Biebrzą

Byłem wiele lat temu w Goniądzu i Ossowie, spacerowałem pośród trzcinowiska, oglądałem fortyfikacje, ale była to wycieczka krajoznawcza z rodziną. W zeszłym roku nie udało mi się pojechać nad tę rzekę, a teraz niecierpliwie czekałem na ten wyjazd. W końcu gdy pandemiczne ograniczenia nieco zelżały pojechałem MiGbusDzikie Mazowsze nad Biebrzę. Było ekstremalnie. Ekstremalna pogoda. Od rana deszcz, chwilami ulewy, burza, a po południu ekstremalna zmiana i przyjemnie grzejące słońce. Ekstremalne były też przeżycia, których dostarczyły nam rybitwy białoskrzydłe, bagienny łoś i dudek (Upupa epops), niosący posiłek dla swoich pociech. To moje pierwsze spotkanie z tym ptakiem i jedno udane ujęcie.

Ale od początku. Zaczęło padać gdy tylko ruszyliśmy. Deszcz rozkręcał się na dobre. Chwilami robił się delikatny, a nawet zanikał, ale znacznie częściej przechodził w ulewy. Generalnie ptakom też pogoda nie pasowała i tylko sporadycznie gdzieś przemykały pomiędzy zaroślami. Już na pierwszym postoju zaobserwowaliśmy rybitwę białoskrzydłą, gatunek którego jeszcze nie widziałem. Przemykała na rozlewiskiem walcząc z silnym wiatrem i nie udało mi jej uchwycić. Jechaliśmy zatrzymując się w zaplanowanych miejscach i wychodząc na rekonesans. Suche i ciepłe wnętrze samochodu sprawiło, że przysnąłem i przebudziłem się gwałtownie, gdy nasz busik zatrzymał się na poboczu, a wszyscy zaczęli pospiesznie wysiadać.

Po przeciwnej stronie nad łąką unosiły się rybitwy białoskrzydłe. Było ich kilkadziesiąt. Szybowały wypatrując czegoś smakowitego pośród traw. Gdy znalazły zwisały i odlatywały ze zdobyczą w dziobkach. Ten szalony ruch odbywał się bez przerwy. Przylatywały, polowały i odlatywały najpewniej w stronę swojej kolonii gdzie czekały wiecznie głodne maluchy. Ta deszczowa pogoda sprawiła, że dżdżownice wychodziły na powierzchnię tworząc dla rybitw szwedzki stół. To był niesamowity spektakl, a ptaki zdawały się w ogóle nie zwracać na nas uwagi przelatując tuż obok lub zwisając kilkanaście metrów przed obiektywem. Odjeżdżaliśmy z poczuciem, że pomimo fatalnej pogody warto było rano wstać i ruszyć w drogę, a to był dopiero początek. Później jeszcze raz mieliśmy okazję oglądać podobny spektakl.

Gdy dotarliśmy na „Długą Lukę” deszcz przestał padać. Pogoda sprawiła, że było pusto. Szliśmy kładką w głąb bagna. Niedaleko odezwał się derkacz. Wokół przemykały drobne, zbyt szybkie by je rozpoznać ptaki. Dotarliśmy do platformy widokowej. Nad bagnem pojawił się kszyk, ale zniknął pośród turzyc szybciej niż zdążyłem zareagować. Łaskawszy był szybujący dostojnie błotniak. Po przeciwnej stronie kładki żerował łoś. Idąc zachwycaliśmy się roślinnością, wśród której królowały storczyki. Później miałem jeszcze okazję obserwować ten fragment bagna ze znajdującej się nieco dalej wieży widokowej. Rozpadało się dość mocno, więc obserwacja spod dachu była idealnym rozwiązaniem.

Przemoczeni i zmęczeni już mocno pogodą zatrzymaliśmy się na pyszny jak zawsze obiad „U Dany”. Gdy delektowaliśmy się posiłkiem wyszło słońce i świat zmienił się diametralnie. Na zakończenie wycieczki udaliśmy się do miejsca, w którym Biebrza wpada do Narwi. Była to bardzo udana wycieczka.