Lis (Vulpes vulpes)
Lis (Vulpes vulpes)

Łomna

Kolejna udana wyprawa z Dzikie Mazowsze w zasięgu komunikacji miejskiej. Fantastyczna, prawdziwie majowa pogoda. Ciekawe obserwacje i nowe gatunki do mojej ptasiej listy. Przygoda zaczęła się, gdy skręciliśmy w polną drogę między gospodarstwami. Wśród drzew i krzewów krzątało się sporo ptaków, a ich śpiew wypełniał okolicę. Suche drzewo z dużą ilością dziupli okupowały szpaki. Na gałęzi przysiadł mały szary ptaszek, który później okazał się pleszką. W oddali odezwał się dudek. Moją uwagę przyciągnął kolejny mały szary osobnik, który kręcił się w zaroślach zbierając materiał budowlany. Wokół wiosna w rozkwicie. Soczysta zieleń, biel kwiatów drzew owocowych i żółć mleczy. Droga doprowadziła nas pomiędzy stawy. Z trzcin dochodził charakterystyczny głos trzciniaka. Na niskiej gałęzi cierpliwie pozował trznadel. Wyszliśmy na otwarty teren. Nad łąkami unosiły się skowronki. Na łodygach wyschniętej nawłoci kręciły się pokląskwy.

Gdy byłem zajęty ich fotografowaniem nad naszymi głowami przeleciała wilga. Nim zareagowałem zniknęła za drzewem. Ruszyliśmy dalej. Niebo patrolował błotniak. W oddali zawisła pustułka. Z gęstych trzcin dobiegał głośny trel trzciniaka. Było go słychać bardzo wyraźnie. Siedział blisko. Po dłuższym wypatrywaniu udało się go namierzyć. Idąc drogą pośród łąk i pól dotarliśmy do wału, za którym zeszliśmy w łęg. Oprócz bezustannego świergotu drobnicy, słychać było kukułki i melodyjne zaśpiewy wilg. Doszliśmy do piaszczystej plaży i skierowaliśmy się w stronę brzegu, przy którym siedziało kilka osób z psami. Nie spodziewaliśmy się tu ptaków, bo psy wesoło brykały po piasku. A jednak. Dosłownie spod naszych nóg, niczym kuropatwa uniosła się sieweczka rzeczna i przeleciała kilkadziesiąt metrów dalej, by wrócić do żerowania. Rozejrzeliśmy się szukając przejścia w kierunku starorzecza. Niestety, wysoka w tym roku Wisła rozlała się tak szeroko, że okazało się to niemożliwe. Zresztą poza tą jedną sieweczką i samcem krzyżówki nie było tu ptaków.

Wróciliśmy w łęg i poszliśmy ścieżką ku północy. Pośród drzew kręciły się bogatki, modraszki, szpaki i kosy, ale zdecydowanie królowały kapturki. Na liściu przysiadł biało pomarańczowy motylek. Od Michała dowiedzieliśmy się, że to zorzynek rzeżuchowiec. Wyszliśmy nad stromo podcięty brzeg Wisły. Ptaków nad wodą niewiele, kilka krzyżówek, śmieszki, samotny kormoran i trochę jaskółek. Nieco dalej polowały rybitwy. Przeważały rzeczne, ale trafiła się też jedna białoczelna. Posiedzieliśmy chwilę przyglądając się ich manewrom, aż gdzieś zniknęły jakby rozpływając się w powietrzu. Na niebie majestatycznie szybował bielik. Ruszyliśmy w drogę powrotną. Nad polami unosiły się skowronki. Błotniak zaliczył udane polowanie. Zaprzyjaźniony trzciniak wydzierał się w tym samym miejscu, a nad stawem śmigały jaskółki i rybitwy.