Wisła we mgle
Wisła we mgle

Wyspy Zawadowskie

Już od pewnego czasu wybierałem się w rejon Rezerwatu Wyspy Zawadowskie po stronie praskiej. Pojechałem w niedzielę (18.04) rano do przystanku przy ulicy Bysławskiej, którą udałem się do rezerwatu. Cisza i spokój. Las tonął w porannej mgle, a Wisła wyglądała jak Amazonka. Nie dość, że była bardzo wysoka to jeszcze nie było widać drugiego brzegu, a wysepki i łachy tonęły we mgle. Ptaków było niewiele. Przy brzegu uwijały się pliszki siwe, a z nicości dochodziły odgłosy mew. Poszedłem w kierunku południowym.

W grądzie sporo hałasu. Śpiew docierał ze wszech stron, ale wypatrzenie tych małych ruchliwych istotek było naprawdę sporym wyzwaniem. Najwięcej było bogatek, modraszek, szpaków i kosów. W kilku miejscach słyszałem drozda śpiewaka i kwiczoły. Dość nielicznie odzywały się dzięcioły. Przechodząc spotkałem grupkę osób z lunetami czekających na poprawę pogody. Kawałek dalej wypatrzyłem krążącą nad wodą rybitwę rzeczną. W pewnym momencie zaczęła lecieć w moim kierunku i uderzyła w taflę wody odlatując z rybką w dziobie.

Idąc wzdłuż brzegu dotarłem do szerokiej plaży. Na przeciwległym brzegu widać było charakterystyczny łuk mostu znajdującego się miejscu ujścia Jeziorki. Gdzieś w tej okolicy jest granica rezerwatów Wyspy Zawadowskie i Wyspy Świderskie. Postanowiłem zawrócić. Mgła już się uniosła. Na niebie sunęły ołowiane chmury. Było zupełnie pusto. W drodze powrotnej było nieco ciekawiej. Najpierw obserwowałem stado szczygłów, a nieco dalej pierwiosnka, pliszki i kopciuszka. Gdy dotarłem do obserwatorów z lunetami, zatrzymałem się i wymieniliśmy się wrażeniami. Dzięki ich uprzejmości zobaczyłem moją pierwszą sieweczkę rzeczną, która przysiadła na odległej łasze.

Zdjęcie trudno nazwać nawet dokumentacyjnym, bo to że wiem iż te czarne kropeczki to sieweczka zawdzięczam tylko obserwacji przez lunetę. Idąc dalej oddaliłem się nieco od rzeki. Na wysokich drzewach krzątały się ptaki, pięknie przy tym śpiewając. Gdy dotarłem do mostu południowego na niebie było już sporo niebieskich prześwitów. Dochodząc do przystanku zobaczyłem jeszcze wiszącą nad polem pustułkę. Kilka chwil później zanurkowała i odleciała znikając w gęstych krzewach.