Zausznik (Podiceps nigricollis)
Zausznik (Podiceps nigricollis)

Stawy Raszyńskie

Korzystając z dobrej pogody wybrałem się w sobotę nad stawy koło Raszyna. Dojechałem do Puchał i ruszyłem Drogą Hrabską. Po chwili dostrzegłem siedzącą na gałęzi nad drogą samicę dzięcioła zielonego. Siedziała do mnie tyłem i była całkowicie pod słońce. Postanowiłem pójść dalej i sfotografować ją z drugiej strony licząc, że się nie spłoszy gdy będę pod nią przechodził. Udało się. Myślę, że to dlatego, że była umówiona i czekała na swojego wybranka, który pojawił się po chwili.

Zrobiłem kilka zdjęć i ruszyłem dalej by nie zakłócać spokoju zakochanym. Później próbowałem uchwycić krzątającego się po okolicy samca kapturki. Co jakiś czas przysiadał na chwilę by pośpiewać. Dotarłem nad pierwszy staw. Ustawiłem statyw i usiadłem na trochę licząc, że może pojawi się zimorodek. W zeszłym roku widziałem go w tym miejscu. Tym razem miałem przyjemność obserwować cyraneczki szukające pożywienia w przybrzeżnym błotku.

Na kolejny postój zatrzymałem się w miejscu skąd mogłem obserwować stado głośno przekomarzających się gęgaw. Przy brzegu łyski szukały pożywienia, a opodal na wodzie drzemały dwie czernice. Znienacka, z chlupotem i głośnym wrzaskiem pojawiły się perkozki. Udało im się nawet spłoszyć gęgawy, z których jedna uciekła na zwalone drzewo. Trzeba przyznać, że narobiły sporo zamieszania goniąc się z ogromną furią, ale już po chwili odpływały w zgodzie. Tym razem obrałem trochę inną taktykę. Uzbrojony w solidny statyw i stołeczek wędkarski zatrzymywałem się nad wodą na 30-40 minutowe postoje.

Oczywiście przemieszczając się miałem aparat w pogotowiu i robiłem zdjęcia z ręki. Tak udało mi się sfotografować potrzosa, puszczyka i krążące nad łąką bociany. Trochę po 10:00 zatrzymałem się na śniadanie. Wybrałem miejsce z którego mogłem obserwować siedzącą na wysokim krzewie czaplę siwą. Popisujące się przed pannami czernice, tokujące perkozy i toczące walki o terytorium łyski.

Po przeciwnej stronie w trzcinach zobaczyłem kaczki, z charakterystycznym białym sierpem nad okiem. Choć te ptaki widziałem po raz pierwszy wiedziałem, że to cyranki, bo sporo wcześniej o nich słyszałem i liczyłem, że je tu spotkam. Gdy tak sobie siedziałem podpłynęły znacznie bliżej i choć częściowo przysłaniały mi je trzciny udało się zrobić kilka przyzwoitych zdjęć. Gdy zacząłem się zbierać tuż obok zza trzcin wypłynęła cyraneczka.

Ruszyłem dalej. Po drodze spotkałem dwie sympatyczne panie z lunetami, które mnie zapytały czy jest coś ciekawego i powiedziały, że przed chwilą widziały zauszniki. Udałem się czym prędzej na wskazany staw i okrążając go wypatrywałem tych ślicznych ptaszków. Na wodzie królowały śmieszki, a na drzewach kormorany, które tu na wyspie mają swoją kolonię. W pewnym momencie w oddali dostrzegłem dwa podobne do perkozków ptaki z charakterystycznymi żółtymi policzkami. Tym razem nie mogłem usiąść, bo wysokie trzciny przysłaniały widok. Ustawiłem statyw i zacząłem robić zdjęcia próbując trafić w prześwity między huśtanymi przez wiatr łodygami. Zauszniki płynęły zakosami wyłapując skaczące po wodzie owady. Były tym tak zajęte, że podpłynęły bardzo blisko, nie zwracając na mnie uwagi. Chyba udało mi się wtopić w otoczenie. Pomału rozpocząłem odwrót. Zatrzymując się jeszcze w kilku miejscach po drodze.