Park Skaryszewski
Park Skaryszewski

Park Skaryszewski – kwiecień

Raniutko wybrałem się do parku wypróbować nowy statyw z głowicą gimbalową. Nie licząc wciąż rezydujących w parku czernic nie spotkałem jakiś “egzotycznych” dla tego miejsca gatunków. Kosy, szpaki i gawrony zbierały materiał na renowację gniazd. Pomiędzy drzewami ganiały się głośno terkocząc kwiczoły. Niewiele było ptaków wodnych poza mandarynkami, których jest coraz więcej. Są śliczne, ale trochę niepokoi mnie ich ekspansja. Kilka razy widziałem jak skutecznie przepędziły większe od siebie krzyżówki. Obcy gatunek wprowadzony przez człowieka, nawet tak łagodny jak króliki, już nie raz doprowadził rodzimą faunę do upadku. 

Spacerowałem po parku bacznie obserwując okolicę. W pewnym momencie usłyszałem jazgot w koronach drzew. Dwie kawki zaatakowały i przepędziły wiewiórkę. Zanim zdążyłem dotrzeć w pobliże trwająca kilka sekund akcja była już tylko wspomnieniem. Zainteresowała mnie jednak przyczyna tak błyskawicznej i ostrej akcji wobec tego sympatycznego ssaka. Po chwili wypatrzyłem jak jedna z kawek siada nad małą dziuplą. Teraz już wiedziałem. Broniły gniazda przed tym małym przebiegłym drapieżnikiem. Prawda jest taka, że te urocze rude, jedzące z ręki orzeszki stworzonka nie gardzą też jajkami i pisklętami. Taka jest ich natura i ja to szanuję. Zatrzymałem się na dłuższy czas i obserwowałem kawki. Krzątały się wokół gniazda. Co i rusz jedna z nich podlatywała i wchodziła do środka, by za chwilę znów gdzieś odlecieć. Druga przez cały czas pilnowała gotowa w każdej chwili bronić swojego domu. Wchodzenie do dziupli wcale nie było takie proste. Kawka przylatywała, siadała poniżej i wskakiwała do chyba nieco zbyt wysoko umieszczonego otworu. Kilka razy widziałem jak nie trafiła i musiała ratować się rozpościerając skrzydła. Z wychodzeniem za to nie miała żadnego problemu. Wyskakiwała w przestrzeń i oddalała się lotem ślizgowym. 

Wracając zajrzałem nad Kaczy Staw gdzie przyglądałem się czernicom, mewom i unoszącej się leniwie na toni parze łabędzi niemych. Nieopodal na chwilę przysiadł kowalik. Bogatki i modraszki kręciły się przy budkach lęgowych (z jednej, wydawało mi się, że usłyszałem świergot). Czas leciał szybko, w parku pojawiło się już sporo osób. Postanowiłem wrócić do domu na śniadanie. 

Pierwsze wrażenie z użycia statywu? Jest co dźwigać. Całość z aparatem i obiektywem to ponad 6 kg. W zamian dostaję świetną stabilizację. Głowica gimbalowa zapewnia swobodę ruchu i precyzję celowania. Oczywiście trzeba będzie sporo poćwiczyć by nauczyć się nią sprawnie posługiwać. Przy braku światła, co widać na pierwszych zdjęciach mogłem sobie pozwolić na dłuższe czasy. Po przejrzeniu całości, stwierdziłem znacznie większy odsetek zdjęć trafionych z ostrością. Na razie odczucia bardzo pozytywne.

W połowie miesiąca wybrałem się do parku po nocnej burzy. Wschodzące słońce przyniosło ciepłe światło, a krople wody połyskiwały na gałęziach. Zieleń nabrała soczystości. Krzaki forsycji zachwycały żółtymi barwami. Ptaki uwijały się przy gniazdach. Jedne już dzielnie wysiadywały, a inne zbierały materiał. Z upływem miesiąca pojawiły się też kwiaty na drzewach owocowych.