Gęsi białoczelne (Anser albifrons) i Bernikle białolice (Branta leucopsis)
Gęsi białoczelne (Anser albifrons) i Bernikle białolice (Branta leucopsis)

Dolina Słudwi i Przysowy

Pierwszy dzień wiosny. Wypad w formie rywalizacji niczym z filmu Wielki Rok. Po dotarciu na pierwszy postój wyciągnęliśmy sprzęt, wyostrzyliśmy zmysły i ruszyliśmy w poszukiwaniu ptactwa. Na drzewie przysiadła sroka, a w pobliżu odzywała się sójka miaucząc niczym marcowy kot. Wśród sosnowych gałęzi przysiadła sierpówka, na tui uszatki.

Słudwia rozlała się po polach i utworzyła śródmazowieckie morze. Zimny, porywisty wiatr wzburzył fale, które toczyły przy brzegach pianę. Na wodzie unosiły się ptasie stada. Gęgawy i gęsi białoczelne. Wśród kaczek najwięcej krzyżówek, ale królowały rożeńce i świstuny. Później palmę pierwszeństwa zdecydowanie odebrały im ohary, dość rzadcy goście na mazowieckich wodach. Przy trzcinach kręciły się łyski. Para łabędzi tańczyła w miłosnym uniesieniu, gągoły wyginały szyje popisując się przed pannami. Nad głowami co i rusz przelatywały klucze gęsi.

W drodze nad stawy obserwowaliśmy pasące się na polach gęsi. Nasze krajowe gęgawy i będące przelotem gęsi białoczelne. Przeglądając ogromne stada udało się wypatrzeć bernikle białolice, którymi zachwycałem się podczas pobytu w Szwecji, a które teraz po raz pierwszy ujrzałem na polskiej ziemi.

Na stawach pusto. Było oczywiście trochę ptaków, ale po doświadczeniach z ubiegłego roku spodziewaliśmy się zupełnie innego widoku. Pływało trochę łysek, samce płaskonosa, gęgawy i oczywiście krzyżówki. Przeleciało stado świstunów. Podziwialiśmy gniazdo remiza zawieszone na jednej z olchowych gałęzi. Choć było już mocno podniszczone, widać było jak dużo pracy w jego budowę włożył ten niewielki ptak. Gdy wracaliśmy groblą zdobiło się dziwnie jasno, biało, a wiatr zdecydowanie ucichł. Po chwili rozpętała się wiosenna śnieżyca. Duże płatki śniegu miotane delikatnymi porywami wiatru topniały przy zetknięciu z ziemią. W trzcinach buszowały drobne ptaki. Prawdopodobnie potrzosy . Na chwilę przysiadały na ścieżce przed nami, ale nie udało się ich sfotografować, bo śnieg skutecznie uniemożliwiał złapanie ostrości. Wszystko się uspokoiło nim dotarliśmy do busa. W okolicy buszowały sikorki i przysiadła samotna zięba.

Rozpoczęliśmy odwrót zaglądając po drodze nad jezioro Rydwan, gdzie w zeszłym roku obserwowaliśmy stada żurawi. Tym razem było pusto. Na wodzie w oddali obok kilku gęgaw zamajaczył perkoz. W trzcinowisku dostrzegliśmy bobrowe żeremia. Nad łąką unosił się myszołów. Przeleciało kilka żurawi głośno oznajmiając swoje przybycie. Opodal przysiadły gęsi.

Puchar Dzikiego Mazowsza
Puchar Dzikiego Mazowsza

Krajobraz, który ujrzałem tym razem diametralnie różnił się od tego, który zapamiętałem z moich zeszłorocznych wypadów w ten rejon. Pierwszy dzień wiosny należał do tych bardziej zimowych w marcowym garncu. Przez cały dzień przypominał nam o tym mroźny wiatr szalejący na otwartych przestrzeniach i krótka, acz urokliwa śnieżyca. Dla mnie był to bardzo udany wypad. Pierwszy raz widziałem bataliony i ohary. Walczyłem z wiatrem, który miotał mną i obiektywem zdobywając doświadczenie w fotografowaniu w trudnych warunkach. Na zakończenie decyzją Michała, sędziego głównego zawodów otrzymałem puchar i złoty medal. Reszta naszej skromnej ekipy również otrzymała medale, jednak największą nagrodą była możliwość obcowania z dziką przyrodą.