Wierzby przy drodze
Wierzby przy drodze

Łurzyce, Urzecze

Łurzyce, Urzecze – rejon etnograficzny w Dolinie Środkowej Wisły. Na lewym brzegu rozciąga się pomiędzy ujściem Pilicy, a Siekierkami i od koryta rzeki do skarpy warszawskiej. Natomiast na prawym brzegu od Wilgi po Saską Kępą i pasm wydm na wschodzie.  Wysiedliśmy na pętli w Gassach i udaliśmy się nad Wisłę. Mnie oczywiście włączyły się wspomnienia. Wiele rowerowych treningów realizowanych w tym rejonie i start w czasówce – “Łurzyckie ściganie”. 

Wisła była dość wysoka, prom nie pływał, a nurt rwał nadbrzeżne skarpy. Na wodzie w okolicy tylko trochę krzyżówek, para nurogęsi i dwa kormorany. Wracamy na pola. Radośnie wita nas stadko gili. Idziemy wzdłuż drogi w stronę Konstancina. Na polach pasą się łabędzie nieme. Z silnym wiatrem dzielnie walczą skowronki. W oddali odzywają się żurawie. Było pochmurnie i bardzo wietrznie. Mimo to, w mroźnym powietrzu było czuć powiew wiosny.

Gdzieś pod lasem przemknęły sarenki, a nad miedzą zawisła pustułka. Wiatr skutecznie utrudniał robienie zdjęć, ale tak naprawdę przeszkadzał przede wszystkim ptakom. Obserwowaliśmy stado gęsi walczące dzielnie z porywami wiatru. Miotało nimi we wszystkie strony, a mimo to dzielnie podążały w wybranym przez siebie kierunku. Wiatr ustał całkowicie gdy dotarliśmy na skraj rezerwatu „Olszyna Łęczyńska”. Oczywiście to zasługa drzew, które dzielnie stawiały opór. Na skraju lasu panowała jednak cisza. Gdy doszliśmy dalej wzdłuż drogi było słychać sikory i dzięcioły duże. Po drugiej stronie nad lasem szybował krogulec.

Podchodząc na skarpę w rejonie rezerwatu „Skarpa Oborska”, opuściliśmy Łurzyce. Pomału dotarliśmy do Konstancina i ruszyliśmy pośród willi w stronę parku zdrojowego. Na jednym z drzew krzątał się pełzacz, a na Jeziorce głównie krzyżówki. Moją uwagę przykuł samiec z białą piersią, zapewne mieszaniec z domieszką genów kaczek domowych zwany sołtysem.

Było też kilka gągołów. Gdy przyglądałem się kolejnej nietypowej krzyżówce z niebieskawym dziobem jeden z gągołów wystartował i przeleciał tuż obok nas. Nie zdążyłam nawet pomyśleć by zrobić mu zdjęcie, ale widziałem go bardzo blisko przez ułamek sekundy. Ten niesamowity obraz udało mi się zapamiętać i pewnie długo będę go wspominał. Ciekawe kiedy będzie można robić zrzuty ekranu bezpośrednio z własnej pamięci. Poszliśmy dalej wzdłuż Jeziorki w stronę przystanku. Na wodzie kilka krzyżówek, nurogęsi i mewy. Wydawało mi się jakbym tu był po raz pierwszy. Zimowy krajobraz jaki zapamiętałem sprzed miesiąca był zupełnie inny.