Jaz Imberfal na Jeziorce
Jaz Imberfal na Jeziorce

Jeziorka

Rejon Konstancina-Jeziornej jest mi dobrze znany z treningów rowerowych. Często przejeżdżałem przez jego południowe rejony. W Parku-Zdrojowym byłem tylko raz, gdy z grupą znajomych pobiegliśmy tam z Kabat przez Powsin i z powrotem. Teraz cel był zupełnie inny. Pojechałem z Michałem, a na miejscu spotkaliśmy Elę. Z mostu drogowego podziwialiśmy lodowe formacje na jazie Imberfal spiętrzającym wody Jeziorki. Poniżej kręciło się trochę krzyżówek i łabędzi, a w płytkiej wodzie bocznego dopływu krzątały się kokoszki. Ruszyliśmy wzdłuż rzeki pokrytej całkowicie lodem. Na jednym z drzew krzątał się pełzacz zaglądając we wszystkie zakamarki. Dalej od zapory nurt oczyścił część rzeki z lodu i pojawiło się trochę krzyżówek.

Po przeciwnej stronie drogi zobaczyliśmy sporą grupę obserwatorów. W tym miejscu znajdowało się oparzelisko, gdzie zwykle kręcił się wodnik. Tym razem naszą uwagę przykuł bąk. Gdyby nie wskazówka bardziej doświadczonych pewnie bym go nie wypatrzył. Doskonale maskuje się w trzcinowisku. Obserwowaliśmy go dość długo, w międzyczasie przyglądając się patrolującemu okolicę wodnikowi.

To też bardzo ciekawy, niewielki ptak. Kuzyn kokoszki. Kręcił się nad oczkami wodnymi pośród lodowej połaci, gdzie penetrował brzegi w poszukiwaniu pożywienia. Od czasu do czasu przebiegał w ekspresowym tempie przez otwartą przestrzeń. Bąk zdecydował się poruszyć, a nawet przemieścić w inne miejsce, wzbudzając entuzjazm wśród zebranych. Dla mnie to niezwykłe spotkanie bo wcześniej nie widziałem wodnika, a bąk kiedyś tylko przemknął mi przed oczami.

Zadowoleni z poczynionych obserwacji ruszyliśmy dalej. Wśród krzewów kręcił się strzyżyk. Na lodzie przy brzegu spacerowały kokoszki. Na Jeziorce królowały krzyżówki. Doszliśmy do mostu. Po drugiej stronie dumnie pozował kormoran, a na tafli rzeki pławiły się gągoły. Jeden pięknie czarno biały samiec i dwie samice. Chwilami można było dostrzec perkozka, który większość czasu spędzał pod wodą. Nie łatwo było go uchwycić, bo wynurzał się w zupełnie nieprzewidywalnych miejscach. Poszliśmy jeszcze trochę w górę Jeziorki, ale było pusto. Tylko para łabędzi niemych i płynący głównie pod wodą perkozek.

Zawróciliśmy. Wracając zatrzymaliśmy się koło oparzeliska, gdzie bąk przeniósł się w znacznie bardziej eksponowane miejsce. Mieliśmy okazję by przyjrzeć mu się znacznie dokładniej. Stał na jednej nodze, wpatrując się w toń. Zwróciłem uwagę na jego szpony i pomyślałem, że drzemie w nim velociraptor. Wodnik nadal biegał bez wytchnienia.

Wracając dostrzegliśmy żerujące nad naszymi głowami czyże i buszującego w trzcinowisku strzyżyka. Za jazem para krzyżówek dzielnie walczyła z nurtem. Bliżej mostu kręciło się ich znacznie więcej. Część z nich wychodziła na brzegu co bardzo nie podobało się gawronowi, który za wszelką cenę starał się przegonić je z powrotem do wody. Przy brzegu kręciły się kokoszki i morsowały kawki. W pewnym momencie wypatrzyliśmy parę świstunów. Pierwszy raz miałem okazję zobaczyć je z tak bliska.