Łoś euroazjatycki (Alces alces)
Łoś euroazjatycki (Alces alces)

Łosiowanie

Las Rembertowski należy do jednego z ciekawszych dzikich miejsc w najbliższej okolicy Warszawy. Pomimo, że jest to dość popularny rejon można liczyć na ciekawe spotkania.

Łoś euroazjatycki (Alces alces)
Łoś euroazjatycki (Alces alces)

W ostatni dzień stycznia wybrałem się na drugą wyprawę w ramach szkolenia “Bezkrwawe Łowy”. Celem było wytropienie łosia. Lekki mróz, słoneczna pogoda i świeży śnieg, który padał poprzedniego dnia sprawiły, że warunki były fantastyczne. 

Gdy dotarłem o świcie na drzewach na skraju lasu, w koronach drzew buszowały modraszki. Ruszyliśmy, pomału zanurzając się w bajkowy niczym z Narni las. Drzewa uginały się pod ciężarem śniegowych czap, a wschodzące słońce generowało efekty świetlne. 

Łosie zdecydowanie dopisały. Widzieliśmy je wielokrotnie. Niektóre pozowały ze stoickim spokojem. Muszę przyznać, że mają bardzo sympatyczne pyski, a o tej porze roku, bez łopat wyglądają dość niepoważnie. Widzieliśmy też przemykające stado saren, którego niestety nie udało mi się uchwycić w kadrze. W koronach drzew uwijały się dzięcioły duże i sporo sikorek, bogatek i modraszek oraz kowaliki. Jednak tym razem nie skupiałem się  na ptakach.

W pewnym momencie dostrzegliśmy na drodze dwa daniele, łania z młodym . Zatrzymały się. Popatrzyły chwilę w naszą stronę i oddaliły się znikając między drzewami. Po chwili zawróciły i zaczęły biec w naszą stronę. Czekaliśmy nieruchomo na rozwój sytuacji. Tym razem towarzyszył im młody samiec. Podeszły bardzo blisko. Widać było, że są zaniepokojone, ale wyraźnie nie naszą obecnością, ponieważ przez większość czasu wzrok kierowały w przeciwną stronę. Oczywiście starałem się uchwycić chwile, gdy zerkały w naszą stronę.

Zachwycając się bliskością danieli o mało nie przegapiłem chwili gdy przez drogę przemknął wilk. Na szczęście nasz przewodnik Maciej Kruszewski zareagował i wskazał mi biegnącego między chaszczami drapieżcę. Tak się na niego zapatrzyłem, że nie zdążyłem zrobić zdjęcia. Wilk zniknął w pogoni za sporą chmarą danieli, a nasze spokojnie oddaliły się w przeciwnym kierunku. Ruszyliśmy dalej kierując się tropami. Mijaliśmy miejsca wskazujące na obecność dzików. Widzieliśmy ganiające się lisy.

Zapatrzony na daniele - foto Maciej Kruszewski
Zapatrzony na daniele – foto Maciej Kruszewski

Po małej przerwie na posiłek, w trakcie której obserwowaliśmy przechodzącego majestatycznie łosia, rozpoczęliśmy odwrót. W lesie pojawiło się już sporo ludzi, zwłaszcza że zbliżyliśmy się do cywilizacji. Mimo to udało nam się jeszcze spotkać żerującego przy zamarzniętym bagnie łoszaka. Zupełnie nie przejmował się naszą obecnością. Gdy wszyscy zachwycaliśmy się tym niezwykłym zwierzęciem, ja kątem oka zauważyłem ruch na niebie. Byłem pewien, że to myszołów i cyknąłem mu kilka ujęć by w domu przyjrzeć się im dokładniej. Po raz kolejny tego dnia natura mnie zaskoczyła. Na powiększeniu wyraźnie było widać, że to bielik. To była naprawdę fantastyczna wyprawa.