Zakole Wisły
Zakole Wisły

Kępa Tarchomińska

W ponure niedzielne przedpołudnie wybrałem się z Michałem nad Wisłę w nieznany mi dotąd rejon na północ od centrum miasta. Nie liczyłem na dobre zdjęcia, raczej liczyłem się z tym, że zmokniemy. Z przystanku doszliśmy wśród pól do wału na Kępie Tarchomińskiej. Zeszliśmy nad rzekę, by się rozejrzeć po okolicy. Po chwili ruszyliśmy w stronę ujścia „Czajki”, gdzie licznie gromadziły się śmieszki, krzyżówki oraz łabędzie. Gdy się zbliżyliśmy poderwało się spłoszone stado mew. Jednak to nie nasza obecność je do tego skłoniła, ale nadlatujący od strony Żerania sokół wędrowny. Zatoczyły kilka kręgów i wróciły, by znów się wygrzewać wraz z kaczkami i łabędziami w nieco cieplejszej przy ujściu kanału wodzie. Dalej pływało spore stado gągołów, a w zatoczce opodal kilka cyraneczek. Skierowaliśmy się na północ. Pośród drzew ganiały się dzięcioły duże hałasując i bębniąc jakby poczuły wiosnę. Udało się podejść cyraneczki i obserwować je z wysokiej skarpy.

Ściemniło się i zaczęło padać. Zawróciliśmy. Szliśmy wałem obserwując drzewa i krzaki po obu stronach. Było sporo sikorek, sójek, dzięciołów, srok i wron. Na drzewie przy polu wypatrzyliśmy przycupniętą pustułkę, która po chwili zerwała się do lotu, zawisła i zaatakowała znikając za krzakami. Padało coraz mocniej. Na krzewach buszowały mazurki, a na drzewie przysiadł grubodziób. Wał znacząco oddalił się od Wisły, a my poszliśmy na przystanek by podjechać autobusem w rejon Pelcowizny.

Przestało padać i znów zrobiło się jaśniej. Na Wiśle, jak zwykle w tym rejonie królowały kormorany i mewy różnych gatunków, w tym rzadko spotykana mewa siodłata. Największa z europejskich mew. Było sporo nurogęsi i trochę krzyżówek, a na północ od cypelka gągoły. Jak na tak słabe prognozy wyszło naprawdę fajnie, a mnie udało się wypatrzeć trzy nowe gatunki (sokoła, cyraneczki i mewę siodłatą).