Rok 2020 rozpocząłem już można rzec tradycyjnie startami w Biegach Noworocznych w Parku Skaryszewskim 1 i 11 stycznia. W między czasie rozpocząłem starty w Zimowych Biegach Górskich w Falenicy. Sezon rozkręcał się pomału. Biegałem raczej zachowawczo nie chcąc ryzykować przeciążenia.

Piękna złota jesień, wspaniały bieg i cudowny weekend z przyjaciółmi w Bieszczadach. Później tradycyjnie Bieg Niepodległości, po raz pierwszy Noc STO-nogi w Milanówku i Bieg Mikołajów na torze wyścigów konnych na Służewcu. Trudny koniec roku jak zawsze niósł nadzieję, że kolejny sezon będzie lepszy.

Anglia. Jedno z miejsc, które zawsze chciałem odwiedzić. Nie byłbym sobą gdybym nie połączył tego z zawodami, dlatego wybrałem jeden z cyklu biegów organizowanych w ramach CENTURION RUNNING na dystansie 100 mil. Anglia. Kraj, który znam głównie z literatury i filmu. Bogata historia i literatura sprawiły, że w mojej głowie powstał obraz, który teraz mam okazję porównać z rzeczywistością.

Dochodzi 22:00. Deszcz nawet nieco zelżał. Ustawiamy się. Odliczanie. Strzał startera i w drogę. Zaczęło się. Początek płasko, pętla ulicami Biel. Gwar, muzyka, tłumy wiwatujących. Niesie. Trzeba się bardzo pilnować. 3 km pierwszy punkt. Wolontariusze podają wodę. Wiadukt pod torami i rozpoczyna się podbieg.

Po 15 km zacząłem przyspieszać. Miałem sporo szczęścia. Wszystko sprzyjało, a do tego trafiłem na dwóch biegaczy, którzy cisnęli w podobnym tempie. Zaczęliśmy współpracować ja kolarze na Tour de France. Krótkie zmiany na prowadzeniu pomagały w walce z wiatrem i umożliwiały utrzymanie mocnego tempa. Dopiero na ostatnim kilometrze rozpoczęliśmy ostry finisz i młodsi koledzy nieco mi odeszli. Dla mnie to jeden z najlepszych biegów, a nowa życiówka, poprawiona po 13 latach o ponad 2 minuty 1:25:34 to znacznie więcej niż oczekiwałem.

. Bieg wyjątkowy i niepowtarzalny - 100 km na stulecie odzyskania niepodległości na warszawskim AWF. Akademii utworzonej przez Marszałka Józefa Piłsudskiego. To było dla mnie naprawdę ważne. 11 listopada supportowany przez syna ruszyłem do walki na 2,5 km pętli. Było chłodno, ale przyjemnie. Biegło mi się znakomicie.

Gdy wraz z przyjaciółmi opuszczałem Cisną zrobiło mi się na chwilę smutno. Patrząc z okna samochodu na cudownie wybarwione wzgórza uświadomiłem sobie, że właśnie skończył się jeden z moich najlepszych sezonów. Patrzę na to w kontekście ultramaratonów trailowych, bo w kontekście startowym trudno wyznaczyć granice.

Biała Góra. Piękna, majestatyczna. Wznosi się nad Chamonix wysuwając swój lodowy język w stronę wtulonego w dolinę miasteczka. Choć samego szczytu Mont-Blanc nie widać to otaczające dolinę góry robią niesamowite wrażenie. Organizowany od 2003 roku UTMB, uważany za jeden z najtrudniejszych biegów na świecie, z całą pewnością był najtrudniejszym w jakim miałem okazję brać udział.