Byłem wiele lat temu w Goniądzu i Ossowie, spacerowałem pośród trzcinowiska, oglądałem fortyfikacje, ale była to wycieczka krajoznawcza z rodziną. W zeszłym roku nie udało mi się pojechać nad tę rzekę, a teraz niecierpliwie czekałem na ten wyjazd.

W czwartkowy poranek wybrałem się do Wesołej na kolejny rekonesans lasu rembertowskiego. Najpierw zajrzałem nad urokliwe oczko wodne w Rezerwacie Bagno Jacka, a następnie leśnymi duktami dotarłem nad kolejne jeziorko o urokliwej nazwie Kwadrat.

Zakola i starorzecza. Rozległe łąki i tereny podmokłe. Raj dla ptaków. Naszą uwagę przyciągnęła czajka przeganiająca psa wałęsającego się po łące. Odwaga ptaków broniących swoich terenów lęgowych jest niesamowita.

Wysoka Wisła sprawiła, że niedzielna wycieczka do rezerwatu Wyspy Zawadowskie była mniej ornitologiczna niż zwykle. Tym niemniej piękna, słoneczna pogoda wprowadziła nas w znakomite nastroje i zapewniła odpoczynek na łonie jakże pięknej w tym rejonie przyrody.

Korzystając z pięknej pogody i zaległego urlopu wybrałem się we do Raszyna.

Moją uwagę przyciągnął kolejny mały szary osobnik, który kręcił się w zaroślach zbierając materiał budowlany. Wokół wiosna w rozkwicie. Soczysta zieleń, biel kwiatów drzew owocowych i żółć mleczy. Droga doprowadziła nas pomiędzy stawy. Z trzcin dochodził charakterystyczny głos trzciniaka. Na niskiej gałęzi cierpliwie pozował trznadel.

Raniutko wybrałem się do parku wypróbować nowy statyw z głowicą gimbalową. Nie licząc wciąż rezydujących w parku czernic nie spotkałem jakiś “egzotycznych” dla tego miejsca gatunków. Kosy, szpaki i gawrony zbierały materiał na renowację gniazd. Pomiędzy drzewami ganiały się głośno terkocząc kwiczoły. Niewiele było ptaków wodnych poza mandarynkami, których jest coraz więcej.

Pierwsze co usłyszeliśmy po wyjściu z pociągu we Wrzosowie to głos pierwiosnka. Wtedy uświadomiłem sobie, że ten sam dźwięk słyszałem tydzień temu nad Wisłą i nabrałem pewności, że został poprawnie oznaczony. Później jeszcze wiele razy słyszeliśmy tę pieśń, ale wykonawca zawsze starał się uniknąć naszego wzroku. W końcu udało mi się uchwycić go pośród zarośli.

Cisza i spokój. Las tonął w porannej mgle, a Wisła wyglądała jak Amazonka. Nie dość, że była bardzo wysoka to jeszcze nie było widać drugiego brzegu, a wysepki i łachy tonęły we mgle. Ptaków było niewiele. Przy brzegu uwijały się pliszki siwe, a z nicości dochodziły odgłosy mew.

Gdy sobie uświadomimy, że ten mały kawałek grądu w środku miasta jest pozostałością po średniowiecznej puszczy mazowieckiej zaczynamy go doceniać. Prawdą jest, że to popularne miejsce i mnóstwo ludzi przemierza te miejsko-puszczańskie ostępy. Na szczęście trzymają się głównych dróg. Zajrzymy w nieco mniej uczęszczane rejony, a zobaczymy że przyroda sobie dobrze radzi.