Korzystając z dobrej pogody wybrałem się w sobotę nad stawy koło Raszyna. Dojechałem do Puchał i ruszyłem Drogą Hrabską. Po chwili dostrzegłem siedzącą na gałęzi nad drogą samicę dzięcioła zielonego. Siedziała do mnie tyłem i była całkowicie pod słońce. Postanowiłem pójść dalej i sfotografować ją z drugiej strony licząc, że się nie spłoszy gdy będę pod nią przechodził. Udało się. Myślę, że to dlatego, że była umówiona i czekała na swojego wybranka, który pojawił się po chwili.

Po wyjątkowej jak na ostatnie lata zimie marzec przyniósł pomału przyniósł ocieplenie i nadeszło przedwiośnie. Śnieg zniknął dość szybko, ale lód na stawach podtrzymywany przez nocne przymrozki utrzymywał się długo, ustępując po mału od brzegów.

Pierwszy dzień wiosny. Wypad w formie rywalizacji niczym z filmu Wielki Rok. Po dotarciu na pierwszy postój wyciągnęliśmy sprzęt, wyostrzyliśmy zmysły i ruszyliśmy w poszukiwaniu ptactwa. Na drzewie przysiadła sroka, a w pobliżu odzywała się sójka miaucząc niczym marcowy kot. Wśród sosnowych gałęzi przysiadła sierpówka, na tui uszatki.

W niedzielę wybrałem się z Dzikie Mazowsze do Raszyna. Wędrówkę rozpoczęliśmy od obejścia Stawu Puchalskiego. Początkowo panowała dziwna cisza. W trzcinowisku było pusto. Wypatrzyłem w prawdzie jakiś ruch, ale tylko mignęła mi sylwetka. Na wodzie było trochę gęgaw i krzyżówek.

Łurzyce, Urzecze - rejon etnograficzny w Dolinie Środkowej Wisły. Na lewym brzegu rozciąga się pomiędzy ujściem Pilicy, a Siekierkami i od koryta rzeki do skarpy warszawskiej. Natomiast na prawym brzegu od Wilgi po Saską Kępą i pasm wydma na wschodzie. Wysiedliśmy na pętli w Gassach i udaliśmy się nad Wisłę. Mnie oczywiście włączyły się wspomnienia. Wiele rowerowych treningów realizowanych w tym rejonie i start w czasówce - “Łurzyckie ściganie”.

Dolina Słudwi. O jej istnieniu dowiedziałem się rok temu, gdy po raz pierwszy pojechałem tam z wycieczką organizowaną “Dzikie Mazowsze”. Dziś to dla mnie kwintesencja Mazowsza. Pola we mgle. Wierzby. Stada gęsi.

Przechodzę przez most nad Czarną Strugą. Idę wzdłuż rezerwatów Puszcza Słupecka i Łęgi Czarnej Strugi. To jest najbardziej podmokły odcinek, ale nie mam problemów z przejściem. Wokół sporo dzięciołów, bogatki, modraszki i kowaliki. Dochodzę do Marek. Idę wzdłuż lasu. Na krzewach świergoczą wróble. Ponownie przechodzę nad rzeką i łukiem przez las docieram do autobusu. Wędrując szlakiem poczułem się jak za dawnych PTTK'owskich czasów.

Za cel postawiłem sobie wypatrzenie puszczyka. Tym razem miałem bardzo dokładne namiary od Michała i udało się wreszcie go dostrzec. Miałem sporo szczęścia, bo akurat drzemał sobie na dość eksponowanej gałęzi.

Wreszcie po latach przyszła prawdziwa zima i trzymała kilka tygodni. Park przybrał szatę, w której nie widziałem go od bardzo dawna. Zamarznięte stawy łączące je kanały sprawiły, że wszystkie ptaki wodne musiały udać się w rejony gdzie mogły znaleźć wodę wolną od lodu. Pozostały drobne ptaki, które można było spotkać w okolicy karmników, z których w tych warunkach chętnie korzystały. Dzięki temu udało mi się długo obserwować rudzika, który dotąd tylko mi przemykał między krzakami.

Po przeciwnej stronie drogi zobaczyliśmy sporą grupę obserwatorów. W tym miejscu znajdowało się oparzelisko, gdzie zwykle kręcił się wodnik. Tym razem naszą uwagę przykuł bąk. Gdyby nie wskazówka bardziej doświadczonych pewnie bym go nie wypatrzył. Doskonale maskuje się w trzcinowisku. Obserwowaliśmy go dość długo, w międzyczasie przyglądając się patrolującemu okolicę wodnikowi.