Beskidy, ostanie akcenty sezonu

Nadeszła jesień, koniec z triathlonem (w tym sezonie). Mam zamiar jeszcze trochę startować i bardzo bym chciał gdzieś wybrać się w góry. Trzeba jednak zacząć myśleć o kolejnym sezonie dlatego od września rozpoczynam treningi pływackie z Warsaw Masters Team.  Startuję w Bemowskim Biegu Przyjaźni – 5 km w czasie 20:04 i Maratonie Warszawskim (3:20:52). W międzyczasie umawiam się z Kaziem na wyjazd w listopadzie w Beskidy.

Szlak z Węgierskiej Górki
Szlak z Węgierskiej Górki

Do Żywca jedziemy w piątek pociągiem, nocujemy, a rano taksówką do biura zawodów w miejscowości Radziechowy-Wieprz, gdzie jest start i meta Maratonu Beskidy. Jest chłodno, deszczowo, w końcu to listopad. Startujemy na drodze przy stadionie GKS-UG Radziechowy. Trasa prowadzi uliczkami, kręcąc nieco po miejscowości, by wyprowadzić szosą do Twardorzeczki. Na razie jest względnie płasko. Mijamy Ostre i droga skręca w malowniczą dolinę wcinającą się w stoki Skrzycznego. Biegniemy wzdłuż potoku, łagodnie nabierając wysokości. Zaczynają się serpentyny, ale wciąż biegnie się komfortowo. Nawierzchnia jest równa, a droga  dość delikatnie pnie się do góry.

Szlak z Węgierskiej Górki
Szlak z Węgierskiej Górki

Myślałem, że będzie ostrzej. Chmury kłębią się nisko, trochę pada. Spomiędzy drzew wyłania się grupka osób, stolik. Punkt żywieniowy na półmetku. Do szczytu już niedaleko. Piję ciepłą herbatę, coś przegryzam i w górę, szlakiem do schroniska. Ten odcinek jest stromy i po kamieniach.

Przechodzę w marsz. Mijam schronisko. Kieruje się w lewo. Znów jest szeroka wygodna droga, lecz trzeba przez las ominąć zwalone drzewa. Zbiegam. Jest komfortowo. Szeroka szutrówka  prowadzi pod Kopą Skrzyczeńską i Malinowską Skałą, by łagodnym łukiem skierować się ku dolinie.

Szlak z Węgierskiej Górki
Szlak z Węgierskiej Górki

Łagodnie tracę wysokość. Znów asfalt, można biec nieco szybciej. Ostre, Twardorzeczka, Radziechowy. Skręt w prawo. Biegniemy ulicą Świętego Marcina. Na dużym placu skręt w lewo i dalej dość wąską drogą na Golgotę Beskidów. Mijamy stacje drogi krzyżowej. Deszcz się nasila.

Widok z Baraniej Góry
Widok z Baraniej Góry

Droga się kończy na szczycie, przy krzyżu. Trasa prowadzi dość stromo w dół, gruntowa drogą przez pastwisko. Zwalniam, jest bardzo ślisko, błoto. Nie ma się czego przytrzymać po bokach krzaki z ostrymi kolcami. Leżę, nie wziąłem butów na takie warunki.  Na łące stado zmokniętych owiec. Na szczęście to krótki odcinek. Stok staje się bardziej łagodny, pojawia się asfalt. Znowu biegniemy wśród zabudowań.  Ostatni odcinek pnie się pod górę. Przed nami widać szkołę, na jej teranie jest meta. Dobiegam – 4:18:01. Chwila wytchnienia, ciepły posiłek idę się umyć. Pojawia się Kazio.

Szlak do Czernichowa
Szlak do Czernichowa

Zbieramy rzeczy idziemy na dworzec. Jest całkiem ciemno, no tak to listopad. Pociągiem jedziemy do Węgierskiej Górki, gdzie mamy na dziś zaplanowany nocleg. Następne trzy dni to wędrówka po górach, od lat nie chodziłem z plecakiem, nie spałem w schronisku.

Rano pobudka, śniadanie i w drogę. Idziemy zielonym szlakiem przez Bziniok do Fajkówki, a dalej czarnym do zielonego by wejść na szczyt Baraniej Góry. Pogoda jest piękna, niewielkie chmury, słoneczko grzeje idzie się świetnie. Chwila postoju, jakaś przekąska, widok na Skrzyczne. Tam wczoraj wbiegliśmy.

Zapora na Sole
Zapora na Sole

Dalej zielonym przez Magurkę Wiślańską, Zielony Kopiec i Malinowską Skałę, by zejść czerwonym na Przełęcz Salmopolską.  Potem przez Kotasz na Karkoszczonkę. Słońce się chyli ku zachodowi, chociaż jest wcześnie robi się ciemno. Słońce zachodzi dis przed 16. Na siodło pod Klimczokiem wchodzimy już całkiem po ciemku. Z daleka widać światła schroniska. Obiadokolacja, kufelek piwa, czas płynie wolno, można pogadać, posiedzieć. Nigdzie nie trzeba się spieszyć. Cudowne są takie chwile.

Beskid Mały
Beskid Mały

Znów rano wstajemy, trzeba wyjść wcześnie by  zmierzch nie złapał nas w górach. Schodzimy niebieskim przez Rozstaj nad Bystrą, a dalej zielonym przez Wilkowice,  do schroniska u stóp Magurki Wilkowickiej. Tu już jesteśmy w Beskidzie Małym.  To jedno z niewielu pasm w Polsce, w którym jeszcze nie byłem. Dalej niebieskim przez Czupel (933 m n.p.m.) najwyższy szczyt Beskidu Małego.  Kolejny dzień pięknej pogody. Widoki wspaniałe, a barwy jesieni sprawiają, że jest naprawdę cudnie. Schodzimy w dół do Czernichowa. Mijamy zaporę na Sole i pniemy się w górę na Kościelec. Dalej łagodnym grzbietem z widokiem na  górę Żar, z której startują szybowce.

Jezioro Międzybrodzkie, z prawej góra Żar
Jezioro Międzybrodzkie, z prawej góra Żar

Mijamy Przysłop Cisowy, idąc czerwonym dochodzimy do Potrójnej. Pomału zmierzcha, schodzimy na nocleg do Chatki Studenckiej Pod Potrójną. Jest parę osób, cisza i spokój. Na piętrze w pustej sali zajmujemy miejsca, rozkładamy śpiwory. Schodzi coś zjeść, ktoś gra na gitarze.

Szlak w Beskidzie Małym
Szlak w Beskidzie Małym

Pomału chatkę wypełnia gwar. Ciągle dochodzą nowi ludzie, młodzi studenci. Czuję się dziwnie. Jakbym się cofnął do czasów liceum, gdy  z harcerzami chodziłem po górach. Kładziemy się późno, lecz trudno zasnąć, fakt jest dość głośno, lecz we mnie się budzą dawne wspomnienia.

Znów rano pobudka, śniadanie i w drogę, gdy my wychodzimy większość jeszcze śpi. Wracamy na grzbiet, idziemy dalej czerwonym szlakiem. Rezerwat Madohora, Łamana Skała, Leskowiec,  dalej niebieskim przez Groń Jana Pawła II,  Ponikiew, Łysą Górę, Zawadkę i Gorzeń Dolny do Wadowic. Spędzamy chwile w tym pięknym mieście.

Szlak w Beskidzie Małym
Szlak w Beskidzie Małym

Rynek, kościół Parafialny, dom Jana Pawła (niestety bilety już dawno sprzedane). Zjadamy obiad, na deser kremówki, bierzemy też po kilka na wynos, by zawieść do domu.

Wracamy pociągiem z przesiadką w Krakowie, to była bardzo wyjątkowa wyprawa. Najbardziej urzekła mnie cisza i spokój gdy bez pośpiechu szliśmy przez góry.

Wadowice
Wadowice
Wadowice, dom rodzinny Jana Pawła II
Wadowice, dom rodzinny Jana Pawła II

Potem jak zwykle w na koniec sezonu przerwa w treningach. Odpuszczam wszystko z wyjątkiem pływania.

Na koniec listopada decyduję się na nowy eksperyment i startuję w XIX IMPAQ Otwartych Mistrzostwach Warszawy w pływaniu MASTERS na 25 metrowym basenie. Decyduje się na start na dystansach 100 m i 400 m stylem dowolnym. Rozgrzewka, rozpływanie, obserwuję starty na różnych dystansach, różnymi stylami. Urzeka mnie panującą atmosfera.

Start ze słupka, nawroty to dla mnie nowość. Szybko zostaję w tyle,  a na 400 czkali na mnie ponad 2 minuty by puścić następną serię. Czasy słabiutkie: 100 m w 2:04,21, 400 m w 9:14,92. Widzę jak bardzo wypadam blado, ale też zdaję sobie sprawę, że tu startują dobrzy pływacy. Takim jak ja brakuje odwagi. Nie jest przyjemnie być ostatnim. Jednak warto, bo zdobyte doświadczenie, możliwość poznania czegoś nowego jest zawsze bezcenna.

W grudniu powracam do treningów. Szóstego startuję na Kabatach w Biegu Mikołajkowym. Sezon kończę tak jak zacząłem startując w kolejnym cyklu Zimowych Biegów Górskich w Falenicy.