Bieg Mikołajkowy - Kabaty

Winter is coming

Bieg Mikołajkowy w Lesie Kabackim należy do stałych punktów mojego planu. Początki mojej przygody z bieganiem były mocno związane z Grand Prix Warszawy. Sporo startowałem na ścieżkach tego urokliwego lasu i zawsze chętnie tam wracam. Teraz gdy w sezonie bardziej skupiam się na triathlonach i biegach ultra ciężko jest tak dobrać terminy by dało się startować w wieloetapowym cyklu.

Dziś pogoda dopisała. Ośnieżone pola i las, praktycznie bezchmurne niebo, przygrzewające słońce i topniejący śnieg. Bardziej to przypominało przedwiośnie. Atmosfera  jak zwykle wspaniała, świetna organizacja, mnóstwo znajomych. Dziś w pierwszej kolejności startowały panie oraz osoby, które planowały czas ponad 60 minut. Przy dużej frekwencji trzeba rozciągnąć stawkę. Pozostali startowali piętnaście minut później. Ustawiłem się w dobrym miejscu stawki. Biegłem spokojnie. Nawierzchnia nie była specjalnie śliska. Cienka warstwa śniegu, sporo wody. Całość wymieszana z piaskiem tworzyła breje, która dawała przyczepność. Można było przyspieszać. Biegło mi się bardzo dobrze. W końcówce próbowałem nawet powalczyć, nie jestem sprinterem, do tego okres bez treningów szybkościowych i przy próbie mocnego finiszu organizm odmówił współpracy. I tak jestem bardzo zadowolony z wyniku 43:27 na 10 km w okresie jesiennych roztopów to całkiem niezły wynik. Jak dodać do tego 3 miejsce w kategorii to wiem, że jest dobrze.

Bieg Mikołajkowy - Kabaty

Nie dam się jednak zwieść pozorom. Pamiętam jak tydzień temu biegałem w Falenicy piękna pogoda, słoneczko, nawet ptaszki niemrawo śpiewały. Też czuć było wiosnę.  Za to niedziela mi przypomniała, że zbliża się zima. Mroźny północny wiatr. Stada kraczących wron. Ciężkie ołowiane chmury. Grad, deszcz ze śniegiem. Pomału, ale zdecydowanie nadciąga zima, a wraz z nią nieubłaganie zbliża się zamieć.