Wesoła Stówa

13 maja 2006 w Starej Miłosnej pod Warszawą odbył się bieg „Wesoła Stówa”. Na dystansie 100 km zmagały się czteroosobowe drużyny, a bieg odbywał się na 5 km pętlach. Start, meta i strefa zmian były zlokalizowane na dużej polanie przy kościele i oznaczone niebieską bramą. Tam też było zlokalizowane biuro biegu, stanowisko sędziowskie i punkt kibicowania.

Trasa prowadziła głównie drogami leśnymi, typowymi dla tego rejonu Mazowsza położonego na piaszczystych wydmach. Taka lokalizacja zapewniała nie tylko miękką nawierzchnię i krętą trudną orientacyjnie trasę, ale również atrakcje w postaci podbiegów. Na szczęście była ona dobrze oznakowana taśmami, co przyznawali również ci, którym zdarzyło się nadłożyć nieco kilometrów.

Start
Start

Organizacja biegu była perfekcyjna, czego należało się spodziewać wiedząc, że bieg był zorganizowany pod kierownictwem Dyrektora Maratonu Warszawskiego Marka Troniny, który biegł w sztafecie Starej Miłosnej. Po odebraniu numeru i prowiantu (woda, izotonik, banany, gorące kubki) zajęliśmy miejsce na polance.

Lechici wystawili dwie drużyny, w składzie:

  • Bogdan Piątek, Konrad Różycki, Marek Pytkowski, Bartłomiej Różycki,
  • Jakub Zabłocki, Jerzy Fido, Andrzej Góra, Krzysztof Stankiewicz.

Na starcie stanęło 16 sztafet, w tym jedna w składzie trzy osobowym oraz Sławek Źółkowski (OTK Rzeźnik) biegnący samotnie całe 100 km (startował poza konkursem). Dokładnie o godzinie 8 ruszyła na trasę pierwsza zmiana, prowadzona przez pilota na rowerze (w tej roli Marek Tronina). Pilot prowadził przez pierwsze trzy okrążenia.

Lechici - Marek z Bartkiem
Lechici – Marek z Bartkiem

W naszej sztafecie na pierwszej zmianie biegł Marek, miał do pokonania dwie pętle. Pierwszą pętlę pokonał zgodnie z planem. Bartek zmieniający go po następnym okrążeniu, zaczął się rozgrzewać. Kolejne sztafety kończyły drugą zmianę, a Marka nie było widać. Gdy pojawił się po 53 min od startu okazało się, że nie zauważył zakrętu i pobiegł dalej tracąc kilkaset metrów.

Ta trzecia zmiana była dla mnie dość nieprzyjemna, cały czas się martwiłem o Bartka. Zastanawiałem się jak go odnaleźć, gdyby zdarzyło mu się pobłądzić. W klasyfikacji byliśmy dość daleko, plasując się za naszą drugą drużyną, a dystans do czołówki wydawał się przepaścią nie do pokonania. Na szczęście oznaczenia okazały się dobre i Bartek pojawił się „w terminie” poprawiając naszą pozycję. Po nim znów wyruszył Marek – to była jego trzecia i ostatnia zmiana, niestety musiał opuścić nas na kilka godzin, ale zdołał jeszcze poprawić naszą pozycję.

Lechici - Bogdan z Konradem
Lechici – Bogdan z Konradem

W tym czasie dramat przeżywała prowadząca od początku Brygada Kryzys. Biegnący na czwartej zmianie Krzysiek, pomylił trasę i nie pojawiał się przez dłuższy czas. Zaczęliśmy się poważnie niepokoić, znamy jego możliwości. Zaalarmowany przez nas Marek Tronina wyruszył rowerem na poszukiwania. Na szczęście, Krzysiek odnalazł się sam, wrócił na trasę i kontynuował bieg w towarzystwie pilota, była to jego najdłuższa w życiu piątka (jak dotąd). Jak się później okazało nie była to ani ostania, ani rekordowa pomyłka.

W międzyczasie na trasę wyruszył Bogdan, a ja zacząłem szykować się do swojej zmiany. Przepiękna pogoda dawała się biegnącym coraz bardziej we znaki. Słońce grzało coraz mocniej i coraz trudniej było znaleźć choć odrobinę cienia. Ratunkiem był namiot rozstawiony przez organizatora i pochłaniane w ogromnych ilościach płyny. Biegliśmy na przemian: Bogdan, ja, Bogdan, ja, Bartek i znowu Bogdan … Czas płynął szybko. Kolejne zmiany mijały w mgnieniu oka, a przerwy stawały się coraz krótsze. Dość szybko pięliśmy się do góry, nie wiem kiedy znaleźliśmy się na drugiej pozycji.

Lechici - Konrad
Lechici – Konrad

Sędziowie uwijali się aktualizując na bieżąco czasy poszczególnych pętli. Tablica z wynikami każdej drużyny oraz znakomicie prowadzona spikerka powodowały podgrzewanie i tak gorącej atmosfery. Wszystkie sztafety znały swoje pozycje, wiedziały ile mają straty do poprzedników i ile przewagi nad następną sztafetą.

W tle grała muzyka, a na stolikach pojawiły się ciastka i pączki. Prosto z Kabat przybyli Renata z Darkiem oraz Wojtek (Ours), którzy gorąco nam kibicowali i robili zdjęcia.

Z każdą zmiana walka stawała się coraz ostrzejsza. Goniła nas Brygada Kryzys, odrabiająca stracone miejsca, my zmniejszaliśmy stratę do prowadzącego Huraganu Wołomin. To znaczy Bogdan nadrabiał kolejne minuty, które ja potem traciłem. Taki był układ. Mimo pojawiających się chmur upał nadal doskwiera, w lesie miejscami robi się bardzo duszno, na polanie przyjemnie chłodzi wiaterek.

Lechici - Bartek z Konradem
Lechici – Bartek z Konradem

18 zmiana Bogdan wpada na pierwszej pozycji. Ruszam ostro, wybiegając z polany słyszę spikera jak mówi, że mamy 30 sekund przewagi. Wiem, że to mało, wiem kto mnie goni. Prowadzenie udaje mi się utrzymać nieco ponad kilometr. To moja szósta, ostatnia zmiana, nogi nie bardzo chcą pracować. Do prowadzącego tracę coraz więcej, już go nie widzę. To nie jest przyjemna sytuacja, przykro jest być tym który traci. Zmienia mnie Bartek, też już bardzo zmęczony to jego czwarta pętla. Na ostatniej zmianie biegnie znów Bogdan, nasz najszybszy i najtwardszy zawodnik, to jego siódma pętla. Niestety nic już nie mógł zrobić, strata była zbyt duża i musieliśmy pogodzić się z prymatem sztafety Huraganu Wołomin, która wygrała rywalizację z czasem 7:17:39.

Lechici - Konrad, Bartek, Marek, Bogdan
Lechici – Konrad, Bartek, Marek, Bogdan

Ciężka trasa, upał – to wszystkim dało się nieźle we znaki, tylko biegnący samotnie Sławek wygląda na nie zmęczonego. Co chwilę pojawia się jakiś zawodnik. Rozciągnęliśmy się na tej pętli. Przybiega Bogdan, kończymy bieg na drugim miejscu (7:21:01). To dla nas wielki sukces, nie zakładaliśmy miejsca na pudle. Zdała egzamin opracowana przez Bogdana taktyka zmian. Kolejna na mecie melduje się Brygada Kryzys (7:27:13).

Pomału opadają emocje, organizm zaczyna przypominać o podjętym niedawno wysiłku. Mimo upału gorący kubek działa znakomicie. Dystrybutor z zimą (bardzo zimną) i gorącą wodą to świetny pomysł. Każdy mógł sobie zrobić zupkę, kiedy tylko naszła go ochota.

Kolejne sztafety kończą zmagania, inne liczą pętle jakie pozostały im do końca. Wszyscy mimo zmęczenia są zadowolenia i znakomicie się bawią. Tuż za pudłem kończy sztafeta Byledobiec Anin (7:32:20), po niej Teść, dwóch szwagrów i ja (7:47:45), FBI (8:01:37), Atomówki (8:16:47), Straż Miejska Warszawa (8:18:29). Na dziewiątym miejscu zameldowała się nasza druga sztafeta Lechici II (8:41:12), a za nimi Duzersi (8:59:39), Carolina Medical Center (9:10:06) i gospodarze Stara Miłosna (9:15:32). Aktywność rowerowa Marka Troniny – przejechał na rowerze ok. 25km w roli pilota i ekipy ratunkowej, zmusiła później jego sztafetę do sięgnięcia po rezerwy, wyjątkowo na jedną zmianę ściągnięto piątego zawodnika – Macieja Kurzajewskiego. Oczywiście odstępstwo od regulaminu zostało zaakceptowane przez organizatora i przyjęte przez uczestników ze zrozumieniem, tak samo jak dopuszczenie do startu trzy osobowej sztafety – Orły (9:49:03). Niestety tak elastyczny sposób traktowania regulaminu jest niestety możliwy tylko przy kameralnych imprezach.

Bartek, Konrad, Sławek, Bogdan, Marek
Bartek, Konrad, Sławek, Bogdan, Marek

Natępny na mecie pojawił się Sławek Żółkowski (10:12:19), a za nim sztafety: I tak się nie uda (10:50:33), Agresywne Agresty (11:09:23) i „No Limits” (11:36:46)

Trwająca do końca walka z trasą, upałem i rywalami została uwieńczona zakończeniem, podczas którego wręczono medale wszystkim uczestnikom, a trzy pierwsze sztafety otrzymały puchary. Wartym podkreślenia jest fakt iż wręczano puchary wszystkim zawodnikom sztafet, dzięki czemu każdy ma pamiątkę. Dodatkową nagrodą była półroczna prenumerata Biegania.

Znalazła się też nagroda specjalna dla Sławka.

Marek i Konrad
Marek i Konrad

Po zakończeniu rozpalono ognisko, na którym można było upiec kiełbaski, przy którym najwytrwalsi spędzili czas grając i śpiewając do późnego wieczora, ale to już znam tylko z opowiadań.

Atmosfera biegu i organizacja na bardzo wysokim poziomie powoduje, że 12 maja 2007 mamy już zarezerwowany na kolejną edycję biegu. Zachęcam wszystkich biegaczy – budujcie sztafety i przyjeżdżajcie za rok. Warto też poznać specyfikę biegania w sztafecie, nic nie mobilizuje tak jak wspólna walka, a przy tym zabawa jest znakomita.