Ultra Chojnik 2017

Ultra Chojnik 2017

Karkonosze. Najwyższe pasmo Sudetów. Górują nad okolicą. Stąd też zapewne ich tradycyjna Polska nazwa Góry Olbrzymie. Bardzo lubię dolnośląskie. To piękny region. Szczególnie upodobałem sobie kotliny Kłodzką i Jeleniogórską. W Karkonoszach nie byłem od 2009. Wtedy trenowałem na zaplanowanych przez Darka Sidora trasach szykując się do Spartathlonu. Po tym biegu zrozumiałem, dlaczego Darek tak bardzo dokładnie wytyczył mi trasy. Były wybrane pod określony cel. Piszę o tym, by pokazać jak bardzo się myliłem myśląc, że wiem co mnie czeka.Chojnik Karkonoski Festiwal Biegowy jest znakomitą okazją do rozpoczęcia przygody z biegami górskimi. W sobotę rozgrywane są biegi na trzech dystansach: Półmaraton z górką (28 km 1291 m. przewyższenia), Chojnik maraton (46 km i 2229 m) oraz Ultra Chojnik (102 km i 5025 m). Dodatkowo w piątek wieczorem jest rozgrywany Chojnik Vertical – 2,5 km biegu na stromym podejściu do zamku. 

Ultra Chojnik 2017
Ultra Chojnik – pole namiotowe

Pojechałem tradycyjnie pociągiem. To długa podróż, ale przy dobrej książce czas płynie szybko nawet gdy przytrafi się awaria i blisko godzinne opóźnienie. Dalej mi się poszczęściło. Do biura zawodów dojechałem​ busem, który zabrał kilka osób do Świeradowa. Kierowca podwiózł mnie pod samo Transgraniczne Centrum Turystyki Aktywnej w Sobieszowie położone u stóp góry Chojnik po środku zadbanej łąki. Biuro znajdowało się obok budynku zapewniającego zaplecze socjalne. Po drugiej stronie znajdowało się pole na którym stało już kilka namiotów. Zaczynam od zakwaterowania, czyli rozbijam namiot. Zastanawiam się, ile czasu minęło od kiedy spałem pod namiotem. Ostatnio na Półmaratonie Jurajskim w 2009 roku. Były to przygotowane przez organizatora wojskowe 10 z łóżkami polowymi. To się nie liczy. Czyli w 2004, gdy pojechałem z synem w Beskid Niski. Szmat czasu.

Ultra Chojnik 2017
Ostatnia prosta

Po rozpakowaniu odbieram pakiet, kupuję silikonowy kubeczek i dobrowolne ubezpieczenie dla osób uprawiających sporty ekstremalne, na jedną dobę, na terenie Polski i Czech. To świetny pomysł i powinien stać się standardem. Ponieważ organizator wykupił polisę grupową cena jest symboliczna 5 pln. Ludzi jeszcze niewiele. Spokój, cisza. Robię zakupy w pobliskim sklepie. Gdy wracam ruch jest już znacznie większy. Spotykam dawno nie widzianych znajomych. Jarka, z którym biegłem Transjurę. Wirka, razem biegliśmy Sudecką Setkę. Minęło tyle lat. Czas ucieka. Ustawiam budzik na północ. Kładę się. Próbuję trochę pospać. Budzę się co jakiś czas. W namiocie jest jasno. Zdziwiony za którymś patrzę na zegarek. Jest po 23. Nie zwróciłem na to uwagi, ale rozbiłem się blisko latarni. W sumie to dobrze. W spaniu nie przeszkadza, a bardzo pomogła gdy się późnej zbierałem. Zasypiam, tym razem mocno. Budzik brutalnie wyrywa mnie ze snu. Jest północ. Noc ciepła. Zjadam śniadanie. Przebieram się. Jeszcze raz sprawdzam ekwipunek.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie Artur Bryś

Oddaję depozyt i na start. Stoimy, czekamy. Przygrywa zespół. Wyraźnie zaznaczona linia kontrabasu, akordeon i sekcja instrumentów dętych. Muzyka w bałkańskich klimatach jak z Bregovic’a. Napięcie rośnie. Do pierwszej zostały już tylko sekundy. Odliczanie i start. Biegniemy. Początkowo przez uśpione uliczki Sobieszowa. Wolontariusze zabezpieczają trasę, wskazują kierunek. Wbiegamy na szlak. Zapalam moją nową czołówkę. Ciekawe jak się sprawdzi. Trasa przez las faluje łagodnie. Pogórze. Charakter szlaku przypomina mi nieco Beskidy. Tylko brakuje błota. Czołówka sprawuje się świetnie. W trybie oszczędnym daje dość światła. Tylko na trudniejszych zbiegach przełączam na jasny. Po raz pierwszy w warunkach startowych sprawdzam jak mi się biegnie z kijkami. Na razie jest dobrze. Do góry pomagają. Skręcamy na Drogę pod Reglami. Łagodnie trawersem nad Jagniątkowem. Mostki. Niesamowicie prezentują się skałki w świetle czołówek. Jest pięknie. Skręcamy w prawo w szeroką kamienistą drogę prowadzącą ostro do góry.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie Filip Basara

Zaczynają się Karkonosze. Po nieco ponad 2 godzinach docieramy​ do pierwszego punktu. Petrova bouda. Czternasty kilometr. Uzupełniam izo, zjadam garść suszonych żurawin i w drogę. Biegniemy​ po czeskiej stronie. Ścieżka robi się wąska. Miejscami prowadzi po drewnianych pomostach nad torfowiskami,dość licznymi na grzbiecie Karkonoszy.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie Filip Basara

Pomału się rozjaśnia. Kontury widoczne wcześniej na tle nieba nabierają wyrazistości. Z mroku wyłaniają się​ tekstury. Tak jakby ktoś zmienił kartę graficzną i zwiększał poziom renderowania. Kolejne podbiegi, trawersy, zbiegi. Jest cudnie. Budzi się dzień. Labská bouda. Tu na tym stoku swój bieg rozpoczyna Łaba, jedna z większych europejskich rzek. Wracamy na grzbiet. Jest jasno. Gaszę czołówkę. Łabski Szczyt 1472. Przed nami Śnieżne Kotły z charakterystycznym budynkiem stacji przekaźnikowej tv. Zbiegamy do schroniska pod Łabskim szczytem i czarnym szlakiem w dół. Odcinek bardzo trudny techniczne. Kamienie, korzenie i dosyć stromo. Brakuje mi wprawy w takich warunkach. Od czasu do czasu spoglądam do góry. Masywne ściany Śnieżnych Kotłów cudowne się prezentują w promieniach wschodzącego słońca.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie Filip Basara

Kijki na zbiegach mi przeszkadzają. Utrudniają balansowanie. Skręt w lewo i w górę na Czarną Przełęcz. Czeskie Kamienie, grupa malowniczych skałek. Kolejna z wyjątkowych cech Karkonoszy typowa dla pasma Sudetów, ale tu ponad granicą lasów prezentują się w całej okazałości. Ponownie Petrova bouda. Punkt numer 2. Punkt ten sam, ale teraz to już 36 kilometr i ponad 5 i pół godziny w drodze. Biegnę asfaltówką. Podbieg, Przełęcz Dołek i znów podbieg.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie Filip Basara

Stukot kijów wkurza mnie coraz bardziej. Przełęcz Karkonoska budzi wspomnienia. Špindlerowa bouda, Odrodzenie i w dół. Kolejny bardzo trudny odcinek. Pielgrzymy, Kotki, Kozi Mostek, Samotnia. Kultowe schronisko nad Małym Stawem. Krótka wspinaczka. Strzecha Akademicka, Biały Jar i długi zbieg. Karpacz. Biegnąc ulicą i chodnikiem czuję ulgę. Nasuwa się refleksja, uwielbiam góry, ale znacznie lepiej biegam po asfalcie. Wytrzymałościowo potrafię się przygotować, pod górę jest dobrze. Problemem jest​ przygotowanie technicznie. Muszę gdzieś bliżej domu znaleźć miejsce by trenować zbiegi. Docieram do punktu. 52 kilometry w 8 godzin​ i 10 minut.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie Ewelina Matyja

Zostawiam kijki. Ponieważ nie mam przepadku i nie ma jak ich oznaczyć dziewczyny zapisują mój numer w telefonie. Wolontariusze. Zawsze pomocni. Nawet w nietypowych, nieprzewidywalnych sytuacjach znajdują rozwiązanie. Tankuję oba softflaski, wcinam owsiankę. Trochę mi nie smakuje, dorzucam garść rodzynek i trochę żurawin. Robi się pyszna. Przyjemnie wypełnia żołądek. Połowa za mną, przynajmniej dystansu. W górach dystans niewiele mówi, można się bardzo oszukać. Wspinam się. Mijam potężny betonowy most i wchodzę w Dolinę Łomniczki. Schronisko “Nad Łomniczką”. Kończy się las. Otwiera się widok na Kocioł Łomniczki.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie BikeLIFE

Słońce już mocno przygrzewa. Kocioł prezentuje się pięknie. Jest imponujący. Szlak pnie się serpentynami. Na szlaku sporo turystów. Wyłania się Śnieżka, ze swoim futurystycznym schroniskiem. Po drodze Symboliczny Cmentarz Ofiar Gór. Czytam napis. “Martwym ku pamięci, żywym ku przestrodze”. Chwila zadumy.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie BikeLIFE

Dom Śląski. Przełęcz pod Śnieżką. Zejście na Czeską stronę. Upał. Z dołu podchodzi ogromna grupa w żółtych koszulkach. Są wśród nich dzieci, niepełnosprawni, ludzie z psami. Ida na Śnieżkę. Tak przynajmniej sugeruje napis na ich koszulkach. Ciężko się zbiega jest spory tłok. Na dole w kluczowym miejscu trasy stoi wolontariusz. Pozdrawia mnie z daleka. Pokazuje gdzie biec.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie BikeLIFE

Całość trasy jest oznaczona żółtą taśmą z odblaskami na odcinkach, które mogą wypaść w nocy. Na tych odcinkach, gdzie nie było krzyżówek dość rzadko. Chwilami nie byłem pewien czy dobrze biegnę. Musiałem zaufać, że nic nie przegapiłem. Sprawdził się za to pomysł że znakowaniem czerwoną taśmą na skrzyżowaniach tych dróg, w które nie należy w biegać. W najtrudniejszych miejscach stali wolontariusze. W efekcie ani razu się nie zgubiłem i nigdzie nie miałem wątpliwości jak pobiec. Tylko czasami ta niepewność wynikająca z poprzednich doświadczeń. Kolejne długie podejście. Richterowa bouda. Przełęcz i długi zbieg. Fantastyczne góry, niesamowite widoki. Głęboko wcięte doliny. Słońce pali. Bezchmurne niebo. Na szczęście delikatnie powiewa. Piję sporo i źle oceniam odległość do następnego punktu.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie BikeLIFE

Przy tej różnicy wzniesień i takim słońcu litr na 16 km to za mało. Przydałaby się jeszcze jedna flaszka. W końcu docieram do punktu. Špindlerův Mlýn. Z daleka widzę stojące przy drodze żółte wiaderko. Ktoś podchodzi, przemywa twarz. Przyspieszam na ten widok, wbijając wzrok w wiaderko. Zimna woda orzeźwia. 68 km, ponad 11,5 godziny. Podchodzę do stolika. Biorę zupę. Siadam na chwilkę. Nigdzie pomidorowa nie smakuje tak jak na takich punktach. Delikatnie kluseczki i lekko kwaśny smak doskonale kontrastują z żelami stanowiącymi w takich dniach głównie danie. Biorę dokładkę samej zupy, świetnie gasi pragnienie. Tankuję i w górę. Długi odcinek. Kawałek asfaltu, by za ostatnim budynkiem zanurzyć się w las. Cudowny cień. Podchodzę. To mi wychodzi zdecydowanie lepiej. Na skraju lasu otwiera się widok na piękną dolinę. Hrazeny důl. Z dołu słychać szum wodospadu i krzyk jakiegoś ptaka.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie BikeLIFE

Wspinam się na Krakonoš. Strome podejście miejscami ubezpieczają stalowe schody. Jak sądzę mają chronić stok przed dewastacją. Udaje mi się wypatrzeć źródło skrzeczenia. Ciemnobrązowy ptak krąży nad jakimś punktem. Z pewnością jest to drapieżnik. Może jastrząb. Robi dużo hałasu. Z pewnością nie poluje. Może próbuje namówić młode by wyfrunęły z gniazda. W kosodrzewinie fotograf, będą wspaniałe zdjęcia. Już się nie mogę doczekać. Przełęcz. Z za stoku wyłania się Śnieżka.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie BikeLIFE

Płaski równy odcinek w stronę Luční bouda. Tuż przed nią ostry zakręt, a przy nim tabliczka ze strzałką. Poniżej napis 28 km do mety. Nie dobrze. To znaczy, że do punktu jest jeszcze 6 km., a mnie znowu zabraknie picia. Szlak schodzi stromo w dolinę. Znów bardzo trudny technicznie. Najgorsze są odcinki na których kamienie są poukładane pionowo. Po tym się nie da biec. Stawy skokowe wygina na wszystkie strony. Słyszę jak ktoś z tyłu biegnie. Jest dużo szybszy. Ustępuję z drogi. To jeden z fotografów z dwoma aparatami w rękach przenosi się na nowe stanowisko. Trasa schodzi wzdłuż malowniczego potoku pędzącego w dół kaskadami.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie BikeLIFE pierwszy z prawej to ja.

Głęboka dolina Důl Bílého Labe. Przechodzę przez most i w górę. Początkowo las daje trochę cienia, ale na otwartej słońce dosłownie parzy. Kark daje mi do zrozumienia, że zapomniałem posmarować się kremem z filtrem. Przekręcam czapkę daszkiem do tyłu. Podchodzę. Z braku alternatywy wypijam żel. Na szczęście to jeden z tych, których​ nie trzeba popijać. Nieznacznie gasi pragnienie i daje porcję energii.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie BikeLIFE

Oby do punktu. Szlak wychodzi na drogę. Jest spory ruch. Samochody. Jakiś autokar. Ta droga prowadzi na Przełęcz Karkonoską. Ja zbiegam w przeciwnym kierunku. Bílý Kámen. Szósty punkt. Mijam czytniki chipów. To też jest fajnie zorganizowane. Są przy wszystkich punktach. Ten jest przedostatni. 81 kilometr, czas 14:08. Jest po piętnastej. Słońce nie ustępuje. Uzupełniam płyny i w górę.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie BikeLIFE

Ostatnie długie podejście. Pamiętam, że tu trzeba uważać bo docieramy​ do odcinka, który biegliśmy rano. Muszę pamiętać, by skręcić w prawo. O tym organizatorzy też pomyśleli i w międzyczasie powiesili czerwoną taśmę na lewej odnodze. Zresztą robili tak i w innych miejscach, w których zmieniał się kierunek trasy. Petrova bouda po raz ostatni. Teraz długi, stromy zbieg. Rano tędy podchodziliśmy. Droga szeroka, wygodna, ale mocno nieprzyjemna. Ciężko się zbiega. Czwórki przeciążone. Bolą kolana. Mieszam bieg z odcinkami marszu. W końcu ostatni punkt. 16 godzin 18 minut w drodze. 93 km. Zostało już tylko 9. Ostatni odcinek jest początkowo dosyć przyjemny. Wije się po stokach łagodnymi trawersami po dobrej miękkiej nawierzchni. Daje się biec całkiem żwawo. Docieramy do góry Chojnik.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie Biegający Foto

Tu zaczynają się schody. Dosłownie. Szlak obok Piekielnego Kamienia wchodzi na zamek po schodach. Przechodzi przez furtę w murze obok bocznej baszty. Dalej biegnę krętą ścieżką wzdłuż murów prowadzi przed główną bramę. To piękny zamek. Kiedyś tam byłem z dziećmi. Z dołu dochodzi muzyka i głos spikera z mety. Zbiegam po bruku. Jest kiepsko, na szczęście miejscami udaje się biec poboczem po miękkiej ziemi, a dalej trasa skręca w las. Wybiegam na otwartą przestrzeń. Biegnę uliczkami Sobieszowie. Jest trochę kibiców. Dopingujące gorąco dzieciaki. Ktoś krzyknął “do mety już tylko kilometr”. Równa droga, asfalt. Niesie. Jeden zakręt, drugi. Kibice z głośnymi dzwonkami. Ich też było słychać przy zamku. Ostatnia prosta. Spiker zagrzewa do finiszu. Jest bardzo sympatyczny. Cały czas nawija. Zachęca do kibicowania. Wpadam na metę. Dostaję medal. 17:41:30.

Ultra Chojnik 2017
Zdjęcie Data Sport

Udało się. Zupełnie inaczej to sobie wyobrażałem. Życie jak zawsze zweryfikowało. Fantastyczny bieg, ale trudna lekcja. Dużo punktów doświadczenia. Piwo, prysznic i posiłek. Wybór jest spory. Kilka busów oferuje różne potrawy. Wybieram prosty, tradycyjny gulasz wieprzowy z kaszą. Po całym dniu na żelach, tego mi było trzeba. Spotykam znajomych, wśród nich Mirka, przedstawia mi swoją żonę Anię i synów. Córkę, najmłodszą zostawili w domu. Ania przyjechała na Chojnik maraton. Nie widzieliśmy się z Mirkiem kilka lat. Wspominamy​. Dowiaduję się kilku ciekawych rzeczy na temat Rzeźnika. Dużo się zmieniło, nie tylko trasa i nowe dystanse. Mam niecałe trzy tygodnie na regenerację. Będzie się działo. Wbiega ostatni zawodnik. Dopada mnie senność. Zasypiam przy trelach słowika. Budzę się kilka razy. Noc robi się zimna. Opatulam się szczelnie​. Ktoś przy ognisku śpiewa “Korespondencję Klasową” Jacka Kaczmarskiego. Robi to świetnie. Mam ochotę się ubrać i pójść na ognisko. Zmęczenie wygrywa. Budzę się jeszcze kilka razy, ale śpię mocno.

Jelenia Góra ratusz
Jelenia Góra ratusz

Wstaję trochę po siódmej. Słońce tak grzeje, że w namiocie robi się duszno. Teraz inicjatywę przejechały skowronki. Zjadam śniadanie i pomału się zbieram. Idę na przystanek i jadę do Jeleniej Góry. Kieruję się na rynek. Jest bardzo ładny. Pora na drugie śniadanie. Mam chęć na coś konkretnego. Wybieram grillowany stek wieprzowy, zapiekane ziemniaki, zestaw.surówek i piwo. To był strzał w dziesiątkę. Naprawdę przepyszne danie. Siedzę w podcieniach kamieniczek i obserwuję ludzi na rynku. Handlarze staroci, rowerzyści w strojach retro, goście czekający na msze komunijną. Niezwykła atmosfera. Gwar, spokój. Nikt się nie spieszy. Zbieram się. Pytam pana sprzedającego pocztówki w zabytkowym tramwaju, jak dotrzeć na dworzec. Poleca mi bym się przeszedł. Do dworca nie jest daleko, a trasa prowadzi zabytkowymi ulicami. Mam dużo czasu. Jest pięknie. Chętnie się przespaceruję. 

Jelenia Góra rynek
Jelenia Góra rynek

Wracam Dartem z bydgoskiej PESY. Gdyby tak zawsze trafiać na taki skład. Jest bardzo wygodny i najważniejsze, jest gniazdko przy każdym fotelu. Dzięki temu ta relacja powstała w drodze. Na gorąco.

Na koniec chcę podziękować organizatorom, wolontariuszom, fotografom i wszystkim osobom zaangażowanym w organizację festiwalu. Fantastyczny pomysł. Bardzo dobra realizacja. Trudny bieg zarówno dla zawodników jak i dla logistyków.