TriTour – złe dobrego początki

W roku 2013 zdecydowałem się mocniej zaangażować w triathlon. Nowy rower, udane starty, lepsze samopoczucie po urozmaiconym treningu i brak problemów z kręgosłupem. Wiem, że chcę kontynuować. Trudno mi jednak pogodzić się z myślą by odpuścić biegi ultra. Po ukończeniu pełnego dystansu w triathlonie (im226) wiem, że muszę wiele poprawić, nabrać doświadczenia i szybkości, zwłaszcza poprawić rower. Decyduję się, na starty krótszych dystansach, wybieram połówki (70.3) w Sierakowie, Szczecinie i Poznaniu, by później pod koniec lata wybrać się góry na jakieś „seteczki”.

Cel główny na rok 2014 – poprawić rower, siłę, technikę, pozycję. Do planów zmieniam nieco podejście, przechodzę z myśleniem na rozkład godzinowy – tak mi najłatwiej porównać dyscypliny, w których kilometraż jest nie porównywalny lub nie możliwy do wyliczenia (trenażer / spinning). No właśnie na „gwiazdkę” kupiłem trenażer, co mnie uniezależniło od godzin zajęć spinningowych. Przez zimę kręcę, kiedy chcę i ile chcę. Rozkład treningów w tygodniu 4/3/2 – cztery razy rower, try razy bieganie i dwa basen, co daje dwa dni z dwoma treningami. Po Maratonie Warszawskim, w październiku lekki odpoczynek, a potem wejście w nowy sezon. Pierwszy sprawdzian to Bieg Niepodległości, chłodno, ale bez mrozu, piękna pogoda i czas niespodziewanie dobry 39:50. To dobra prognoza na początek, choć oczywiście zbyt wcześnie by liczyć na dowiezienie tej formy do lata.

Falenica Biegi Górskie foto: maratonczyk.pl
Falenica Biegi Górskie

Wejście w mocny trening i starty w Falenicy traktowane jako treningi wytrzymałości tempowej. Zima łagodna przebiega spokojnie. Starty kontrolne: Bieg Chomiczówki 1:04:01 (15 km), wcześniej rozgrzewka w Biegu Bielan (5km 26:30), Półmaraton Wiązowski 1:32:08, Półmaraton Warszawski 1:32:32 i Orlen Maraton 3:18:44. Wiem, że jest dobrze, robi się ciepło. Czas schować trenażer, zmienić oponę ze slicka i ruszyć na szosę. Wcześniej przy dobrej pogodzie jeździłem na zewnątrz na góralu. Tak na marginesie, trafiło mi się ciekawe doświadczenie – pewnego zimowego wieczoru, kręcąc na trenażerze złapałem gumę i to w przednim kole 😉 Wiem, że jest dobrze. Przede mną jeszcze Ekiden, a za miesiąc Sieraków, pierwszy start triathlonowy. Sprawdzian przepracowania zimy. Test planu i wybranych rozwiązań.

Pierwszy maj, pierwszy trening szosowy, piękna pogoda. Jadę spokojnie, bez napierania – 2 godziny jazdy 60km, jestem zadowolony, wracam do domu i …
… lekkie uderzenie w tylne koło, tracę równowagę, upadam na ręce, kask lekko uderza w piasek. Wstaję, podnoszę rower, sprawdzam czy jest cały. Powoli dociera do mnie co się stało. Z samochodu, który mnie potrącił wychodzi przerażona kobieta, pyta czy nic się nie stało. Czuję, że boli mnie noga. Odstawiam rower, siadam na płotku. Muszę chwilę odetchnąć. Powoli dociera do mnie co się stało. Udo zaczyna puchnąć, ból się nasila. Myślę to tylko stłuczenie. Dzwonię po syna by przyszedł po mnie – to tylko 100 m od domu. Słońce przygrzewa, czuję się dziwnie, kierowca wzywa karetkę. Pogotowie, policja, szpital, rentgen – noga stłuczona, ręka złamana w nadgarstku. Myślałem, że to już koniec sezonu.

Pierwszy tydzień to głównie okłady z lodu, później zacząłem coraz dłuższe spacery. Noga szybko wracała do sprawności. Po dwóch tygodniach zmieniono mi gips na lekki i mogłem zacząć truchtać. Napisałem do organizatora Triathlonu w Sierakowie z prośbą o przełożenie startu na Kołobrzeg. Uznałem, że start na dwa tygodnie przed Szczecinem pozwoli określić mi aktualną formę, skorygować błędy i zaplanować taktykę. Po zdjęciu gipsu wróciłem do treningów pływackich i rowerowych, początkowo głównie chodząc na spinning, by nie obciążać nadgarstka. Na szczęście jadąc na lemondce też nie czułem bólu. Dość szybko wróciłem do obciążeń treningowych sprzed wypadku.

zdjęcia serwis maratonczyk.pl