TriTour – Szczecin

Do Szczecina docieram jeszcze przed otwarciem biura zawodów, jest piękna upalna pogoda. Jadę wzdłuż nadbrzeża w rejon biura i strefy zmian. Trwa krzątanina. Przeglądam stoiska ekspo, odbieram pakiet, wstawiam rower do strefy i idę do hotelu. Jest wczesne popołudnie decyduję się trochę pozwiedzać miasto. Wały Chrobrego, starówka, zamek, katedra. Schodzę nad Odrę na pasta party. Pomału, spokojnie, nie mogę przesadzić na dzień przed startem.

Szczecin
Szczecin

Rano zbieram się wcześnie, idę do strefy, sprawdzam rower, ustawiam buty i schodzę na nadbrzeże. Słońce praży. Piankę zakładam w ostatniej chwili, start chwile się opóźnia, robi się naprawdę gorąco. Chłodna woda przynosi ulgę, schodzimy do wody poodpływamy do linii startu i czekamy na sygnał startera. Pierwszy raz płynę w rzece, niby leniwa, ale pod prąd płynie się jakoś ciężko. Jedna pętla, ktoś pomaga mi wyjść z wody. Rozsuwam piankę wybiegając w stronę strefy. Ściągam piankę, zakładam buty, kask, biorę rower i w drogę. Trasa prowadzi ulicami miasta, najpierw szeroką drogą wzdłuż Odry, a potem podjazd i wąskie kręte ulice, poprzecinane torami tramwajowymi. Trasa dość trudna, ale dobrze obstawiona przez policję i wolontariuszy. Wyjeżdżam ze Szczecina stromy podjazd, nawrót i powrót. Zgodnie z postanowieniem podjętym po Kołobrzegu, staram się jechać szybko i dynamicznie. Podjazdy, zjazdy zakręty, tory. Słońce operuje, ale jest przyjemnie. Lekki wiatr i większość trasy w cieniu sprawiają, że upał nie daje się we znaki.

Szczecin - finisz
Szczecin – finisz

Po trzeciej pętli wracam do strefy, odstawiam rower, zmieniam buty, wybiegam. Początkowo w dół na nadbrzeże. Biegnę wzdłuż Odry. Nawrotka na beczce i powrót w rejon strefy by potem wybiec w stronę starego miasta. Podbieg pod zamek, kręte uliczki, rynek, katedra, zbieg w dół i powrót na nadbrzeże. Upał daje się we znaki. Punkty z piciem co 2,4 km oraz kibice polewający wodą ze spryskiwaczy na podbiegu zdecydowanie ułatwiają bieg. Po czterech pętlach wpadam na metę, jestem zmęczony, ale szczęśliwy.

Życiówki nie ma, ale rower dobry, wiem, że wszystko idzie w dobrą stronę. W strefie finiszera uzupełniam płyny i kalorie, chłodzę się odpoczywając w cieniu na leżakach. Świetna atmosfera. Kolejni zwodnicy kończą bieg. Sprawdzam wyniki i zaskoczenie, pomimo słabego czasu (5:40:56) wygrałem kategorię. To dla mnie nowość. Czekam na zakończenie, odbieram statuetkę, bon na opaski kompresyjne i wracam do hotelu. Kolejny udany start.

zdjęcia serwis bikelife.pl