TriTour – Poznań

Przede mną Poznań, mam trzy tygodnie i zgodnie z planem koniec spinnigu i dużo szosy. Ręka już prawie nie boli, a kiedy jadę leżąc na lemondce, czuję się komfortowo. Paradoksalnie dzięki złamaniu poprawiam pozycję na rowerze. Piękna pogoda sprzyjała treningom i czas do kolejnego startu zleciał błyskawicznie. Do Poznania przyjechałem w sobotę, przejechałem rowerem na Maltę, odebrałem pakiet, wstawiłem rower do strefy i pojechałem do hostelu. Spałem jakoś nie spokojnie, często się budziłem i wstałem sporo wcześniej niż planowałem, wcześniej dotarłem do strefy. Przygotowanie w strefie pomału staje się rutynowe. Dopompowanie opon, ustawienie butów, napełnienie i umocowanie bidonu w lemondce, spakowanie batonów i żeli. Chłodny poranek zaczyna się zmienić w gorący dzień. Zabieram piankę i wychodzę ze strefy poszukać cienia i obejrzeć pokaz flyboardingu.

Poznań - przed startem
Poznań – przed startem

Ok 8:30 schodzimy do wody. Niby jest ciepła, ale w prażącym słońcu daje przyjemny chłód. Start jest z wody i trzeba dopłynąć do linii, chwilę poczekać. Kładę się na plecach, pianka lekko unosi mnie na powierzchni. Na torze maltańskim jest szeroko, mimo około tysiąca zawodników, jest dość miejsca. Ustawiam się w trzecim, może czwartym rzędzie bliżej środka toru.

Strzał startera i ruszamy. Płynie mi się dobrze. Małe boje po lewej pomagają komfortowo utrzymać kierunek. Staram się utrzymać równe tempo. Z prawej kibice głośno dopingują. Mijam boje nawrotowe i kieruję się w stronę mety.

Poznań
Poznań

Płynę prosto pod słońce, nie wiele widzę, nie potrafię określić dystansu, kieruję się na sylwetki trzymając się bojek po lewej. Mijam wierzę sędziowską kierując się na pomost, po którym wychodzą zawodnicy. Wolontariusze pomagają wychodzić z wody. Czas jak na mnie bardzo dobry – 43 minuty. Zmiana, czynności pomału stają się rutyną, niestety wciąż trwa do za długo. Wbiegam ze strefy, dobiegam do „belki”, wskakuję na rower. Ustawiłem niskie przełożenie więc bez problemu rozpędzam się po górę. Dojeżdżam do Warszawskiej, przyhamowuję by przejechać przez tory i tu zaskoczenie, są zalane betonem. Przejeżdżam gładko, skręcam w lewo i kładę się na lemondce. Jadę równo, trzymam założone tempo.

Poznań
Poznań

Trasa jest równa, szeroka. Mijają szybko kilometry. Nawrotka pod Kostrzyniem, Swarzędz, Warszawska, Rondo Śródka, skręt w prawo, przejazd przez tory również zalany betonem. Druga nawrotka, Rondo Śródka, Warszawska. Mijam zjazd nad Maltę, zaczynam drugą pętlę. Jedzie mi się wciąż dobrze. Przez cały czas na lemondce. Słońce grzeje dość mocno, lecz lekki wiaterek chłodzi przez cały czas. Tempo mam dobre i wciąż je utrzymuję. Kostrzyń, Śródka, ostatnia nawrotka, zjazd nad Maltę. Muszę uważać, bo w dół nieźle niesie, a belka tuż, tuż.

Poznań
Poznań

Schodzę z roweru – czas znakomity (poniżej 2:40), kolejna zmiana i zbieg nad Maltę. Trasę znam dobrze, już tu biegałem. Upał się daje we znaki. Dobrze, że są kurtyny wodne i dużo punktów z piciem. Kolejne pętle i wbiegam na metę. Jestem szczęśliwy. Plan wykonałem, jest nowa życiówka 5:17:57. Schłodzenie, odpoczynek, powrót do domu. Czas na refleksje i podsumowanie.

Jest koniec lipca, a ja się czuję jakby to był koniec sezonu. W planach nam wprawdzie starty w biegach ultra, lecz czuję jakiś niedosyt, bardziej mnie ciągną starty w triathlonie. Podejmuję decyzję o zmianie planów. Zapisuję się na kolejne starty w Enea Tri Tour, czteroetapowe Tour de Tri w Pile, oraz połówki Borówno-Bydgoszcz i Przechlewo. Wiem, że to dużo, ale wiem też, że sezon triathlonowy jest krótki, a starty to jedyna okazja by potrenować na zamkniętej szosie, nabrać doświadczenia, potrenować zmiany.

zdjęcia serwis bikelife.pl