TriTour – Kołobrzeg

Kolejne dni mijały szybko i nadszedł dzień startu w Kołobrzegu. Na miejsce dotarłem w dzień wcześniej. Pogoda była fatalna. Duże zachmurzenie, silny wiatr, przelotne deszcze. Organizator poinformował, że etap pływacki ze względu na fale może być przeniesiony do kanału portowego. Nie wyglądało to zachęcająco, ale cóż … zobaczymy jutro, pogoda jest zmienna, a prognozy nie zawsze się spełniają (nawet te złe).

Kołobrzeg - wyjście ze strefy
Kołobrzeg – wyjście ze strefy

20 czerwca, rano jadę na start wiatr nieco zelżał, a organizatorzy usuwają szkody wyrządzone przez nocny sztorm. Wstawiam rower do strefy, układam buty, sprawdzam ciśnienie, przebieram się, oddaję rzeczy do depozytu. Z zachodu się zbliża paskudna chmura. Wiatr się wzmaga, nadciąga ulewa. Sprzęt znowu przykrywam foliami. Robi się mokro i zimno – zakładam piankę. Jak zawsze po deszczu nadchodzi słońce, wiatr słabnie i robi się piękny letni dzień. Fala zmniejszyła się na tyle, że organizator wraz z ratownikami decyduje, że etap pływacki odbędzie się w morzu. Przechodzimy na plażę. Woda jest naprawdę ciepła. Ratownicy rozstawiają boje, będą dwie pętle z wyjściem na brzeg. Pierwsi startują na 1/8, patrzymy jak płyną, jak walczą z falami. Jedna z boi nawrotowych wyraźnie dryfuje. Przed naszym startem ratownicy poprawiają ustawienie, lecz fala i tak ją zniesie. Im wolniej się płynie tym dłuższy dystans. To nie istotne liczy się nowe doświadczenie. To mój pierwszy start w morzu i pierwszy raz płynę przy tak dużej fali. Płynie mi się świetnie. Łapię rytm, uczę się „ślizgać na fali”. Jedna pętla, druga. Dopływam do plaży daleko od mety, boję się znów przesunęła. Biegnę do strefy. Ściągam piankę, zakładam, kask, okulary, buty, zapinam numer, zdejmuję rower, i biegnę w stronę belki.

Gwizdek sędziego, wskakuję na rower. Odcinek z portu kręty i wąski. Przejeżdżam przez tory, skręt ostro w prawo. Dalej już droga znakomita, szeroka, płaska, świetna nawierzchnia. Pogoda bardzo się poprawiła, wiatr wprawdzie silny i z porywami. Słońce przygrzewa, chmur coraz mniej. Szosa już sucha, zostały tylko nieliczne kałuże.

Kołobrzeg - na trasie rowerowej
Kołobrzeg – na trasie rowerowej

Powrót do portu po kostce brukowej. Pierwsza pętla za mną, czas nie najlepszy. Kolejne pętle powinny pójść szybciej, znam przecież już trasę. Jakoś nie mogę się zebrać, niby przyspieszam, a czas ciągle kiepski. Trudno. Dojeżdżam do belki, schodzę z roweru. Pora pobiegać. Odstawiam rower, zmieniam buty i kask na czapkę. Trasa prowadzi promenadą. Dużo kibiców, świetna atmosfera. Biegnie mi się swobodnie, lekko. Cóż po słabym rowerze zostało dużo sił na bieg. Dwie pętle mijają bardzo szybko. Dobieg do mety prowadzi pod górę, na plac pod latarnią morską. W biegam na metę zadowolony. Debiut na ćwiartce – 2:47:39. Czas na refleksję będzie później.

Zostaję trochę w strefie, trzeba coś podjeść, uzupełnić płyny. Słoneczko grzeje, jest świetnie. To dobry start choć nie planowany. Powrót do formy udany. Tylko ten rower nie daje spokoju (45 km w 1:33:18) to mniej niż 29 km/godz. Nie jest to kwestia zmęczenia, bo biegłem zbyt szybko. Zostało coś w głowie, coś mi każe jechać zbyt wolno, nazbyt ostrożnie. Za dużo spinningu, zbyt mało treningu na szosie. Na razie tego nie zmienię, muszę oszczędzać rękę. Za dwa tygodnie Szczecin – tam będę walczył z psychiką, a potem czas przyjdzie na zmianę treningu.

zdjęcia serwis bikelife.pl