Tatraman 2017

Trylogia Tatrzańska III
Tatraman

Mój trzeci w tym miesiącu wyjazd w Tatry. Tym razem od strony Spisza. Rozpoczął się w Nowym Targu, do którego tak jak poprzednio dojechałem “Malinowskim”. Na dworcu wsiadłem na rower i pojechałem do Sromowców Wyżnich, gdzie miałem zarezerwowany nocleg. Jechałem przez Waksmund, Łopuszną, Frydman, Falsztyn i Niedzicę. Trasa piękna widokowo. Na lewo Górce, Na prawo Tatry, na wprost Pieniny i połyskujący błękitem Jezioro Czorsztyńskie.

Tatraman 2017

Patrząc na ruiny zamku po drugiej stronie przypomniałem sobie czasy gdy ojciec zabrał mnie po raz pierwszy w Pieniny. Jakoś mi utkwił ten obraz w pamięci. Głęboka dolina, a nad nią wysoko górujące zamki. Już wtedy były plany budowy zapory, więc pokazywał mi gdzie ma powstać, dokąd ma sięgać woda i które wsie zostaną zalane. Pogrążony we wspomnieniach mijam zamek w Niedzicy i zjeżdżam do Sromowców. Dostaję pokój z widokiem na Tatry. Szykuję przepaki na T2 i metę. Schodzę na “Polanę Sosny” do biura zawodów. Odbiór pakietu, odprawa, pasta party. Spotykam Kasię i Darka Sidor, którzy przyjechali w roli supportu. Miłe spotkanie po latach. Wspominamy dawne czasy. Robi się późno pora wracać na nocleg. Rano trzeba wstać. Budzę się o szóstej. Mam dużo czasu by zjeść spokojnie śniadanie i jeszcze raz wszystko sprawdzić. Poranek jest chłodny, około 12 stopni. Do strefy T1 i na start mam 5 km. Dolinę pokryła gęsta mgła. Jadę leniwie ścieżką rowerową, by kawałek za zamkiem skręcić w stronę przystani “Zamajerz”. Odstawiam rower. Rozglądam się. Trwają przygotowania. Jezioro wygląda bajecznie. Snujące się mgły. Przebijające się promienie słoneczne. Sylwetka zamku.  Przy pomoście stojąc żaglówki. Cisza, spokój.

Tatraman 2017

Do strefy pomału nadciągają kolejni zawodnicy. Przyglądamy się jak organizatorzy rozstawiają żółte boje. Mgła ustąpiła. Przy drugim brzegu wypatrujemy “Janosikową Skałkę”. Półmetek naszych zmagań w wodzie, oryginalna boja nawrotowa. Czytałem kiedyś, że w nietypowych sytuacjach może dopaść człowieka irracjonalny lęk, wręcz paniczny strach. Gdy mgła ponownie zgęstniała tak, że straciłem najbliższą bojkę z oczu. Dopadło mnie coś takiego. Rozejrzałem dookoła, ale nie było widać żadnej łódki. Nie dałem się dopaść panice. Przypomniałem sobie radę Darka Sidora autora książki „IRONMAN DLA KAŻDEGO”. Położyłem się na plecach. Rozluźniłem. Uspokoiłem oddech i przeszedłem do odkrytej żabki. Pomału ruszyłem w stronę znikających we mgle żółtych czepków. Po paru metrach wszystko wróciło do normy. Nie poto tu przyjechałem, by się wystraszyć mgły. Ta zresztą pomału ustąpiła i odsłoniła trasę. Tym niemniej nawigacja stanowiła dla mnie duży problem, co widać na zapisie z GPS’a.

Tatraman 2017
zdjęcie z profiluTatraman

Płynąłem już całkiem pewnie w swoim rytmie, wyraźnie widząc przed sobą skałkę, gdy ktoś mnie potrącił. To napływającą z naprzeciw torpeda. Przeszedłem do żabki, spojrzałem przed siebie i zorientowałem się, że kierując się za bardzo na lewo wpłynąłem na tor kolizyjny z czołówką. Widząc nadpływające torpedy zacząłem uciekać w prawo. W tych czarnych piankach wyglądali jak stado orek. Wreszcie opływam skałkę i nawracam. Ku mojemu zdziwieniu zorientowałem się, że nie jestem ostatni. W połowie drogi znów mgła się zagęściła tak, że nawet nie widziałem czepka płynącego przede mną, ale już mnie to nie wybiło z rytmu. Starałem się utrzymać kierunek i przeczekać. W końcu dopłynąłem. Wdrapałem się na pomost i wbiegłem do strefy na 3 minuty przed limitem. Czas 57:01, według zegarka przepłynąłem 2,5 km, a ślad wygląda jakbym halsował. Ściągam piankę wrzucam do worka, zakładam skarpety, buty, kask, numer i okulary. Wybiegam za belkę, wskakuję na rower i … nic, nie mogę ruszyć. Je trochę pod górę, ale bez przesady. Sprawdzam biegi. Ok. Zrzuciłem z patelni. Sprawdzam koła, przód zablokowany. Linka hamulca zeskoczyła. Poprawiam i ruszam. Wyjeżdżam do drogi na Niedzicę. To jedyne miejsce gdzie policja zabezpiecza włączenie do ruchu. Wjeżdżam, i w dół. Po chwili muszę hamować bo samochody jadą za wolno. Przy zjeździe na zamek zrobił się mały korek. Nie ma gdzie wyprzedzić, czekam. Na szczęście to trwało chwilę i znów jadę. Na razie ostro w dół. Rondo, “Polana Sosny”, granica i Spišská Stará Ves. Szeroka wygodna drogą lekko pod górę. Jedzie się przyjemnie. Kładę się na lemondce i kręcę podziwiając malowniczy krajobraz Spiszu. Matiašovce. Spišskie Hanušovce. Zielone strzałki na asfalcie kierują nas w boczną pnącą się stromo drogę.

Tatraman 2017
zdjęcie z profiluTatraman

Malownicze wzgórza, drewniane chaty, konna kosiarka, ludzie na polach zbierają siano. Życie się toczy własnym rytmem.Kilka zakrętów. Zjazd w dolinę. Velka Franková. Mostek, zakręt. Droga się wije wzdłuż potoku przechodzą to raz na jedną to na drugą stronę. Jest gorąco. Słońce przypala. Przyjemnie jest tylko na zjazdach. Udało mi się wyprzedzić kilku zawodników. Ostruna. Wolontariuszka kieruje w prawo. W wąską, słabej jakości drogę. Wspinam się na Zdziarską Przełęcz. Przede mną wznoszą się Bielskie Tatry. Murań, Nowy Wierch, Hawrań, i Płaczliwa Skała górują nad okolicą. Punkt żywieniowy. Picia zabrałem dużo i nie uzupełniam, ale biorę żel. Teraz najgorszy zjazd. Uprzedzano nas na odprawie by tu być bardzo, ostrożnym. Faktycznie. Dziura na dziurze. Jest stromo. Mocno ściskam hamulce. Dobrze, że to tylko kilometr. Docieram do Czesty Slobody. Wolontariusz sprawdza czy mogę bezpiecznie wyjechać. To międzynarodowa drogą. Oczywiście z pierwszeństwem przejazd. Musimy cały czas pamiętać, że jedziemy w ruchu otwartym. Droga szeroka, świetnie utrzymana. Składam się na lemondce i mknę w stronę Zdziaru. Naprawdę nieźle niesie. Chwilami ponad 60 km/h. Jest szeroko. Samochody omijają mnie szerokim łukiem. Zwłaszcza te na słowackich numerach. Zdziar. Trzeba zwolnić. Obszar zabudowany. Za wsią droga wchodzi w dolinę potoku Biela. Wąski malowniczy przełom wśród stoków porośniętych lasem. Gdzie nie gdzie nad drogą wiszą strome skały. Podjazd. Tatrzańska Kotlina. Gęste zabudowania. Sporo kierowców zjeżdża na parking pod Bielańską Jaskinią. Jadę. Droga się wspina wśród drzew. Zielone strzałki wskazują zjazd w prawo. Droga międzynarodowa odchodzi z na wprost, a Czesta Slobody prowadzi pod Tatrami. Nadal jest komfortowa. Szeroka z wyasfaltowanym poboczem.

Tatraman 2017
zdjęcie z profiluTatraman

Po prawej stronie górują Wysokie Tatry. Długi podjazd i Tatranská Lomnica. Trzeba uważać na pieszych i samochody, których kierowcy szukają miejsc parkingowych. Krótki zjazd. Można położyć się na lemondce i jechać wykorzystując zalety grawitacji. Z zachodu nadciągają ciężkie chmury i zbierają się nad górami. Po lewej pojawiają się tory. Tatraská Lesná, Smokovce. Trasa faluje i kręci. To w górę, to w dół. To w lewo, to w prawo. Konsekwentnie nabiera wysokości. Tatraská Polianka, Vyšné Hágy. Przepiękny widok na Gerlach od strony Doliny Batyżowieckiej. Przypominam sobie jak zdobyłem go z synem w 2003 roku pod przewodnictwem śp. Maćka Berbeki. Minęło 14 lat. Wiatr się wzmaga. Szosa kręci, opada i wspina. Dwa przejazdy przez tory i najwyższy punkt. Štrbské Pleso. W prawo odchodzi droga do miejscowości i na jezioro, a my kierując się lekko w lewo zjeżdżamy na Podbanské. Teraz już tylko w dół. Znów można położyć się na lemondce i śmigać parę kilometrów za darmo. Oczywiście pamiętam by co chwilę zakręcić nogami na luzie. Gdzieś o tym wyczytałem. Długi zjazd bez ruchu sprawia, że uda drętwieją i ciężko potem zmusić je do pracy. Mocno się zachmurzyło. Nad granią się zbiera na deszcz. Na szczęście zrobiło się chłodniej. Zakręt 180 stopni z mostkiem po środku i wyraźne znaki na asfalcie informujące o końcu trasy. Trzeba bardzo zwolnić i zjechać na parking, gdzie znajduje się T2. Wolontariusz odbiera rower, inny podaje przepak. Zmieniam buty zakładam plecak i ruszam.

Tatraman 2017
zdjęcie z profiluTatraman

Początkowo marszem by przyzwyczaić nogi do innej pracy. Zjadam batona. Przechodzę w trucht. Szeroka asfaltowa droga prowadzi odkrytym terenem do krzyżówki szlaków. Skręcamy w prawo. W stronę Kôprowej Doliny. Agrafka pod Kriváñ. Zaczyna się las. Trasa pnie się na tyle, że bardziej opłaca się iść. Z góry zbiegają zawodnicy. Polana z widokiem na Kriváñ. Pod lasem wolontariusz spisujący numery. Na drodze plecak – nawrotka.

Teraz ja zbiegam żwawo, a z naprzeciwka mozolnie pną się następni. W lesie jest bardzo przyjemne powietrze. Dobrze mi się biegnie. Wyprzedzam kilku zawodników. Dobiegam do krzyżówki szlaków. Skręcam znów w prawo. Biegnę żółtym szlakiem w głąb Tichej Doliny. Asfaltowa droga prowadzi lekko do góry. Daje się cały czas biec. Punkt żywieniowy. Biorę wodę, wypijam dwa łyki, a resztę wylewam na głowę. Trasa prowadzi głównie przez las, od czasu do czasu pojawiają się polany. Z lewej szumi potok. Na wprost Czerwone Wierchy. Białe skały Ciemniaka, Krzesanicy i Małołączniaka. Wbiegam w głąb doliny. Mijam odejście zlikwidowanego szlaku na Tomanową Przełęcz. Kiedyś z synem go przeszedłem. Oddalam się od potoku i dobiegam do polany Liptovsky košiar. Rozejście szlaków. Wolontariusze. Znów wypijam kilka łyków wody, a resztę wylewam na głowę. Wprawdzie chmury przysłaniają słońce i bezpośrednio nie praży, ale i tak jest gorąco. Przede mną finisz. Ostatnie cztery kilometry i trochę ponad 700 metrów w pionie. Szlak początkowo wspina się na stok Kasprowego by dalej trawersem wśród drzew dotrzeć pod Beskid. Chwilami słonko wygląda zza chmur. Wyprzedzam kilku zawodników. Trasa pnie się szerokimi zakosami by w końcu długim trawersem wyjść na Suchą Przełęcz. Tu już jest trochę kibiców. Turyści, wolontariusze wskazujący drogę. Dopingują. Zachęcają do mobilizacji na ostatnich kilkuset metrach. Obiegami kopułę szczytową, by ostrym podejściem dotrzeć na metę przy budynku stacji meteorologicznej. Gdy mijam matę pomiarową zegar odliczający czas od startu wskazuje 7:26:25.

Tatraman 2017
zdjęcie z profiluTatraman

Wolontariuszki zakładają mi medal, robią zdjęcie, dają wodę i bilet na zjazd kolejką. Pomału schodzę do budynku kolejki. Czekam kilka minut podziwiając panoramę. Ostre ściany Suchej Czuby, Giewont, Kalatówki, Myślenickie Turnie, Boczań, Kopieniec. Zjeżdżam. Po raz pierwszy po przebudowie. Na dole w barze Jurta odbieram przepak, przebieram się (specjalnie wydzielono nam salkę). Ciepły posiłek smakuje wybornie. Na deser lody i piwo. Gdy wracam busem do Niedzicy przechodzą potężne burze. Sprawdzam wyniki. Widzę, że wygrałem w kategorii wiekowej. Niesamowite, po takim słabym pływaniu. Na “Polanie Sosny” odbieram rower i przepaki. Worki związuję i wieszam na siodełku. Spieszę się, ale idę. Nie dałbym rady jechać. Do kwatery mam 2,5 km pod górę. Rower i piankę zostawiam w garażu. Biorę prysznic, przebieram się i pędzę (na tyle na ile pozwalają obolałe nogi) na dekoracje. Docieram na styk.

Tatraman 2017

Czekając na swoją kolej, biorę ciepłą kolację i ciekawe w smaku piwo z lokalnego browaru. Po kilku godzinach na batonach, żelach i izotoniku normalny posiłek smakuje wybornie. Około 22 wracam na nocleg. Śpi mi się świetnie, długo. Mam czas. Pociąg dopiero po 16. Rano śniadanie. Potem pakuję plecak, wydaje się jakiś cięższy niż w piątek. Trochę po południu wsiadam na rower i wracam tą samą drogą. Jadę zdecydowanie wolniej. Robię postoje, a przy okazji zdjęcia. Wieje od zachodu. Może niezbyt mocno, ale duży plecak stawia spory opór. Większość trasy prowadzi pod wiatr. Najgorsze są odcinki gdzie droga skręca i wieje z boku. Za Łopuszną dopada mnie deszczyk. Trwa tylko chwilę. Jest ciepły, ale odświeża powietrze. Dojeżdżam do rynku w Nowym Targu. Wypatruję restauracje przed, którą siedzi grupa rowerzystów. Przysiadam się do nich. Zamawiam pizzę grecką, smakuje wybornie. Czas szybko ucieka na rozmowie. Okazało się, że koledzy byli dzień wcześniej po Słowackiej stronie i obserwowali nasze zmagania. Jeszcze jakieś 1,5 km do dworca i kończy się mój Tatrzański Tryptyk. To był naprawdę pracowity miesiąc.

zdjęcie nagłówkowe z profiluTatraman