Tam szum Prutu

Pojechaliśmy samochodami do Ustrzyk Dolnych, skąd mieliśmy zorganizowaną wycieczkę w rejon Ukraińskich Karpat. Naszym celem jest Huculszczyzna, Czarnohora i Gorgany. Tam, gdzie szumi Prut i Czeremosz. Zobaczyć sławione w pieśniach połoniny. Niestety rejon ten, mocno ucierpiał podczas niedawnych powodzi, spowodowanych ulewnymi deszczami i częściowo jest niedostępny. Na szczęście prognozy na najbliższy tydzień są optymistyczne.

Krasiczyn
Krasiczyn

Po drodze zatrzymaliśmy się w Krasiczynie, by rozprostować nogi. Spacerowaliśmy po pałacowym parku, podziwiając pięknie odrestaurowaną rezydencję Krasickich. Renesansowy w swoim charakterze zamek jest jedną z perełek architektury naszego kraju. Jestem tu drugi uraz. Widzę, że sporo zostało zrobione przez te kilka lat. Czas ucieka, zbieramy się, by popołudniu dotrzeć do Ustrzyk. Dalej już autokarem jedziemy na Ukrainę. W okolicach Lwowa dosiada się przewodnik, który będzie przez kilka najbliższych dni prowadził nas po górach.

Poczatek szlaku na Kostrycz
Poczatek szlaku na Kostrycz

Wysiedliśmy z autokaru o szóstej nad ranem. Przywitał nas mglisty, deszczowy poranek i pasące się swobodnie krowy. Tuż obok drewniana kapliczka i pomnik, pamiątka po Związku Radzieckim. Błotnistą, polną drogą ruszamy na pierwszą wycieczkę w góry. Jest niesamowicie. Niewiele widać. Wszystko tonie we mgle. Pomału budzi się dzień. Mgła się podnosi, odsłaniając przed nami co raz większe fragmenty krajobrazu. Mijamy zabudowania i łąkę, na której pasie się stado koni. Pniemy się łagodnie w górę. Wchodzimy w przepiękny iglasty las. w las. Ścieżka wspina się pomiędzy drzewami. Od czasu do czasu spotykamy przechadzające się swobodnie konie.

Wszechobecne konie.
Wszechobecne konie.

Piękne, dostojne, półdzikie. Tak tu jest. Konie są wypuszczane w góry na lato. Gdy przyjdzie jesień wrócą do domów. Do następnego lata będą pracować, a w zamian dostaną jedzenie i ciepły kąt. Mgła opada. Rozpogadza się. Ponad linia drzew wychodzimy połoninę i kierując się na północ osiągamy Kostrzycę najwyższy szczyt tego pasma (1585). Przed nami, patrząc w stronę zachodu roztacza się widok na pogrążone w chmurach główne pasmo Czarnohory. W chmurach tonie Howerla, Dancerz, Turkuł, Rebra i bardziej na południe Brebenieskuł i Munczel. Południowy kraniec pasma z doliną Czeremoszu najbardziej ucierpiał w trakcie powodzi i jest zamknięty dla ruchu turystycznego.

Kostrzyca, widok na Czarnohorę
Kostrzyca, widok na Czarnohorę

Zawracamy na południe i idziemy połoniną na Kostrycz (1544). Słońce zaczyna przygrzewać. Cisza, spokój, nikogo oprócz nas. Pomału posuwamy się grzbietem na południe. Po drugiej stronie pasma widok jest znacznie lepszy. Chmury płyną wysoko ponad szczytami Beskidów Pokucko – Bukownińskich. W dole Krzywopole i Werchowina. Mijamy ruiny szałasu i krowy pasące się na połoninie.  Schodzimy. Na północy wyłania się z za stoku Kostrycza kamieniste pasmo Gorganów.

W dali Gorgany
W dali Gorgany

Łagodne zejście prowadzi do Krzywopola, gdzie czeka na nas autokar. W drodze na nocleg do  Polanicy zatrzymujemy się na chwilę w Worochcie.

Prut
Prut

Drugiego dnia jedziemy przez Worochtę szosą wzdłuż rzeki Prut do do Karpackiego Parku Narodowego. Tu zostawiamy autokar i dojeżdżamy busami szeroką szutrową drogą do Zaroślaka. Tu znajduje się szeroka polana z parkingiem, straganami z pamiątkami i zabudowaniami kompleksu sportowo-turystycznego.  Na jednym ze straganów udaje mi się kupić porządne mapy Czarnohory i Gorganów. Wchodzimy na szlak. Ścieżka pnie się początkowo przez las mieszany, wzdłuż koryta Prutu. W raz z nabieraniem wysokości buczyny ustępują miejsca drzewom iglastym.  Powyżej granicy lasu rozpoczyna się pas kosodrzewiny, a szlak oddala się od strumienia wychodząc na stoki Howerli. Przed nami roztacza się fantastyczny widok na Breskuł i wypływający z wysokiej kotliny wodospad Prutu.

Breskuł, poniżej wodospad Prutu
Breskuł, poniżej wodospad Prutu
Howerla
Howerla

Wychodzimy na połoninę i wspinamy się na wierzchołek Howerli, najwyższego szczytu Ukrainy (2058 m n.p.m.). Ten szczyt to duma Ukrainy.  Znajdują się na nim biały obelisk, trójząb, pamiątkowa płyta, maszt z flagą i krzyż. Spędzamy tu więcej czasu podziwiając panoramy. Na południu na horyzoncie Karpaty Marmoroskie stanowiące granicę z Rumunią, Na północny zachód Świdowiec, na północ Gorgany., a od wschodu pasmo Kostrzycy.

Howerla
Howerla

W tym rejonie jest już trochę turystów, choć przez powodzie wiele osób zrezygnowało z wyjazdu w Karpaty. Ruszamy. Schodzimy na przełęcz, poniżej Howerli. Znajdują się tu słupy graniczne z okresu międzywojennego, gdy tędy biegła granica Polski i Czechosłowacji.  Następnie szlak wspina się na Breskuł (1911). Idziemy szeroką połoniną Breskulską.

Jeziorko Niesamowite
Jeziorko Niesamowite

Mijamy kolejne szczyty Pożyżewska, Dancerz, Turkuł, za którym opuszczamy grzbiet i schodzimy w dolinę nad jeziorko Niesamowite. Idziemy ścieżka wśród podmokłych łąk i kosodrzewiny. Nad nami po prawej skałki Sznyci. Szlak trawersuje stoki Dancerza. Wchodzimy w las. Mijamy potoki przechodząc nad jednym z nich kładką z pnia zwalonego drzewa. Ostatni odcinek idziemy kamienistą drogą wzdłuż Prutu.

Droga wzdłuż Prutu
Droga wzdłuż Prutu

Tym razem jedziemy w Gorgany. Wysiadamy na leśnym parkingu. Idziemy przez las poprzecinany piargami. Mnie przypominają Świętokrzyskie gołoborza. Wychodzimy na szeroką przełęcz. W okół pasą się konie. Skręcamy na szlak prowadzący na Chomiak. Kończy się las. Stok pokrywają piargi porośnięte kosodrzewiną.

Podejście na Chomiak
Podejście na Chomiak

Nad nad nami latają kruki. To pasmo ma zupełnie inny charakter.  Wierzchołki są kamieniste, pokryte piargami, gęstą porośnięte kosodrzewiną. Sam wierzchołek zwieńczony jest figurą Matki Boskiej, do którego prowadzą ułożone z kamieni schody. Pogada jest fantastyczna. Widok ze szczytu jest doskonały. Na północ Gorgany, na zachód Świdowiec, na południe Czarnochora. W dolinie Polanica. Jak zwykle na wierzchołku spędzamy sporo czasu, przewodnik w bardzo ciekawy sposób opowiada nam nie tylko o geografii, ale też o trudnej historii regionu.

Chomjak, widok na Syniak
Chomjak, widok na Syniak

Schodzimy z powrotem na przełęcz. Krótki odcinek przez las, stado koni i wychodzimy na połoninę Chomiacką. W śród traw polegują krowy, inne leniwie się pasą. Wypatrujemy też byka. Niby na nas nie reaguje, ale nieco przyspieszamy kroku. Krótki odcinek lasu i stok Syniaka  robi się stromy, kamienisty, porośnięty płatami kosodrzewiny. Za nami stożek Chomiaka. Długom grzbietem wśród głazów osiągamy w końcu wierzchołek.  Na północ Mały Gorgan, a dalej piętrzy się masyw Sywuli. Schodzimy piargiem w stronę Polanicy. Łąka, polne drogi, pomału wracamy do naszej bazy noclegowej.

Synak, widok na Mały Gorgan i Sywulę
Synak, widok na Mały Gorgan i Sywulę
Polanica
Polanica

Ostatni dzień w Karpatach. Jedziemy do wsi Jasinia. Mglisty poranek przypomina pierwszy dzień. Przechodzimy przez tory. Rosa na łąkach srebrzy pajęczyny. Idziemy. Mgła się rozprasza. Ostatnie zabudowania, pastwiska.

Szałasy na stokach Kakaraza
Szałasy na stokach Kakaraza

Wchodzimy w las. Pogoda znów robi się znakomita. Będzie piękny ciepły dzień. Ścieżka kluczy wśród drzew. Wychodzimy na małą połoninę Szessa na stokach Kakaraza, Szałasy. Koryta zbierające wodę z potoku, by krowy mogły wygodnie się napić. Uświadomiłem sobie z jeszcze jednej różnicy jaka dzieli ten rejon Karpat od naszych. Nie spotkałem tu owiec i kóz ta powszechnych w naszych górach. Tylko konie i krowy. Odcinek lasu, niewielki staw i wychodzimy na połoninę. Długi łagodny grzbiet prowadzi nas na Piertosa (2020).  Na szczycie kapliczka z zerwaną przez wicher kopułą i stalowy krzyż zgięty w pół. Żywioł potworną ma siłę. Siedzimy, napawamy się widokiem.

Pietros
Pietros

Schodzimy trawersem wśród kosodrzewin. Stromy stok w pada w dolinę. Połonina Szymnecka. Przed nami Szesuł. Szlak schodzi trawersując zbocze. Kosodrzewina ustępuje miejsca choinkom. Stoki porastają coraz większe połacie lasu. Szeroki grzbiet, szałasy i stado krów. Połonina Minchil.

Połonina Minchil.
Połonina Minchil

Dochodzimy do lasu i kończymy wycieczkę we wsi Trosjaniec. Po drodze mijamy ruiny jakiegoś ośrodka wypoczynkowego, kolejnej pamiątki po ZSRR. Na skraju wsi wypatrzyłem pasące się owce, tylko dwie sztuki. Przechodzimy przez most na Czarną Cisą. We wsi czeka na nas autokar.

Cerkiew w Drohobyczu
Cerkiew w Drohobyczu

Wyjeżdżamy. Jest ponuro. Deszczowo. Pogoda podkreśla mój nastrój. Chętnie zostałbym tu na dłużej. Niestety w życiu wszystko szybko przemija. Pozostają wspomnienia i to jest najpiękniejsze, tego nikt mi nie odbierze. Po drodze zatrzymujemy się w Jaremczy. Oglądamy wodospady na Purcie, po raz ostatni słuchamy jego szumu. Kupujemy pamiątki na lokalnym bazarze. Wypijamy kawę i w drogę. Kolejny postój w Drohobyczu. Zatrzymujemy się przy XV w. drewnianej cerkwi św. Jura.  Jest Potężna. Piętrowa. Z trzema kopułami, podcieniami i bocznymi kaplicami. Obok stoi wysoka dzwonnica. Całość jest otoczona zadaszonym parkanem (chciało by się powiedzieć drewnianym murem). By dostać się na teren trzeba przejść przez bramę. Jest zamknięta. Musimy chwilę poczekać, aż przyjdzie nasz przewodnik z tutejszym kustoszem.

Cerkiew w Drohobyczu
Cerkiew w Drohobyczu

Wchodzimy na teren cerkwi. Oglądamy budynek ze wszystkich stron. Słuchamy o jej ponad 500 letniej historii.  Cerkiew nie jest stąd. Została kupiona i przeniesiona do Drohobycza w 1656 roku prawdopodobnie ze wsi Nadiejewo. Przez przedsionek wchodzimy do nawy, którą dzieli od prezbiterium wysoki bogato zdobionym ikonostas. Ściany są wypełnione malowidłami. Zwiedzamy pomieszczenia na pięterku. Jest naprawdę wyjątkowa. Na obiad zatrzymujemy się centrum Drohobycza. Mamy trochę czasu by się pokręcić po deszczowym mieście.

Najważniejsze punkty naszych wycieczek