Śladami Piastów

Tam trzeba być, to trzeba przeżyć.
Zjechać pod ziemię. Poczuć sól w płucach.
Zagłębić się w wykute przez wieki korytarze.
Do Bochni dotarłem z Robertem z ponad 90 minutowym opóźnieniem. Pociąg, którym jechaliśmy już do Warszawy przyjechał 80 minut po czasie. Był piękny, pogodny wieczór. W zasadzie to już noc, bo właśnie minęła 23. Bezchmurne niebo, na którym królował Wielki Wóz. Bezwietrznie. Temperatura ok zera. Szliśmy pustymi ulicami Bochni by po niespełna 2 km dotrzeć do szybu Campi. Mieliśmy szczęście. Na zjazd czekało już kilka osób. Czytaj dalej Śladami Piastów