Bikejura

Na początku lipca wystartowałem w „Bike Jurze”. Nie mogę zaliczyć go do udanych startów, ponieważ nie udało mi się ukończyć. Jazda w terenie nie jest moją mocną stroną, a jazda nocą w ekstremalnych warunkach Jury Krakowsko-Częstochowskiej, w strugach ulewnego deszczu zdecydowanie mnie przerosła.

Jechałem początkowo z grupą świetnie nawigującą. Niestety w terenie niewytrzymałem ich tempa. Później jechałem z trzema sympatycznymi chłopakami ze Śląska, którzy niestety mieli również duże problemy z nawigacją. Sporo błądziliśmy, a ponieważ zgubiłem licznik dystans znam tylko szacunkowo. Zjechałem z trasy, gdy zabłądziliśmy w okolice Zawiercia.

Czułem już potężne zmęczenie jazdą, zdecydowanie bardziej psychiczne – napięcie, koncentracja. Trwająca od ok 7 godzin ulewa dodała swoje. Do tego problemy techniczne z rowerem, które po dokładnym przeglądzie w domu okazały się dużo poważniejsze. Pęknięte siodełko, zdarte klocki hamulcowe, zacinająca się tylna przerzutka w wyniku pęknięcia jednego włókna linki.

Problemy techniczne zmusiły mnie do zejścia z trasy, ale muszę uczciwie przyznać, że sam też już miałem dosyć. Było ciężko, ale nie żałuję, pozostały wspomnienia i doświadczenie. To był ciekawy eksperyment i lekcja pokory.

Dwieście

O Sporcie, rozrywko bogów, esencjo życia objawiona nagle pośród karczowiska daremnych trudów dnia dzisiejszego (…).

Pierre de Coubertin, motto ze strony Dariusza Sidora – im226

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce żył sobie spokojnie przeciętny facet. Nazwijmy go panem K. Sytuację miał stabilną i uporządkowaną, kochającą żonę, nastoletnie dzieci , dobrą pracę, przyjaciół z którymi od czasu do czasu wyjeżdżał w góry. Nic nie wskazywało na to, że nadejdą ciężkie czasy. Właśnie przekroczył czterdziestkę i 100kg wagi, gdy los go rzucił na studia… Czytaj dalej Dwieście

Od Falenicy do Chełmży

W roku 2004 postanowiłem przebiec dwa maratony – jeden na wiosnę, drugi na jesień. Co do jesieni nie miałem wątpliwości, to będzie Warszawa, ale na wiosnę miałem spory problem. W okresie od marca do maja jedyny termin jaki mi pasował to 16 maja. Pech, żadnego maratonu w tym terminie, przynajmniej w kraju. Na szczęście znalazłem maraton w Wiedniu i mogłem zrealizować marzenie. Do tego była to okazja do startu w dużej imprezie. Czytaj dalej Od Falenicy do Chełmży