Śladami Piastów

Tam trzeba być, to trzeba przeżyć.
Zjechać pod ziemię. Poczuć sól w płucach.
Zagłębić się w wykute przez wieki korytarze.
Do Bochni dotarłem z Robertem z ponad 90 minutowym opóźnieniem. Pociąg, którym jechaliśmy już do Warszawy przyjechał 80 minut po czasie. Był piękny, pogodny wieczór. W zasadzie to już noc, bo właśnie minęła 23. Bezchmurne niebo, na którym królował Wielki Wóz. Bezwietrznie. Temperatura ok zera. Szliśmy pustymi ulicami Bochni by po niespełna 2 km dotrzeć do szybu Campi. Mieliśmy szczęście. Na zjazd czekało już kilka osób. Czytaj dalej Śladami Piastów

25 Maraton Warszawski, mój pierwszy

Gdy 14 września stanąłem na starcie miałem za sobą 30 km wybiegania, jedno nawet po górach. To jednak nie to samo co 42,195 km. Biegłem ostrożnie, pierwszą połówkę prowadził mnie Grześ kolega z Lechów, który mając przed sobą maraton w Berlinie biegł na luzie. Dla niego to było raczej długie rozbieganie. Czytaj dalej 25 Maraton Warszawski, mój pierwszy