Bikejura

Na początku lipca wystartowałem w „Bike Jurze”. Nie mogę zaliczyć go do udanych startów, ponieważ nie udało mi się ukończyć. Jazda w terenie nie jest moją mocną stroną, a jazda nocą w ekstremalnych warunkach Jury Krakowsko-Częstochowskiej, w strugach ulewnego deszczu zdecydowanie mnie przerosła.

Jechałem początkowo z grupą świetnie nawigującą. Niestety w terenie niewytrzymałem ich tempa. Później jechałem z trzema sympatycznymi chłopakami ze Śląska, którzy niestety mieli również duże problemy z nawigacją. Sporo błądziliśmy, a ponieważ zgubiłem licznik dystans znam tylko szacunkowo. Zjechałem z trasy, gdy zabłądziliśmy w okolice Zawiercia.

Czułem już potężne zmęczenie jazdą, zdecydowanie bardziej psychiczne – napięcie, koncentracja. Trwająca od ok 7 godzin ulewa dodała swoje. Do tego problemy techniczne z rowerem, które po dokładnym przeglądzie w domu okazały się dużo poważniejsze. Pęknięte siodełko, zdarte klocki hamulcowe, zacinająca się tylna przerzutka w wyniku pęknięcia jednego włókna linki.

Problemy techniczne zmusiły mnie do zejścia z trasy, ale muszę uczciwie przyznać, że sam też już miałem dosyć. Było ciężko, ale nie żałuję, pozostały wspomnienia i doświadczenie. To był ciekawy eksperyment i lekcja pokory.