Täby Extreme Challenge

Rok 2010 to planowany odpoczynek, żadnych ultra, największym wyzwaniem sportowym był XXIV Czteroetapowy Bieg Pokoju Pamięci Dzieci Zamojszczyzny. Wszystko poszło zgodnie z planem, odpocząłem. Pod koniec roku rozpocząłem przygotowania do kolejnego sezonu, w którym planowałem 2-3 starty ultra. Na jesieni ponownie wróciłem do treningów pod do ultra. Efektem był start Täby Extreme Challenge na dystansie 100 mil, na północ od Sztokholmu. Nowy dla mnie, charakter krajobrazu północy, fantastycznie miasto, wszechobecne Bernikle Białolice i przemiła Pani Maria, u której gościłem przez kilka dni.

Maleńka wysepka Strömsborgsbron
Maleńka wysepka Strömsborgsbron

Z lotniska przyjechałem do stacji  Stockholm Centralstation. Dalej piechotą przez most Vasabron przechodzę na stare miasto położone na wyspie Gamla Stan. Idę wśród pięknych kamienic. Szczęśliwe miasto, które nie było zniszczone przez wojnę. Zatrzymuję się by wypić piwo na barce, kawiarni zacumowanej przy nadbrzeżu. Zachwycam się panoramą miasta. Dziś nie czas na zwiedzanie, jutro start.  Idę do stacji metra Slussen by dotrzeć do osiedla, na którym miałem zamieszkać.

Widok na wyspę Södermalm
Widok na wyspę Södermalm

9 kwietnia.  Trasa w rejonie na północ od Sztokholmu. Jadę metrem i pociągiem podmiejskim do stacji Galoppfältet. Idę około kilometra pomiędzy obiektami przemysłowymi. Dochodzę do leśnego parkingu przy którym zorganizowano biuro zawodów. Jestem dość wcześnie. Organizatorzy krzątają się przy przygotowaniach do startu. Odbieram numer, zostawiam depozyt i robię mały rekonesans po trasie, w sumie ok 3 km. Pogoda jest ładna, ale jest chłodno ok 10°C.

Skansen, taki płot zapamiętałem w Rönninge
Skansen, taki płot zapamiętałem w Rönninge

Godzina 10:00 start. Biegniemy sporą grupą. Najpierw ścieżka przez las, dalej asfaltowa droga pod wiaduktem. Nad nami droga szybkiego ruchu. Biegniemy alejka pomiędzy osiedlami domków jednorodzinnych do brzegu zamarzniętego jeszcze jeziora Rönningesjön.  Dalej kawałek wzdłuż brzegu. Niewielki podbieg przy torach kolejowych. Tu jest odcinek drogi szutrowej. Po drugiej stronie torów biegniemy asfaltową drogą. Znów przekraczamy tory i zbiegamy nad jezioro. Malowniczy teren. Biegniemy wśród drzew. Przed nami pola i malownicza wieś. Na pierwszym planie wyłania się duże drzewo, a zanim gospodarstwo położone na niewielkim wzgórzu. Ciemno czerwony płot z białym wykończeniem okala drewniane zabudowania pomalowane na ten sam kolor, z zielonymi drzwiami i okiennicami. Mijamy wioskę Rönninge i wbiegamy do lasu.

Skansen, zabudowania w Rönninge były w tym kolorze.
Skansen, zabudowania w Rönninge były w tym kolorze.

Wąska kręta ścieżka wije się wśród mchów i paproci. Miejscami zwalone drzewa, błoto i zalegające płaty śniegu zmusiły organizatorów do poprowadzenia obejść trasy bezpośrednio przez las. Na szczęście jest świetnie oznakowana.  Ten dość długi odcinek jest bardzo urozmaicony. Wąski, kręty, z podbiegami i zbiegami. Za to las jest cudowny. Wybiegamy z lasu. Trasa prowadzi ścieżką rowerową wzdłuż głównej drogi. Krótki odcinek przez las i docieramy w okolice biura zawodów by wybiec na kolejna pętlę. Trudna, ale piękna trasa. Pętla ma nieznacznie ponad 10 km. Biegnie mi się bardzo dobrze, a z każda pętlą, lepiej orientuje się w lesie. Niestety po ok 40 km poczułem ból w plecach, który narastał z każdym kilometrem. Po 6 pętlach musiałem zrezygnować. Zejść z trasy. Nie pocieszył mnie specjalnie fakt, że zgodnie z regulaminem zostałem sklasyfikowany na najkrótszym 50 km dystansie.

Pałac Królewski, flaga na maszcie oznacza, że gospodarz jest w domu.
Pałac Królewski, flaga na maszcie oznacza, że gospodarz jest w domu.

Kolejne trzy dni spędziłem na spokojnym zwiedzaniu Sztokholmu. Miasto jest położone na kilku wyspach, pomiędzy którymi kursują promy. Oprócz zabytkowej zabudowy i uroczych uliczek jest też kilka ciekawych muzeów.

Pałac Królewski
Pałac Królewski

Zacząłem od starego miasta i Pałacu Królewskiego. Nie raz w muzeach oglądałem galerie portretów władców, książąt, królów, cesarzy. Po raz pierwszy widziałem taką, w która kończyła się portretami obecnie panującej pary Królewskiej i następców tronu. Po zwiedzeniu zamku poszedłem uliczkami Gamla Stan do przystani promu kursującego na wyspę Djurgården. Znajduje się tam między innymi muzeum morskie, które zasługuje na szczególną uwagę. Jego celem jest prezentacja potężnego, przepięknie zdobionego okrętu Vasa, który nie sprawdził się w boju. Muszę przyznać, że robi wrażenie. Można obejrzeć go ze wszystkich, wejść pod pokład. Zobaczyć pokład działowy i kajutę admiralską. Obok oryginału znajdują się makiety pokazujące jak wyglądał przed zatonięciem oraz rekonstrukcje wnętrz. Eksponowanych jest wiele zabytków znalezionych przy wraku, przedmioty codziennego użytku, elementy wyposażenia, monety, armaty i kule.

Muzeum Morskie, Wasa
Muzeum Morskie, Vasa

Powrót promem o kontynuowałem włóczęgę przez stare miasto zaglądając w rejon Opery Królewskiej położony na północ od Gamla Stan. W ten sposób przeszedłem przez wszystkie mosty łączące starówkę z lądem  i wszystkie uliczki biegnące przez wyspę z północy na południe. Pod wieczór zapuściłem się na wyspę Södermalm. Znajduje się tam Katarinahissen, punkt widokowy, z którego można podziwiać panoramę miasta. Następnie malowniczymi uliczkami dotarłem do stacji metra przy placu Medborgarplatsen.

Bernikle Białolice
Bernikle Białolice

Rano wybieram się na wyspę Djurgården, gdzie znajduje się fantastyczny Skansen połączony z ogrodem zoologicznym. Ma trochę czasu, więc wysiadam przy placu Medborgarplatsen, by dojść do przystani promu. Płynę na wyspę podziwiając panoramy miasta z wody. Wysiadam i idę w stronę znajdującego się na wzgórzu skansenu. Podziwiam Bernikle Białolice, gatunek gęsi, których wszechobecność w Sztokholmie i jego okolicach szczególnie wpisała się w moją pamięć. Są powszechne jak nasze gołębie, ale mają zupełnie inny charakter. Kroczą dostojnie, z wysoko uniesioną głową. Gęgają głośno i nie mają zamiaru ustąpić z drogi. Ich obecność podkreślała specyfikę północy. Po drodze wstępuję do maleńkiego muzeum biologicznego.

Wejsćie do skansenu
Wejsćie do skansenu

Dochodzę do wejścia do skansenu skąd kolejką terenowo linowa podobna do tej na Gubałówkę wjechałem wzgórze. Tam wśród historycznych budowli żyją zwierzęta z tego regionu. Są foki szare, brunatnie niedźwiedzie, jelenie, renifery, żubry, dziki, rosomaki, rysie i oczywiście bernikle. Jest to żywy skansen. W zabudowaniach żyją zwierzęta gospodarskie, na polach krzątają się ludzie. W zrekonstruowanym miasteczku znajdują się czynne warsztaty, a w aptece można kupić ziołowe leki. Można by tam spędzić cały dzień.

Skansen, zrekonstruowane miasteczko
Skansen, zrekonstruowane miasteczko

Popołudniu przeszedłem przez dzielnice Östermalm i Norrmalm, dotarłem na wyspę Skeppsholmen. Przy nadbrzeżu przycumowany był wspaniały żaglowiec. Wyspa łączy się z  maleńką Kastellholmen, na której znajduje się uroczy zameczek. Wróciłem drugą stroną wyspy obok muzeum sztuki współczesnej. Na trawnikach pomiędzy drzewami były wystawione kolorowe rzeźby.

Most Skeppsholmsbron
Most Skeppsholmsbron

Przez most Skeppsholmsbron dostałem się na nadbrzeże, by obok Muzeum Narodowego i Grand Hotelu dojść do kolejnego mostu Strömbron, którym przeszedłem na Gamla Stan. Zapadający zmierzch sprawił, że uliczki starego miasta zupełnie zmieniły charakter. Wędrówkę zakończyłem na stacji Slussen.

Ostatni dzień popołudniu wylatuję do Warszawy. Zaplanowałem sobie, że Rano odwiedzę Nordiska Museet, muzeum historii i kultury Szwecji. Nie chciałem chodzić po mieście z bagażami, a tam mogłem je zostawić w szatni. Poza tym dzień był brzydki pochmurny. Muzeum jest bardzo ciekawe. Sam budynek swoim ogromem i architekturą robi wrażenie. Znajdujące się w nim zbiory o charakterze etnograficznym dają wyobrażenie o życiu jakie rozwijało się na tych terenach. Spędziłem tam kilka godzin. Ostatni raz popłynąłem promem na Gamla Stan, a dalej metrem i pociągiem na lotnisko.

Gamla Stan - panorama z promu
Gamla Stan – panorama z promu

Mimo do nieudanego startu. Choć w sumie 60 km, w tym zaliczony dystans 50.3 km, to jest jakiś sukces. W każdym razie pomimo niezrealizowania planów sportowych mogę ten wyjazd zaliczyć do bardzo udanych. Pogoda mi dopisała. Dni były w miarę ciepłe. Przynajmniej w południe słońce prażyło. Tylko zimny wiatr i leżące gdzie nie gdzie płaty śniegu przypominały, że jestem na północy. W kraju już wiosna w pełni rozkwitu, a tutaj dopiero przedwiośnie. Za to przepiękne.

Skansen - foka szara
Skansen – foka szara

Po powrocie i konsultacji z trenerem zapadła decyzja o rezygnacji z planów ultra na ten rok. Konieczne było zmniejszenie dystansu oraz położenie nacisku na sprawność i rozciąganie. Po sukcesach w ultra wydawało mi się, że mogę to jeszcze trochę utrzymać. Jednak zaczęło jak widać organizm zaczął się buntować. Nie bardzo się mogłem z tym pogodzić. Nie miałem jednak wyjścia.