Susz – trudna lekcja

W sobotę wyruszam z Adamem do Susza. Najpierw po pakiet, potem do strefy zostawić graty. Jest bardzo gorąco. Startują sprinty, kibicujemy. Na hali ekspo patrzymy na mecz Polaków na Euro. Tu też jest bardzo gorąca atmosfera. Idziemy coś zjeść i na odprawę. Na odprawie organizator oświadcza, że a woda ma ponad 25°C, lecz kwestie pianek pozostawia do decyzji zawodników. Radzą jednak poważnie się nad tym zastanowić.

Z jednej strony rozsądek podpowiada żeby płynąć bez pianki, z drugiej wiele osób też się zastanawia, ale w dyskusjach wychodzi, że chyba jednak lepiej w piankach. Większość tak jak i ja wie, że bez pianki starci sporo na pływaniu. Myślę o tym do późna, ciężko mi zasnąć. Z jednej strony wiem, że to przy mojej technice to będzie duża strata, z drugiej gdzieś w głowie słyszę głos, który zdecydowanie odradza mi piankę. Rano nie ma już czasu na zastanowienie. Trzeba się trzymać decyzji.

Triathlon Susz
Triathlon Susz

Jedziemy z Adamem na start. Przygotowanie roweru, oddanie depozytu, czas leci szybko. Idę na plażę, wciskam się w piankę. Jest trochę za późno, chcę jeszcze wejść do wody, ale sędziowie nie pozwalają. Trochę za bardzo się grzebałem. Stoję i czekam na start. Miejsca w cieniu wszystkie zajęte, a słońce praży niemiłosiernie. Wreszcie z drobnym opóźnieniem wchodzimy do wody, wypływam kawałek, próbuję się schłodzić wpuszczając wodę do pianki. Podpływam do pomostu, łapię za krawędź, czekam na sygnał startera. Czas dłuży się nie miłosiernie.

Sygnał startera. Jak zwykle odczekuje kilka sekund, by szybsi mogli odpłynąć. Ruszam, jest jakoś dziwnie. Czuję, że nie mam sił. Ręce nie chcą ciągnąć, a tętno rośnie jak nigdy. Przechodzę do żabki, próbuję się trochę rozluźnić. Rozglądam się wokół, jestem jednym z ostatnich. To na pływaniu dla mnie nie nowość. Wracam do kraula, próbuje przyspieszyć. Nic z tego. Mija mnie kolejna osoba. Znowu wracam do żabki. Rozglądam się. Ostatnia osoba odpływa w stronę białej boi. Jeszcze raz próbuję popłynąć. Nic z tego, to tak jakbym całkiem utracił siły. Tętno wariuje, a ręce nie chcą współpracować. Chwila słabości lub przebłysk rozsądku, odwracam się na plecy podnoszę rękę. Leżę na wodzie, fale lekko kołyszą, a pianka swobodnie unosi. Po chwili słyszę czyjś głos. Mam się spokojnie przytrzymać kajaka i czekać na motorówkę. mijają chwile i dwóch ratowników mnie wciąga na pokład. Tętno wali, głowa pulsuje narastającym bólem. Ratownik prowadzi mnie do namiotu medycznego.

Triathlon Susz
Triathlon Susz

Krótki wywiad, pomiar ciśnienia – bardzo wysokie, dostaję picie i jakieś leki. Leżę, odpoczywam, tyle że jeszcze nie ma po czym. Wszystko wskazuje na przegrzanie. Słonko mi dało dzisiaj popalić. Czas mija spokojnie, narasta wściekłość – po co wkładałem tę piankę, wiedziałem, gdzieś w głębi wiedziałem, że nie powinienem. Ile bym stracił 5 – 10 minut, a tak straciłem cały start. A miał to być sprawdzian przed Borównem. Wychodzę po jakieś godzinie, przebieram się i zmieniam w kibica. Mogę zobaczyć czołówkę. Patrzeć jak mkną na rowerach. Jak sprawnie zsiadają z wpiętymi butami. Jak walczą w upale na trasie biegowej. Znów w raca mi humor, nowe emocje. To też ciekawe doświadczenie. Żar leje się z nieba, mordercza pogoda. Znów czas przyspiesza. Na metę wbiegają kolejne osoby. Pojawia się Adam, a potem Luiza. Idziemy coś zjeść i się pakować. Adam wyrusza nad morze, a ja z Luizą do Warszawy. Po drodze słucham, o jej startach w różnych zakątkach świata.

zdjęcia serwis bikelife.pl