Sieraków i Susz, dwie skrajności

Zima jak zwykle, trening rowerowy w domu, spinning, biegi i nieco więcej niż dotąd pływania. W Falenicy w tym roku nieco szybciej, ale bez dodatkowych kilometrów. Wiosenne sprawdziany, Bieg Chomiczówki – 15 km z życiówką 1:03:34. Udany półmaraton w Wiązownej (1:32:01). Później dopadło mnie przeziębienie i nieco słabiej poszło w Półmaratonie Warszawskim (1:34:15). Na otwarcie sezonu Orlen Maraton – 3:26:39. W maju Ekiden. Przerywane problemami ze zdrowiem treningi, nie mogłem się pozbyć przeziębienia.

Pod koniec maja triathlon w Sierakowie (7.3).  Wiedziałem, że jest słabo, ale cóż to nie jest powód by rezygnować. Pojechałem samochodem z Adamem Krzesakiem. Na miejscu przywitało nas słońce, choć było nie zbyt ciepło i wiał porywisty wiatr. Po zakwaterowaniu wyszliśmy trochę pojeździć, a później po pakiet, odstawić rower i na odprawę. Później się zachmurzyło i przeszła wiosenna burza. Nad ranem zimno, wietrznie. Ostatnie przygotowania w strefie, sprawdzenie sprzętu i przejście na start tym razem nikt nie czeka by piankę włożyć w ostatniej chwili. Jest zimno, a woda ma tylko 15°C.

Triathlon Sieraków
Triathlon Sieraków

Strat podzielony na fale według kategorii wiekowych. Czekając na start mojej fali, truchtałem, skakałem, szukałem promieni słońca, było naprawdę zimno. Na chwilę przed startem wejście do wody i szok termiczny, ja lubię gdy jest ciepło, nie mam zadatków na morsa. Cóż … twardym trza być… startujemy, zimno, zaczynam czuć dziwny niepokój, przypominam sobie, że na odprawie przed tym ostrzegali, mówili, że trzeba nas sobą panować, nie dać się ponieść panice. Płynę, do pierwszej boi jest coraz bliżej, robi się ciepło, gdzieś zniknął niepokój. Przyspieszam, wyprzedzam, czuję się coraz pewniej. Wychodzę z wody z dość dobrym czasem 44:20.

Triathlon Sieraków
Triathlon Sieraków

Długi dobieg do strefy na górce, pianka, buty, kask i wybiegam. Jedzie mi się dobrze choć niezbyt szybko. Podjazdy, zjazdy, zakręty i nawrót. Wiatr porywisty, trochę przeszkadza. Czuję, że brak mi wytrzymałości, zwalniam choć walczę by złamać 3 godziny. Po czterech pętlach dojeżdżam do mety, czas 2:55:39. Zostawiam rower, kask, zmieniam buty. Wybiegam przez las lekko do góry, miękkie podłoże, piach, korzenie. Potem zbieg, podbieg, ostre zakręty, chodnikiem wzdłuż szosy i w dół nad jezioro. Powrót do strefy stromym podjazdem i znów leśne drogi. Tak cztery razy. Jestem zmęczony nie trzymam tempa. Biegłem 2:01:10, to mój najwolniejszy półmaraton, jak do tej pory. Czas ogółem słaby 5:52:23, gorszy miałem tylko w debiucie. Trudno, znam powód, wiem co poprawić. Ten sprawdzian był mi naprawdę potrzebny.

Triathlon Susz
Triathlon Susz

Końcówka czerwca, znów jadę z Adamem na start. Tym razem do miejscowości Susz, też 70.3 . Czuję się pewnie, od Sierakowa treningi szły płynnie, powinno być dobrze. Odbieramy pakiet, zostawiamy rowery jedziemy na nocleg do małej cichej wioski, położonej malowniczo na skarpie na jeziorem ok. 30 km od Susza. Jest jakoś wyjątkowo, cicho, śpię bardzo spokojnie, jak nigdy, porządnie wypoczywam.

Wstajemy wcześnie, start o 9:00, a mamy trochę do przejechania. Wchodzimy do strefy, wszystko sprawdzamy, ułożenie sprzętu, ciśnienie w oponach, żele, batony, kask, czapka, okulary. Listę mam już wyrytą w pamięci. Wbijam się w piankę i idę do wody. Jest ciepło, przyjemnie, warto popływać.

Triathlon Susz
Triathlon Susz

Nadchodzi czas startu, w dużej grupie schodzimy do wody i ustawiamy się wzdłuż pomostu. Sygnał sędziego, ruszamy. Tym razem płynę mocniej, już się nie martwię, czuję się pewnie. Trasa przyjemna, prosta, dwie boje mijane z prawej, nawroty o 90° i powrót na metę. Łatwo utrzymać kierunek. Czas w strefie dobry 43:07 i szybka zmiana 2:42 (przynajmniej jak na mnie).

Wybiegam z rowerem i w drogę. Najpierw, asfalt i kostka, potem skręt w prawo i długa prosta, lekkie wzniesienia, łagodne zakręty, nawrót na beczce, i powrót. Przed Suszem skręt w prawo i mała pętla – Michałowo, Różnowo, Bronowo i Susz. Sporo kibiców, w mieście znów kostka i więcej zakrętów. Jadę ciut wolniej. Wiem, że jest dobrze. Czas przyzwoity, sił nie brakuje. Jest ciepło, piję dużo, przegryzam batony. Jadę znów nawrót i mała pętla, wracam do strefy, jest bardzo dobrze czas roweru 2:40:08.

Triathlon Susz
Triathlon Susz

Zmiana ciut gorsza 2:20, czasy niby lepszy ale bez walki z pianką. Wybiegam w dół, nad jezioro. Planuję tempo, wyliczam, że 5 min/km, da mi życiówkę. Na razie nie mam z tym problemu, biegnę szybciej, 4:50. Pamiętam jednak co jeszcze mnie czeka. Podbieg na rynek mnie spowolni.

Triathlon Susz
Triathlon Susz

Robi się ciepło, raczej gorąco. W końcu mamy już lato. Pierwsze dwie pętle minęły dość dobrze, ale na trzeciej przychodzi kryzys. Po drugiej górce tempo mi spadło, pomału tracę wiarę w życiówkę. Lecz przecież biega się głową, wiem, że jest blisko, staram się jakoś zmotywować. Przed trzecim punktem, ktoś mnie wyprzedza. Postanawiam się trochę podciągnąć, poprawić tempo. Zamieniliśmy kilka słów, kolega mnie podniósł na duchu, pociągnął i przeprowadził przez podbieg na rynek, park i w dól nad wodę. Do mety zostało już bardzo blisko, życiówka w zasięgu, to mocno niesie. Wbiegam na metę patrze na zegar 5:14:52.

Triathlon Susz
Triathlon Susz

Chwila oddechu, masaż, posiłek. Szukam Adama. Pora się zbierać. Wracamy szczęśliwi, obaj z życiówką. Na takie chwile się czeka, dla nich startuje. Na zawsze zostaną fajne wspomnienia.

zdjęcia serwis bikelife.pl