Radków

Gdy zapisałem się na zawody do Radkowa nie zdawałem sobie sprawy z tego, że tam nie ma czym dojechać. Zacząłem szukać i kombinować. W końcu wymyśliłem, że pojadę pociągiem do Wałbrzycha, a stamtąd na rowerze do Radkowa. Wysiadłem na stacji Wałbrzych Miasto i prowadzony miłym głosem dziewczyny z GPS’u w telefonie pojechałem przez Jedlinę Zdrój, Głuszycę, Świerki, Krajanów, Włodowice, Ścinawkę Górną, Tłumaczów do Radkowa.

Radków, rynek
Radków, rynek

Trasa ładna, malownicza, ale ruch na drodze duży. Trzeba trochę popracować na podjazdach. Jadę pomału mam sporo czasu, a nie mogę się przyciąć, Noclegi mam zarezerwowane w gospodzie na rynku. Zameldowałem się i pojechałem odebrać pakiet. Po powrocie obiadokolacja, specjalnie przygotowana pod kątem biegaczy, makaron ze szpinakiem i brokułami. Idealnie trafili w mój gust. Dostajemy też prowiant na śniadanie. Jak zwykle przed startem wcześnie zasypiam. To też udało mi się wytrenować.

Wstaję o 5:45. Tak by najpóźniej godzinę przed startem zjeść śniadanie. Ubieram się. Sprawdzam zawartość plecaka. Schodzę na dół, odpinam rower i jadę do biura. Po drodze mijam idących na start. Mnie mijają samochody. To tylko 2,5 km. Jednak wygodniej jechać niż iść. Zwłaszcza, że właśnie przestało padać. Przebieram się, oddaję rower i torbę do depozytu. Przemiłe panie się nim zaopiekowały. Ustawiam się w śród zawodników.

Baza zawodów nad zalewem w Radkowie
Baza zawodów nad zalewem w Radkowie

7:00 start. Przebiegamy przez kilka bram i ostrym podbiegiem wydostajemy się na asfaltową drogę przebiegającą przez ośrodek ponad zalewem. Jest ponuro, ale nie pada. Zbiegamy nad zalew i ścieżką na tamie przedostajemy się ma drugą stronę. Krótki odcinek asfaltem i kierowani przez obsługę zabezpieczającą trasę wbiegamy na szlak. Zaczyna się ostre podejście. Idziemy zwartą kolumną. Jest wąsko. O wyprzedzaniu nie ma mowy. Kręta ścieżka po kamieniach i korzeniach szybko wspina się w górę. Piękny las. Mchy, porosty, paprocie. Mijamy wodospad Pośny. Osiągamy płaskowyż. Biegniemy leśnymi duktami. Pomału odstępy pomiędzy zawodnikami robią się coraz większe. Mijamy pierwszy punkt kontrolny. Wbiegamy na teren Parku Narodowego Gór Stołowych. Radkowskie Skały, Skalne Grzyby. Szlak wije się pomiędzy skałkami. Niesamowite, wyrzeźbione przez wodę i wiatr formy skalne wyłaniają się spomiędzy drzew. To jeden z najpiękniejszych odcinków trasy. Drugi punkt. Zbieg do Batorowa. Robi się parno i duszno.

Garmin Ultra Race
Garmin Ultra Race

Biegniemy. Strażacy zabezpieczają przejście przez drogę. Pokonujemy niewielkie wzniesienie i w dół. Widzę przed sobą tory kolejowe, a po lewej małą stacyjkę. Duszniki Zdrój. W nogach półmaraton. Ostre podejście typowe dla Gór Stołowych. Biegniemy grupą. Wymijamy się. Jedni szybciej podchodzą, drudzy zbiegają. Rozmawiamy. Jest świetnie. Nogi podają. Długie strome podejście. Ludowo. Trzeci punkt. Wspinamy się jeszcze trochę pod górę. Dalej łagodnie grzbietem opadającym do miejscowości Jerzykowice Wielkie. W tej okolicy osiągamy najniższy punkt na trasie. Dalej łagodnym podbiegiem osiągamy odkryty grzbiet, którym dostajemy się do Kudowy. Biegniemy kawałek drogą. Muszę przyznać, że wszystkie miejsca, w których schodzimy z gór do cywilizacji są znakomicie zabezpieczone. Przeważnie strażacy dbają o nasze bezpieczeństwo. Z Kudowy Górnej przez Jakubowice rozpoczyna się wspinaczka na Błędne Skały.

Błędne Skały, rok 2000
Błędne Skały, rok 2000

Szlak wchodzi w las i stromym podejściem po korzeniach i kamieniach. To kolejny piękny odcinek typowym dla Gór Stołowych terenem. Znów pojawiają się skałki w lesie. Wspinamy się do drogi. Dalej biegniemy asfaltem wśród samochodów. Mijamy parking, kramy z pamiątkami, kasy. Jest sporo ludzi. Nie ma problemu. Robią nam miejsce, przepuszczają, biją brawo. Biegnę trochę za długo pod górę. Oddech się nieco przycina. Przy takim dopingu nie przejdę w marsz. Jakaś dziewczynka wyciąga rączkę by przybić jej piątkę. Trasa jest dobra do biegu. Szeroka wybetonowana. Po prawej skałki, po lewej stromy stok z piękną panoramą. Budzi to we mnie mieszane uczucia. Gdy byłem tu z żoną i dziećmi turystycznie przed laty była tu leśna ścieżka. Czy nie przesadzamy z ułatwieniami? Pewnie są też inne powody. Taką trasę łatwiej utrzymać. Jest mniej podatna na erozję. Z takimi myślami wybiegam na spory plac zabudowany wiatami. Widzę jakiś stragan i ścieżki wchodzące pomiędzy skały. Kręci się tłum zwiedzających.

Błędne Skały, rok 2000
Błędne Skały, rok 2000

Nasza trasa oznaczona pomarańczowymi taśmami skręca w lewo i chodzi stromo w dół. Kamienie, korzenie, betonowe stopnie. Mam nadzieję, że te stopnie są po to by chronić stok. Dalej szerokimi duktami dobiegamy do Pasterki. W oddali słychać ciche grzmoty. Nadciąga zapowiadany deszczowy front. Ostatni punkt. Przebiegam bez zatrzymania. Cichy pisk potwierdza odczyt chipa. Lekko pod górę. Do granicy, wzdłuż której chwilę biegniemy. Dalej w dół na Czeską stronę. Biegniemy przez las. Leśny dukt przechodzi w asfaltową drogę. Otwiera się piękny widok. Na lewo Broumovskie Steny. Na wprost Bozamov. Zaczyn mżyć. Powietrze robi się przyjemniejsze. Jest czym oddychać. Tuż przed zabudowaniami odchodzi droga w prawo. Z daleka widzę sylwetki zawodników.

Garmin Ultra Race
Garmin Ultra Race

Przyspieszam. Czuję zapas mocy. Na równej, twardej nawierzchni nogi odpoczywają. Skręcam w prawo. Droga pnie się lekko pod górę. Po długich wymagających dużej koncentracji zbiegach bardzo mi to pasuje. Wyprzedzam zawodnika, który być może jest w mojej kategorii. To mnie mobilizuje. Do końca podbiegu zyskuję 30, może 40 metrów. Biegniemy przez miejscowość Studena Voda. Płaska droga prowadzi do granicy. Staram się utrzymać tempo. Koncentruję się na zawodnikach przed sobą. Staram się dogonić, wyprzedzam. Granica, widzę zalew. Trasę wytyczono linami, na których wiszą chorągiewki. Ostatnie kilkaset metrów. Dogania mnie zawodnik, któremu próbowałem uciec. Był szybszy na zbiegu. Mocno przyspieszam. Wydłużam krok. Nie oglądam się. Cisnę ile mam sił. Grobla. Ostatni odcinek ostro pod górę. Wpadam na metę. Odwracam się dziękuję za walkę. Nigdy tak nie finiszowałem na biegu ultra. Wypijam kilka kubków coli. Dziękuję i gratuluję tym, z którymi biegłem przez znaczną część trasy. Pod koniec się rozdzieliliśmy, każdy biegł swoim tempem. To było świetnie towarzystwo. Zaczyna mocno padać. Schodzę do namiotu, gdzie serwują makaron. Zjadam solidną porcję. Smakuje wyśmienicie.

Zalew w Radkowie
Zalew w Radkowie

Deszcz przestał padać. Odbieram torbę i rower z depozytu. Jadę do gospody, wykąpać się, przebrać. Znowu pada. Nie zazdroszczę tym co w górach. Wiem jak to jest. Każdy z nas jest gotów na każdą pogodę. Do dekoracji mam dużo czasu. Schodzę do baru na Opata. Siedzę przy barze. Podchodzi do mnie starszy kolega. Gratuluje ukończenia. Rozmawiamy. Podwozi mnie na dekoracje. Odbieramy statuetki. Obaj mamy drugie miejsca w swoich kategoriach. Wracamy. Wieczór spędzamy na pogawędkach przy piwie i kolacji. Poznajemy ciekawych ludzi. Sportowe małżeństwa. Wspaniale jest słuchać jak łączą życie z pasją. Przy małych dzieciach to nie takie proste. Moi starsi koledzy, niezwykli ludzie opowiadają o swoich przygodach. Startach. Walce za zmęczeniem, bólem. Niezwykle twardzi ludzie. Marian zaczął biegać tuż przed emeryturą, mając blisko 60 lat.Ich przykład pomaga przesuwać granice marzeń daleko w przód. Czas na rozmowach szybko upływa. Zmęczenie bierze górę. Tuż przed dziewiątą zapadam w błogi sen.

Bożanov, kościół
Bożanov, kościół

Rano budzę się wyspany chwilę przed siódmą. Mam czas. Uwielbiam takie dni, kiedy wszystko mam tak poukładane, że nie muszę się spieszyć. Śniadanie o ósmej. Pakuję się. Za oknem widzę, że deszcz przestał padać. Za radą jednego z mieszkańców Radkowa, decyduję się wracać przez Czechy. GPS nie chce wybrać tej trasy, ale to nic, droga jest prosta. Wyjeżdżam na zachód do granicy lekko pod górę. Dalej, wąska, kręta droga opada do miejscowości Bożanov.

Droga do Martinkovic
Droga do Martinkovic

Stąd już GPS prowadzi. Droga pnie się znowu pod górę. Mijam malowniczy kościółek. Jest bardzo wąsko. Szpaler starych drzew sprawia, że nie ma pobocza. Nad głową baldachim z gałęzi. Czuję się jakbym jechał tunelem. Na szczęście ruch jest znikomy, a Czesi wyprzedzają rowerzystów szerokim łukiem. Przejeżdżam przez Martinkovice do miasteczka Broumov z ciekawą, zabytkową zabudową. Dalej już szeroką drogą wracam przez Mezimesti do kraju. Mijam nieczynne przejście graniczne. Jadę przez Mieroszów, Kowalową, Unisław Śląski. Droga serpentynami przebija się przez spowite mgłą Góry Kamienne. Kiedyś biegłem przez te góry, w Sudeckiej Setce. Zaczyna padać coraz mocniej. Mgła ogranicza widoczność do 15, 20 metrów. Zjeżdżam do Wałbrzycha na dworzec główny. Jest opuszczony. Robi przygnębiające wrażenie. Ani żywej duszy. Do pociągu mam jeszcze dwie godziny. Nie chcę tu czekać. Pomimo deszczu decyduję się zjechać ulicami do dworca Wałbrzych Miasto. Tutaj przynajmniej są ludzie. Można się przebrać w suche ubranie. Zjeść coś ciepłego.

zdjęcia z biegu z serwisu startlist.pl