Wiązowna 2017

Przedwiośnie

Nie wiem jak to się stało, ale w Biegu Wedla wystartowałem dopiero po raz drugi i to po 10 letniej przerwie. Ponieważ mieszkam tuż obok Parku Skaryszewskiego, w którym bieg był rozgrywany mogłem sobie pozwolić na odrobinę komfortu. Po pakiet poszedłem przed śniadaniem tak by się pojawić na otwarcie biura. Było już kilka osób, ale kolejka zniknęła błyskawicznie. Wracając oceniłem stan trasy. Asfalt przykrywał dość cienką warstwą zlodowaciały śnieg posypany grubą warstwą piachu. Uznałem, że nakładki z kolcami nie będą potrzebne. Wróciłem do domu zjadłem śniadanie, odpocząłem i potruchtałem na start pierwszego z biegów. W tym roku startowałem na dwóch dystansach 5,43 i 9 km. Tempo starałem się tak dobrać by dobrze rozłożyć siły na drugi bieg. Zacząłem spokojnie ok 5 min/km lekko przyspieszając na kolejnych okrążeniach. Uzyskany czas 25:25 oznaczał tempo 4:41 zdecydowanie szybsze niż na Biegu Bielan. Zastanawiałem się czy nie przesadziłem, ale następny bieg to w końcu tylko 9 km. 

Bieg Wedla 2017
Bieg Wedla 2017

Korzystając z półgodzinnej przerwy z medalem na szyi i otrzymanym na mecie słodkim podarunkiem wróciłem na chwilę do domu. Parę łyków ciepłej herbaty i powrót na start. Drugi bieg nieco mocniejszy, z przyspieszaniem na kolejnych pętlach. Czas 41:56, średnie tempo 4:40 praktycznie identyczne z tym z Chomiczówki. Dystans wprawdzie krótszy, ale w sumie byłem zadowolony. Czułem, że jest zapas.

Jednak po słodkim Biegu Wedla przyszedł czas na gorzką pigułkę w Falenicy. Kolejny weekend i moj dopiero trzeci start w tej edycji Zimowych Biegów Górskich. Ostatnia okazja by zapunktować, bo następny – ostatni start w cyklu nie liczy się do klasyfikacji. Pogoda dobra, na lekkim plusie, trasa przyjemna, trochę śniegu, ale bez lodu. W drodze zorientowałem się, że nie zabrałem numeru. Na szczęście w biurze wydano mi nowy. Rozgrzewka, rozciąganie i start.

Falenica 2017-02-25
Falenica 2017-02-25

Ruszam zaplanowanym na ok 47 minut tempem trzymając się na plecach Kuby i BOP’a. Nie chcę wyrwać. Pierwsze trzy podbiegi, jakoś się trzymam, ale na czwartym czuję że mnie przycina. Lekko odpuszczam. Doganiam ich na długim zbiegu nad jeziorko. Ostry zakręt i podbieg na 2 km. Trasa wchodzi na wydmę, a ja zwalniam. Coś mnie przycina. Kuba i BOP znikają gdzieś między drzewami. Trudno czuję, że to nie mój dzień. Do tego za ciepło się ubrałem. Wiem, że nie ma sensu się szarpać. Dostosowuję tempo do możliwości. Staram się biec na czas poniżej 50 min. Nie wychodzi. Dopiero na ostatnim kilometrze znów trochę przyspieszam. Czas na mecie 50:50. Czasami przychodzą słabsze dni. Za tydzień będę miał szansę sprawdzić się w połówce.

Półmaraton w Wiązownej to jedna z już legendarnych i kultowych imprez. W tym roku odbył się po raz 37. Początkowo był rozgrywany na innej trasie i na dystansie 20 km. Dziś to duża impreza biegowa. W biegu głównym, na dystansie półmaratonu stanęło na starcie ponad 1300 zawodników. Były też biegi towarzyszące, które już się stały tradycją tej imprezy. Pięciokilometrowy dystans dla „sprinterów” zgromadził ponad 700 zawodników. Optymizmem napawa fakt, że biegi dla najmłodszych, w różnych grupach wiekowych, rozgrywane na dystansach 300, 600, 1000 i 1500 m również cieszyły się ogromną popularnością. Łącznie w imprezie udział wzięło ponad 2,5 tys zawodników.

Wiązowna 2017
LECHICI w Wiązownej – Bogdan, Marek, Konrad, Krzysiek, Wojtek

Trasa jest stosunkowo płaska, prowadzi przez okoliczne wsie, gdzie mieszkańcy kibicują niemal przy każdym domu. Gęsto umieszczone punkty z wodą i ciepłą herbatą zapewniają komfort w biegu. W poprzednich latach pogoda bywała różna. Przeważnie na granicy wiosny i zimy. Bywało, że przy -6°C z niecierpliwością wypatrywało się punktu z ciepłą herbatą. W tym roku było wyjątkowo wiosennie i wypatrywałem punktów z zimną wodą, którą nie tylko piłem, ale też się nią polewałem. Było ciepło jak nigdy, 15°C i słonecznie ze stosunkowo niewielkim wiatrem, wiejącym w pierwszej połowie trasy w plecy. Na nawrocie było już naprawdę gorąco. Na szczęście pojawiły się chmury i słońce przestało przygrzewać. Po dość mroźnej jak na ostatnie lata zimie temperatura była szokująca.

Falenica 2017-02-25
Falenica 2017-02-25

Po ostatniej Falenicy, w której w zeszłym tygodniu ścięło mnie już po dwóch kilometrach postanowiłem być ostrożny. Zaplanowałem tempo 4:40, takie jak na Chomiczówce i Biegu Wedla. Do półmetka trzymałem się tego konsekwentnie. Uzyskałem czas 49:34, co oznaczało tempo 4:43 nieznacznie wolniejsze od zaplanowanego. Pomimo podbiegu postanowiłem lekko przyspieszyć. Piętnasty kilometr 1:10:20. Wiem, że do planu brakuje 20 sekund. Mocniej przyspieszam. Po kilkuset metrach skręt w prawo, w nową dla mnie część trasy. W zeszłym roku została zmieniona, a ja nie biegłem. Zmiana okazała się przyjazna. Praktycznie od 16 km trasa schodziła lekko w dół. Biegło mi się naprawdę dobrze. W efekcie ostatnie 6 km tempem 4:25. Drugą połowę pobiegłem o blisko 2 minuty szybciej.

Czas na mecie 1:37:14. Licząc moje starty w Wiązownej przeciętny, ale znacznie lepszy niż się spodziewałem. Przed startem brałbym w ciemno cokolwiek poniżej 1:40:00. Pamiętam, że gdy po raz pierwszy pobiegłem w Wiązownej w 2005 r. uzyskałem czas o 5 sekund lepszy. Niestety nie w każdym roku udało mi się wystartować na tej trasie, dla mnie był to 9 raz. Jest to fajna, dobrze zorganizowana impreza, która z roku na rok gości coraz więcej zawodników. Mimo ogromnej loterii pogodowej jest to moim zdaniem świetny moment na sprawdzenie się przed sezonem startowym. Teraz wiem na czym stoję, nad czym muszę popracować i czego mogę oczekiwać po pierwszym wiosennym maratonie.

zdjęcie nagłówkowe Wiązowna z serwisu fitfot.pl

zdjęcia z Falenicy i Biegu Wedla z serwisu maratonczyk.pl