Tour de Pologne, pokrzyżowane plany

Trening, szedł znakomicie. Start kontrolny w Suszu przyniósł życiówkę. Bosfor mocną podbudowę psychiczną. W znakomitym nastroju wyjechałem na urlop do Poronina by potrenować. Zaplanowałem go tak, by skończył się na dwa tygodnie przed zawodami. Ponieważ w tym okresie był organizowany wyścig dla amatorów w ramach Tour de Pologne, zapisałem się i postanowiłem spróbować.Pierwszy raz zabrałem rower na Podhale. Okolice znałem z treningów biegowych, ale to trochę inna perspektywa, zamknięta trasami 30, 40 kilometrowymi i w terenie, nie koniecznie  nadającym się do jazdy. W pierwszej kolejności wybrałem się przez Stasikówkę do Bukowiny. Potem zjechałem przez Białkę Tatrzańską i Gronków do Szaflar. Potem pod górę przez  Bańską, Sierockie na Ząb i stromy zjazd przez Suche do  Poronina. W trakcie tego pobytu odkryłem ścieżkę rowerową z Nowego Targu do Trzciany (Trstená). Jest fantastyczna. Poprowadzona po dawnym nasypie kolei. Biegnie początkowo wzdłuż drogi, by przed Czarnym Dunajcem  skręcić i dalej prowadzić przez pola. Stanowi część  Historyczno-kulturowo-przyrodniczego szlaku wokół Tatr. Ma nie wiele skrzyżowań z drogami, a wszystko jest świetnie oznakowane. Co kilka kilometrów są punkty z wiatami i stojakami na rowery przy których można odpocząć.

Ścieżka rowerowa z Nowego Targu do Trzciany (Trstená).

Najdłuższą wycieczkę zrobiłem jadąc na Orawę. Ruszyłem przez Ząb, Czerwienne i Ciche do ścieżki przed Czarnym Dunajcem. Ścieżką dotarłem do granicy, by zjechać do Trzciany. Po drodze spotkałem chłopaka, który jechał podobnym tempem do mojego i postanowiliśmy kontynuować wycieczkę razem. Zaproponował fajną trasę, a ponieważ to był dla mnie teren nieznany z radością ją przyjąłem. Przejechaliśmy przez Trzcianę i dalej szosą mijając Twardoszyn dotarliśmy do miejscowości Podbiel. Tu skręciliśmy w lokalną drogę, która nas poprowadziła bliżej Tatr. Zaczęły się podjazdy i zjazdy. Droga kluczyła wśród wzgórz. Po drodze mijaliśmy Orawski Biały Potok, Habowkę, Zuberec, by po długim zjeździe dotrzeć do Orawic. Minęliśmy słynne termy by przez Witanową, Głodówkę, Suchą Horę, dotrzeć polskiej granicy. Bez przejścia, kontroli, wjechałem do Chochołowa. Wspominam jak kiedyś przed laty wielokrotnie przekraczałem tu granicę. Chodziłem ze znajomymi na piwo ze śliwowicą i knedliczki do Suchej Hory.  Jedziemy na Dzianisz. Po drodze się rozstajemy, ja jadę dalej wspinając się na Butorowy Wierch. Następnie był chyba najgorszy odcinek. Nie da się jechać przez grzbiet Gubałówki, bezładny tłum spacerowiczów sprawia, że przez część trasy idę, stając co chwilę. Docieram do końca drogi, przy charakterystycznym wysokim maszcie przekaźnika. Dalej już daje się jechać. Ostatni zjazd, tylko w dół, przez Ząb i Suche do Poronina. Około ośmiu kilometrów zjazdu, to wcale nie jest łatwe. Stromo, niesie. Trzeba non stop hamować. Po tym miałem całkiem zdrętwiałe nogi. Dobrze, że to był ostatni odcinek. Później znalazłem w internecie informacje, że na długich zjazdach trzeba kręcić. Wystarczy lekko, by mięśnie się nie zastały. Kolejna lekcja techniki. Tak mi mijały dni, głównie z akcentem na rower.  Choć oczywiście również biegałem, a raz się wybrałem na basen.

Opisana powyżej trasa w rejonie Orawy.

W piątek 7 sierpnia rano pojechałem na start Tour de Pologne Amatorów do Bukowiny. Na drodze pusto, bo od krzyżówki na Murzasichle była zamknięta dla samochodów. Dzień wcześniej tam byłem odebrać pakiet i źle mi się jechało w sznurze samochodów. Pogoda piękna. Na starcie kolorowy tłum kolarzy. Robi się gorąco. Szukam cienia. Ustawiam się w kolejce i czekam. Zbliża się  godzina 9:30.  Oficjalne otwarcie i start …

Sędziowie wypuszczają zawodników grupami. Kolorowy tłum pnie się spokojnie pod górę. Nikt się nie spieszy to start honorowy. Najpierw podjazd na Klin, potem zjazd do Poronina. Dopiero tam będzie start ostry. Wyjeżdżam spokojnie pod górę. Skręt w lewo na Klinie i zjazd. To dla mnie całkowita nowość. Nigdy nie jechałem w peletonie. To jeszcze nie wyścig. Zjeżdża zwarta grupa. Kolarz przy kolarzu. Koło przy kole. Nigdy tak nie jechałem. Poronin. Zatrzymujemy się. Czekamy. Właśnie startuje poprzednia grupa. Chwila przerwy.

Ruszamy. Przejazd przez tory. Zakopianka. Ostry skręt w lewo, przez most na Suche. Teraz zaczyna się podjazd. Pod górę pracuję swoim tempem, staram się trzymać wysoką kadencję. Wiem, że nie mogę się przyciąć. Mimo to wyprzedzam wielu kolarzy. Ząb. Stołowe. Zjazd na Leszczyny. Droga jest świetna. Niesie. Mam na liczniku ponad 50, ale teraz to mnie ktoś co chwilę wyprzedza. Brak mi techniki, pewności, wyczucia. Nie ryzykuję by szybciej jechać. W pewnym momencie coś mocno zatrzęsło przednim kołem. Czuję jakieś dziwne drgania zwalniam delikatnie i pomału, tak by nikomu nie zajechać drogi zjeżdżam na prawą stronę. Zatrzymuję się. Schodzę na pobocze. Widzę, że w przednim kole nie ma powietrza. Wyciągam zapas. Zdejmuję oponę. Wymieniam dętkę. Jakoś nie mogę założyć opony. Emocje i pośpiech sprawiły, że zacząłem się z nią szarpać. Na chwilę przerywam. Biorę kilka spokojnych oddechów. Tłumaczę sobie, że czas nie ma znaczenia. To mój pierwszy start kolarski. To przede wszystkim jest lekcja, a ja dostałem dodatkowe zadanie. Straciłem ok 10 minut. Później zimą na starej oponie będę trenował wymianę dętki. Udało się. Przykręcam wężyk, pompuję. Bez manometru trudno jest wyczuć ciśnienie. Taka jest cecha malutkich i lekkich pompek. W końcu są rzadko używane, a wozi się je cały czas.

Tour de Pologne Amatorów
Tour de Pologne Amatorów

Obok na szosie wciąż jadą kolarze. To pewnie z następnych fal. Wsiadam na rower. Ostrożnie się włączam do ruchu. Nabieram prędkości. Wciąż jeszcze jest w dół. Ostry skręt w prawo na dużym spadku. Obsługa trasy z daleka daje sygnały by zwolnić. Biały Dunajec. Przejazd przez tory i Zakopiankę. Most na Dunajcu i lekko pod górę zaczyna się podjazd pod Gliczarów. Najpierw łagodnie, droga faluje wśród zabudowań. To w górę, to w dół. Jest dużo drzew i dają cień. Za wsią się robi coraz stromiej. Za kolejnym zakrętem wyłania się widok na słynny podjazd – Ścianę Bukowina. Jest mnóstwo kibiców, krzyczą, dopingują. Kilku kolarzy podjeżdża, większość prowadzi rowery. Staram się jechać spokojnie. Redukuję biegi. Pomału mi spada kadencja. Staję na pedały. Kilka dni temu na treningu udało mi się podjechać. Koncentruję się na tym by utrzymać równowagę. W ostatniej chwili zauważam, jak ktoś się przede mną przewraca. Odbijam w lewo. Tracę równowagę. Zabrakło prędkości. W ostatniej chwili zdążyłem się wypiąć i podeprzeć nogą. Muszę dołączyć do tych co podchodzą, w rządku po prawej. Jest bardzo wąsko. Kibice po bokach gorąco dopingują tych co jeszcze jadą. Kilka osób przejeżdża pnąc się pod górę. Stromizna pomału łagodnieje.
Daje się wsiąść i ruszyć. Gliczarów Górny, Wierch Olczański i Wierch Rusiński. Zaczyna się drugi, a zarazem ostatni długi, zjazd. Pilnuję by nogi nie stały w miejscu. Zjazd kończy się podobnie do poprzedniego. Ostrym zakrętem w prawo na dużej stromiźnie. Tu też obsługa ostrzega, z daleka słychać jak krzyczą by zwolnić. Miejsce jest niebezpieczne. Zakręt zabezpieczony bariera energochłonną, a dalej stromy stok porośnięty drzewami. Dojeżdżam do głównej drogi. Ostatni podjazd. Teraz już można napierać. Jest bardzo szeroko, bezpiecznie. Kończy się las. Wjeżdżam do Bukowiny. Droga prowadzi między domami. Po bokach przy barierkach coraz więcej kibiców. Wzmaga się doping. Zachęcają do walki. Tutaj udaje mi się wyprzedzać. Z daleka widzę kolorową bramę. Na rondzie wpadam na metę.

Tour de Pologne Amatorów
Tour de Pologne Amatorów

Zjeżdżam pomału do hotelu Bukovina. Dostaję medal. Odpoczywam. Pogoda jest piękna, słoneczko praży. Zostaję do końca by się nacieszyć atmosferą. Popatrzeć na dekoracje. Obserwować jak przyjeżdżają  zawodowe ekipy. Luksusowe autokary, Wozy obsługi technicznej z wypasionymi rowerami na dachach. Musze się zbierać by zdążyć dotrzeć do Poronina nim ruszy wyścig. Wyjeżdżam na rondo na Klinie i zjeżdżam pustą szosą.  Czas 1:35:02, nie powała na 30 km trasie. Cała pętla ma 38 km, ale pierwsze 8 to dojazd do startu ostrego. Nie jest to dużo, ale jest to wyjątkowa trasa. Trudna, z długimi podjazdami i zjazdami, na wąskich i krętych drogach. Zarówno siłowa, jak i techniczna. W tej grze można uzyskać wiele punków doświadczenia, np. poćwiczy wymianę dętki. Warto też zachłysnąć się atmosferą towarzyszącą Tour de Pologne, który jest jednym wielkich tour’ów, jest wyjątkowa. Odpoczywając po starcie warto wyjść na trasę i popatrzeć jak walczą zawodowcy. Po przejechaniu tej trasy patrzy się na to zupełnie inaczej.

Kolejne treningi idą zgodnie z planem. Z ciekawszych tras mogę polecić też taką na wschód, na Polski Spisz. Przez Bukowinę Klin i Brzegi do Jurgowa. By następnie przez Grocholowie wspiąć się do Łapszanki. Jest to bardzo malownicza trasa z pięknymi widokami na Tatry i Pieniny.  Następnie przez Łapsze Wyżne i Niżne docieramy do Niedzicy. Warto chwilę odpocząć przy zaporze nad Jeziorem Czorsztyńskim. Popatrzeć na Trzy Korony, ruiny zamku w Czorsztynie i pięknie zachowany zamek w Niedzicy. Wrócić można przez Falsztyn, Frydman, Krępachy, Nową Białą, Gronków i Bór do Szaflar, a dalej starą drogą przez Biały Dunajec.

Opisana powyżej trasa na Polski Spisz.

Do domu wracam pełen optymizmu, za dwa tygodnie start docelowy na pełnym dystansie w Bydgoszczy. Na drugi dzień zaczynam kaszleć. Musiało mnie zawiać w pociągu. Upalne lato, klimatyzacja. Biorę coś na odporność, rutinoscorbin, witaminy. Za 2, 3 dni przejdzie. Planu nie zmieniam, ten tydzień jest ważny. Więcej pływania i dwa mocne treningi rowerowe. Następny już będzie odpoczynkowy. Dzień za dniem mija, kaszel się nasila, zaczyna mnie bolec gardło. Poza tym żadnych objawów. Wiem, że nic już nie zrobię, albo przejdzie albo …

… tydzień przed startem, nie przeszło. Doszły kolejne objawy, katar, gorączka, ból głowy. Idę do lekarza, ostry stan zapalny dróg oddechowych. Dostaję silny antybiotyk na 10 dni. To już po starcie. Można zapomnieć o marzeniach. Na szczęście ten rok już jest udany. Susz, Bosfor i cały cykl treningowy. To daje tyle radości, że nawet utrata możliwości startu w zawodach planowanych od dawna jako docelowych nie może tego zepsuć. Tylko formy szkoda. Była. Cóż w przyszłym roku spróbuję ją znowu zbudować.

Tydzień później odpuszczam start w Półmaratonie Praskim, nie mam sił po chorobie. Planowałem go na spokojnie, na zaliczenie po Bydgoszczy, ale w tej sytuacji muszę zrezygnować.

zdjęcia serwis bikelife.pl