Podróże z bieganiem w tle.

XXIV Czteroetapowy Bieg Pokoju Pamięci Dzieci Zamojszczyzny.

„Tytuł brzmi ładnie” – pomyślałem jadąc przez Szczebrzeszyn na start drugiego etapu. Tylko na ile prawdziwy?

To raczej bieganie z podróżami w tle, bo to bieganie jest celem. Start w zawodach, emocje, walka – to zawsze jest na pierwszym planie. Podróże są dopełnieniem, są niejako przy okazji.

Ale? … zawsze jest jakieś ale

Zamość - Ormiańskie kamienice przy rynku
Zamość – Ormiańskie kamienice przy rynku

Zazwyczaj staram się tak wybierać imprezy biegowe by przy okazji zobaczyć nowe miejsca. Często gdy chcę odwiedzić jakieś miejsce to szukam biegu w okolicy. Oczywiście gdy w planie jest start zwiedzanie jest ograniczone, z drugiej zaś strony w biegu poznaje się miejsca, do których nie trafiłbym jako turysta. W biegu umykają szczegóły, ale charakter i krajobrazy danego regionu zostają. Wioski, miasteczka, lasy, pola, połyskująca tafla jeziora, wijąca się rzeczka wśród łąk – to wszystko wbija się w pamięć, zostaje.

Zamość - ratusz
Zamość – ratusz

Z drugiej strony są ludzie. Przy okazji imprez biegowych poznaje się ludzi. Ludzi z pasją, z własną historią, z kulturą regionów z których pochodzą. Przedstawicieli różnych zawodów.

  • Zawodnicy – każdy ma jakieś własne motywy, jakieś powody, dla których przyjeżdża, zostawia rodzinę, dom, pokonuje nieraz setki kilometrów by stanąć na starcie, by podjąć wyzwanie, ukończyć bieg.
  • Organizatorzy – to również ludzie z pasją, również mają swój cel, ideę dla której robią bieg, podejmują trud i wysiłek, bo chcą coś przekazać, zaprezentować region, przypomnieć historię, zwrócić uwagę na problem.
  • Kibice – po ich obecności i reakcji można się wiele dowiedzieć, można się zorientować jak ważna jest ta impreza dla regionu, jak jest popularna i rozumiana. Charakterystyczne jest to, że w małych miejscowościach, biegacze są znacznie cieplej przyjmowani niż w dużych aglomeracjach.
Zamość - ulica przebiegająca przez rynek, jedna z głównych osi miasta
Zamość – ulica przebiegająca przez rynek, jedna z głównych osi miasta

Myślami wracam do dnia pierwszego. Najdłuższy 35 km etap rozpoczyna się w Zamościu, obok pomnika Dzieci Zamojszczyzny. Uroczyste otwarcie, przemówienia, wspomnienie o tych, których pamięć ma uczcić ten bieg – Dzieci Zamojszczyzny. Dzieci, które ponad 60 lat temu zostały wysiedlone, zamknięte w obozie zagłady, wywiezione do Niemiec. Tragedia, o której nie wolno zapomnieć, która nigdy nie może powrócić. Jest z nami przewodniczący Związku Dzieci Zamojszczyzny, jeden z ocalałych z tej tragedii. Są przedstawiciele władz z prezydentem Andrzejem Zamojskim potomkiem założyciela i budowniczego miasta Jana Zamojskiego Hetmana i Kanclerza Wielkiego Koronnego, założyciela Ordynacji Zamojskiej.

Delegacje władz i zawodników składają kwiaty i przechodzimy na linię startu. Strzał z pistoletu, ruszają rolkarze i zawodnicy na wózkach. Po chwili znów strzał i startujemy. Jest chłodno, pochmurno dość mocny wiatr daje się we znaki. Biegniemy ulicami Zamościa by po ponad 5km wydostać się z miasta szeroką i dość ruchliwą drogą. Nie mogę się doczekać punktu odświeżania.

Zamość - podcienia przy rynku
Zamość – podcienia przy rynku

Pierwsze picie dopiero po 10 km. Biegniemy, staram się trzymać równe tempo, lecz bez zegarka to nie takie proste. Mijamy kolejne wioski. Ludzie przed domami stoją by nam kibicować. Policjanci wstrzymują ruch na skrzyżowaniach. Kierowcy nas pozdrawiają, życzliwie, z uśmiechem dodają sił do walki. Chwilami zza chmur wychodzi słońce. Mijają kilometry, mijają punkty odświeżania (15, 20, 25, 30). Ostatnia piątka. Wbiegamy w las. Przy drodze tabliczka z napisem ZWIERZYNIEC. Mijamy kościół i zabudowania, skręcamy w lewo. Na wprost w nad drogą brama – to meta, to koniec pierwszego etapu. Woda, herbata, banan, piwo, muszę chwilę odetchnąć.

Zamość - dzwonnica katedry
Zamość – dzwonnica katedry

Czas 2:42, jestem zadowolony, w myślach pojawia się pytanie – Jak będzie jutro? Jak w dni następne? Bieg dzień po dniu to trudne wyzwanie. Jak rozłożyć tempo? Jak biec by sił do końca starczyło? Jeden po drugim wpadają kolejni zawodnicy. Przebieram się, wsiadam do autobusu. Wracamy do bazy w obiektach OSiR’u w Zamościu. Zasypiam dość wcześnie, ale to nie tylko zmęczenie biegiem, by dotrzeć na czas do Zamościa musiałem wstać o 5:30.

8 – śniadanie, 11 – obiad, 12 – wyjazd, 14 – start, 18 – kolacja, w takim rytmie przyjdzie nam spędzić najbliższe dni. Przed obiadem rozciągamy się trochę na hali. Pogoda jest brzydka, zimno, deszczowo, nie chce się wyjść z budynku. W strugach deszczu jedziemy na start do Zwierzyńca.

Zamość - rynek
Zamość – rynek

Znajoma trasa, wygląda znacznie inaczej. Drogami płyną potoki, a fontanny wody spod kół samochodów przerażają, budzą lęk gdy fala za falą uderzają w szybę naszego autobusu. Jednak pogoda była dla nas łaskawa. Nim dojechaliśmy na start do przestało padać, a z nowo wyremontowanej gładkiej jak lodowa tafla drogi woda szybko spłynęła i nie powstały kałuże. Wtedy mi nawet przez myśl nie przeszło, że ukończę ten etap w suchych butach.

Zamość - fasada kamienicy przy rynku
Zamość – fasada kamienicy przy rynku

Autobusy zatrzymały się koło kościoła zbudowanego w miejscu obozu zagłady. Chwila wyciszenia, zadumy, oglądamy makietę obozu. Krótkie przemówienia, złożenie wieńców pod pomnikiem ofiar i przejazd na start. Jest chłodno, pochmurno ale nie pada. Ruszamy, 20 kilometrów do Krasnobrodu mija dość szybko. Mijamy wioski i pola. Piękna, malownicza kraina. Droga się wbija w wysoki las, przy drodze tablica z napisem „Roztoczański Park Narodowy”. Biegniemy. Czas szybko umyka, zmieniają się krajobrazy. Teren staje się pofałdowany. Zbliżamy się do Krasnobrodu. Podbieg, zbieg i znów podbieg.

Zamość - Synagoga
Zamość – Synagoga

Z daleka słychać śpiew i muzykę. Na rynku przy mecie zespół ludowy wita kolejnych biegaczy. Wielu porywa muzyka, rytm i śpiew sprawiają, że chce się tańczyć. Kolejni zawodnicy wpadają na metę i tańczą. Całe zmęczenie gdzieś znika. Muzyka i rytm pulsuje. Prawdziwe święto radości. Zza chmur znów wyjrzało słońce. Z czasu 1:33 nie jestem zbyt zadowolony, zacząłem za szybko, za bardzo zwolniłem. Trudno, może jutro będzie lepiej.

Zamość - malownicze podwórka
Zamość – malownicze podwórka

Sobota. Wcześniejsza pobudka, śniadanie, a po nim wycieczka. Historia miasta i jego mieszkańców odżywa w słowach przewodnika. Stary Zamość to piękne miasto. Zaprojektowane i zbudowane zgodnie z obowiązującymi w XVI wieku kanonami. Duży rynek główny otaczają bajecznie kolorowe kamienice, niektóre bogato rzeźbione, zwieńczone renesansowymi attykami. W rynku króluje ratusz z wysoką wieżą zegarową i wielkimi, później dobudowanymi schodami. Główne osie rynku przecinają ulice. Równoległa do ratusza stanowi główną oś miasta. Biegnie od pałacu, dawnej siedziby Zamojskich do największego z siedmiu bastionów obronnych, znajdującego się obok bramy Lwowskiej.

Zamość - działobitnie bastionu VII
Zamość – działobitnie bastionu VII

Miasto zbudowane na planie pięciokątnej fortecy było otoczone murem obronnym z siedmioma bastionami . Wokół znajdowała się fosa wypełniania w razie zagrożenia wodą z pobliskiej rzeczki. Starówkę przecinają równoległe ulice, przecinające się pod kątem prostym. Kolorowe kamienice, wśród których kryją się malownicze zielone podwórka. Partery kamienic zajmują sklepiki, warsztaty, restauracje, kawiarenki. Przy placach kościoły, klasztory, synagoga. Niezwykły jest klimat tego miasta.

Na placu przed pałacem stoi pomnik Jana Zamojskiego na pięknym ogierze z buławą hetmańską w ręku. Na tyłach pałacu znajduje się park, stawy i zupełnie współczesne obiekty sportowe Zamojskiego OSiR’u.

Zamość - pomnik Jana Zamojskiego, w tle pałac Zamojskich
Zamość – pomnik Jana Zamojskiego, w tle pałac Zamojskich

Patrząc w stronę rynku po prawej góruje dzwonnica Zamojskiej Katedry. Potężny gmach trzynawowego kościoła kryje bogate barokowe wnętrze, godne siedziby biskupów. W ołtarzu bogato rzeźbione srebrne tabernakulum. Na ścianach barokowe obrazy, z sufitu zwisają potężne żyrandole. Na prawo od prezbiterium kaplica Zamojskich, z kryptą hetmana Jana Zamojskiego. Katedra jest miejscem spoczynku Ordynatów Zamojskich, aż do ostatniego ordynata, ojca dzisiejszego Prezydenta.

Niezwykły splot historii, zwycięstwo demokracji – syn ostatniego Ordynata, pozbawionego swojej funkcji przez władze PRL’u (manifest lipcowy rozwiązał Ordynację Zamojską) został wybrany w wolnej Polsce, w wolnych wyborach Prezydentem. Dzisiejszy Zamość to duże miasto. Wokół starówki współczesne osiedla, bloki, hipermarkety, zakłady przemysłowe. Jest nawet ogród zoologiczny. Wracamy na obiad, chwila odpoczynku, rozciąganie na hali, zbiórka i wyjazd do Krasnobrodu.

Zamość - Rynek Wodny
Zamość – Rynek Wodny

Każdy z trzech pierwszych etapów rozpoczyna się oficjalną uroczystością. W asyście policji przechodzimy z rynku pod pomnik, gdzie po krótkich przemowach, przy dźwiękach Roty granej przez dętą orkiestrę delegacje władz i zawodników składają kwiaty. Wmyślach powtarzam słowa Roty. Ten bieg niesie przesłanie, wspomnienie tragicznych wydarzeń sprzed lat. Nigdy więcej wojny, nigdy tolerancji wobec okrucieństwa. Szlachetne i piękne przesłanie, ale jak je ponieść tam gdzie wciąż giną dzieci, gdzie ludzie żyją w obozach, a człowiek człowiekowi niesie śmierć. Przy dźwiękach orkiestry wracamy na rynek, w ciszy wsiadamy do autobusów, które nas wiozą na start.

Godzina 14. Ruszamy. Biegniemy przez miasto. Mieszkańcy Krasnobrodu gorąco kibicują. Łagodnym podbiegiem droga opuszcza miasto i wchodzi w las. To trudny odcinek, zwłaszcza pierwsze 15km. Jest sporo podbiegów, niektóre dość długie. Lubię taki teren, jest malowniczy. Pagórki, lasy, wioski i pola.

Zamość - ul.Kolegiacka
Zamość – ul.Kolegiacka

Droga to wchodzi na wzgórza to znów się zanurza w doliny. Piękne rozległe widoki. W wioskach kibicie, wśród nich wiele dzieci. Śpiewają, pozdrawiają, niektórzy organizują prywatne punkty odświeżania. Czuję, że ten bieg coś dla nich znaczy, że im też jest potrzebny.

Jest chłodno, pochmurnie, wzmaga się wiatr. Teren staje się bardziej płaski. Zamość wyraźnie jest coraz bliżej. Wydaje się być w zasięgu ręki, lecz trasa biegu odbija w bok. Biegniemy wzdłuż lotniska i z innej strony wbiegamy do miasta. Z daleka widać wieżę ratusz. Jeszcze jedna ulica, jeszcze długi podbieg, mijamy budynki i bramę starówki. Ostatni skręt i prostą ulicą wpadamy na rynek. Patrzę na zegar – czas 2:20 jest całkiem nieźle, lepiej niż wczoraj. Wracam pomału na obiad. Czuję, że znów coś się kończy, wprawdzie jeszcze jutro jeden etap. Jeszcze wieczorem bankiet, ale czas uciekł tak szybko. Mijają chwile, dni, kilometry. Zabawa jest świetna, wspaniała atmosfera, poznajemy się z trochę innej strony. Trochę tańczę, trochę podjadam, ale nie siedzę zbyt długo – start jutro rano o 10.

Zamość - Stara Brama Lwowska
Zamość – Stara Brama Lwowska

Start do ostatniego etapu zlokalizowano na ulicy Dzieci Zamojszczyzny nieopodal obiektów OSiR’u. Znów jest pochmurno i wieje wiatr, lecz częściej niż dotąd wychodzi słońce. Przed nami trzy pętle i dobieg na rynek starego miasta. Ruszamy. Jak zwykle pierwsi startują rolkarze i zawodnicy na wózkach. Dziś dzięki pętlom możemy podziwiać ich walkę. Tempo w jakim pokonują trasę jest naprawdę imponujące. Już na pierwszym okrążeniu słyszę za sobą syrenę radiowozu, a za nim szum pędzącego wózka. Ta prędkość naprawdę robi wrażenie.

Biegnę. Staram się utrzymać mocne (jak na mnie) i równe tempo. Pętla jest lekko pofałdowana. Wznosi się w stronę starego miasta by za Katedrą obniżyć się w stronę ZOO. Mostek na rzeczce. Ostry skręt w prawo, mijamy start, punkt odświeżania. Kolejna pętla, znowu biegniemy w stronę starówki. Tempo jest mocne. Staram się utrzymać w niewielkiej grupie. Sędziowie podają okrążenia. W końcu ostanie kółko, ostatni podbieg w stronę starówki. Tuż przed pałacem ostry skręt w lewo i dobrze znana ostatnia prosta. Wbiegam na rynek, próbuję przyspieszyć, czas na zegarze szybko ucieka. Wpadam na metę (1:06), dostaję medal.

Na wszystkich czekają dyrektor biegu oraz sędzia główny, którzy składają nam gratulacje. Słońce wyszło zza chmur i pięknie oświetla kamienice. Jestem szczęśliwy znów się udało, z czasu 7:42:43 jestem zadowolony. To dobry prognostyk na dalsze zawody. Jeszcze na obiad, odbieram dyplom i plecak w nagrodę, zostają chwilę na zakończeniu i znów pędzę przez miasto. Mijam rynek, kamienice, bastion obronny, tym razem się spieszę by zdążyć na bus do Warszawy.

Zamość - rynek
Zamość – rynek

Coś się skończyło, zostały wspomnienia. O pięknym mieście, z wspaniałą historią. O wielkim człowieku, którego marzenie przetrwało wieki, przeżyło rozkwit, zabory i wojny.

To jednak podróż, podróż z historią i biegiem w tle.

Dziękuję tym, którzy wymyślili i tworzą ten bieg. To wyjątkowe wydarzenie znaczące znacznie więcej niż bieg.