Moje pierwsze biegi

Zawsze uwielbiałem chodzenie po górach, ale gdy w wakacje 2002 r. ważyłem 98 kg nawet chodzenie przestało być dla mnie przyjemnością. Szczególnie deprymujący był dla mnie fakt, że mój 12 letni syn spokojnie idąc znikał przede mną na szlaku, a potem czekał przez półgodziny. Wiedziałem, że się ze mną nudzi. Zdałem sobie sprawę, że muszę coś zrobić, albo schudnę, albo koniec z górami.

Do tego nasiliły się problemy z odcinkiem lędźwiowym kręgosłupa. Po powrocie z urlopu zacząłem się odchudzać ograniczając jedzenie. Trochę pomogło, ale bardzo nieznacznie. Nadal było ponad 90. Chodziłem głodny i wkurzony. Gdy przyszły święta poddałem się. W efekcie pod koniec karnawału osiągnąłem 103 kg, co przy moim wzroście 173 cm dało BMI 34,5. Z początkiem postu znów zacząłem się odchudzać. Efekt mizerny.

Zielonka - Bieg Lechitów
Zielonka – Bieg Lechitów

Swoją przygodę z bieganiem rozpocząłem 23 marca 2003. Do tej formy odchudzania przekonał mnie Marek, kolega ze studiów. Sam biegał od lat i wiele opowiadał o swojej sportowej przygodzie. O maratonach, biegach ulicznych i przełajowych w kraju i za granicą. Pasja z jaką to mówił mnie zaintrygowała. Pomyślałem, że to nie tylko jedyny sposób na rozwiązanie mojego problemu wagą, ale też całkiem ciekawe zajęcie. Zacząłem od 3 km marszobiegów, oczywiście więcej w tym marszu i żadnej przyjemności. Gdy po tygodniu pochwaliłem się koledze, że już biegam, on przysłał mi plan treningowy do Maratonu Warszawskiego. To był taki żarcik bo nie przyszło mu do głowy, że mogę go zrealizować. Był to plan opracowany przez Jurka Skarżyńskiego specjalne dla debiutantów, którzy chcieli ukończyć pierwszy maraton. Wtedy dystans 42 km był czymś niewyobrażalnym. Wiedziałem przecież, co to znaczy przejść 20, 30 kilometrów w trakcie całodziennych wycieczek i to na nizinach. W górach pokonywałem znacznie krótsze odcinki.

Zielonka - Bieg Lechitów
Zielonka – Bieg Lechitów

Pod koniec kwietnia przebiegałem 10 km w 70 minut. Maj to moje pierwsze 15 km. Pojechałem po raz pierwszy na poligon w Zielonce, gdzie Marek wraz z koleżankami i kolegami organizował Bieg Lechitów. Bieg odbywał się na 2,5 km pętli, po leśnej, piaszczystej drodze. Pogoda piękna, gorąco. Przez pierwsze dwie pętle prowadziła mnie Ania, bym się nie zgubił. Potem ruszyła swoim tempem. Dla mnie dystans 20 km był nieosiągalny, ale formuła tego towarzyskiego biegu zakłada, że jest to dystans maksymalny. Jak ktoś z jakiś powodów przebiegnie mniej to zajmuje miejsca za tymi którzy pokonali więcej. Skończyłem po 15 km z czasem 1:38.:00

Zielonka - Bieg Czapusia
Zielonka – Bieg Czapusia

Bieganie z innymi i atmosfera sportowej rywalizacji tak bardzo mi się spodobała, że zacząłem szukać okazji do startu. W maju zmierzyłem się z dystansem 7 km w Bieg Ku Słońcu. To był mój pierwszy start w Parku Skaryszewskim. Czas 38:55.

Pierwszego czerwca znów pojechałem do Zielonki, by sprawdzić swoje sprinterskie predyspozycje na Biegu Czapusia. Trasa wiodła leśną drogą pomiędzy dwoma bunkrami oddalonymi od siebie o 500 m. Start i meta była przy jednym z bunkrów, a przy drugim nawrotka. Mierząc się po raz pierwszy z dystansem 1  km uzyskałem wynik 4:24. Może nie najlepszy, ale miałem jeszcze wtedy 81 kg.

Zielonka - Bieg Czapusia
Zielonka – Bieg Czapusia

Tydzień później , znów w Zielonce wystartowałem w Otwartych Mistrzostwach Władysława IV. Dystans 7 km poprowadzony leśnymi duktami pokonałem w czasie 38:43. Trzy dni po raz pierwszy wystartowałem w Grand Prix Warszawy na Kabatach. Bieg Ukończyłem ukończyłem z zaskakującym dla mnie wynikiem 51:57. Nieważne czy to jest 100 m mniej czy nie, nigdy wcześniej nie przebiegłem 10 km poniżej godziny. Zacząłem zastanawiać się czy kiedyś nadejdzie taki dzień, że będę w stanie przebiec na luzie i bez większego zmęczenia 10 km poniżej godziny.

Zielonka - Bieg Władysława IV
Zielonka – Bieg Władysława IV

Cały czas starałem się trzymać planu, ale ponieważ chciałem biegać więcej razy w tygodniu niż on zakładał przerzuciłem się na plan dla bardziej zaawansowanych. Starty, które starałem się wplatać w plan traktowałem jako okazje do mocnego wybiegania. Było to mocno naciągane, ale sprawiało mi tyle radości, że nie mogłem się powstrzymać. Bieg w Parku Moczydło, kolejne Kabaty.

Pod koniec czerwca zrobiłem sobie tydzień wolnego od biegania. Byłem zmęczony i potrzebowałem odmiany, dlatego wybrałem się z Bartkiem w Beskid Niski. Pojechaliśmy do Stróży by zielonym szlakiem przez Wyskitną i Maślaną Górę dotrzeć do Szymbarku. Tam zwiedziliśmy skansen. Następnego dnia nadal zielonym poszliśmy przez Przełęcz Żdżar, na Magurkę Małastowską. Stąd przechodząc obok schroniska zeszliśmy niebieskim szlakiem do Banicy. Dalej żółtym szlakiem dotarliśmy do Bartnego.

Szymbark ze szlaku na Magurę Małastowską
Szymbark ze szlaku na Magurę Małastowską

W lipcu wróciłem do treningów i wystartowałem w moim pierwszym półmaratonie SBBP na Młocinach. To był już sprawdzian, chciałem się dowiedzieć na czym stoję w połowie przygotowań do maratonu. Ciągniony przez sympatycznych kolegów z SBBP wydusiłem z siebie 1:54:39. Byłem przedostatni, ale waga spadła już poniżej 80 kg. Lipiec zakończyłem startując po raz pierwszy dzień po dniu w Bieg Powstania Warszawskiego oraz Pucharze Maratonu Warszawskiego na Agrykoli. Oba biegi na dystansie 10 km.

zdjęcia Lechici