25 Maraton Warszawski, mój pierwszy

Gdy 14 września stanąłem na starcie miałem za sobą 30 km wybiegania, jedno nawet po górach. To jednak nie to samo co 42,195 km. Biegłem ostrożnie, pierwszą połówkę prowadził mnie Grześ kolega z Lechów, który mając przed sobą maraton w Berlinie biegł na luzie. Dla niego to było raczej długie rozbieganie.

Las Kabacki - tu startowało Grand Prix Warszaawy
Las Kabacki – tu startowało Grand Prix Warszaawy

Start na Powązkach przy Rondzie Zgrupowania AK „Radosław”. Start i biegniemy. Trasa prowadzi przez najpiękniejsze zakątki stolicy. Nowe i Stare Miasto, Plac Zamkowy, Krakowskie Przedmieście, Plac Piłsudskiego. Niesamowicie się pośród tych pięknych kamienic. Dalej na Pragę przez Most Gdański i dołem wzdłuż ZOO. Wybrzeże Helskie i Most Świętokrzyski. Biegniemy ulicami gdzie w szczycie jest ciężko przejść na drugą stronę.

Czas na półmetku dobry – 1:50, spokojny choć tylko minutę gorszy od „życiówki” w półmaratonie (z 15 sierpnia w Radzyminie). Potem Grzegorz zwalnia, ja nieznacznie przyspieszam. Czuję się mocno. Wybrzeże Kościuszkowskie, długa monotonna prosta. Słońce ostro przygrzewa. Na szczęście punkty odświeżania są co 2,5km. Do Wilanowa dobiegam w dobrej formie. Po drodze dogoniłem Leszka (SBBP), zamieniłem z nim parę słów. Pobiegłem do przodu, jakoś mnie niosło. Potem przyszedł kryzys. To może jeszcze nie ściana, ale na pewno już ścianka. Przechodzę w marsz, chwilami podbiegam. Upał, zmęczenie. Zaczynam się poddawać, powłóczę nogami. Dopada mnie brak doświadczenia. W tedy jeszcze nie wiedziałem co znaczy zdanie: „maraton się biega głową”. Na szczęście dogonił mnie Leszek. Dodał otuchy, pociągnął ze sobą. Czerniakowską znowu już biegnę. Skręt w Szwoleżerów. Do końca już blisko. Adrenalina robi swoje. Park Agrykola, Meta. Czas według pomiaru netto 3:54:50, od strzału startera 3:55:13. Gdyby pomoc Grzegorza i Leszka nie złamałbym 4 godzin.

Maraton Warszawski
Maraton Warszawski – BOP, Góral i Keram

Plan wykonałem, przebiegłem maraton i ważyłem 70 kg (ponad 30 kilogramów mniej). BMI osiągnęło właściwy poziom 23,5. Przedtem myślałem, że to będzie rzeczywiście spustoszenie dla organizmu. Na mecie byłem wykończony, głównie przez ten „potworny” podbieg na Agrykolę ;-). Jednak dwa tygodnie później w Gnieźnie pobiegłem Półmaraton Lechitów w 1:40:15.

Od tamtej pory biegam regularnie 5-6 razy w tygodniu. Po prostu bardzo lubię biegać i jest to dla mnie najlepszy odpoczynek. I bardzo polubiłem starty. Atmosfera, wyzwania, walka z własnymi słabościami, możliwość sprawdzenia siebie. Dla mnie to właśnie walka ze samym sobą. Oczywiście rywalizujemy. Każdy chce zająć jak najlepsze miejsce, jeżeli nie w open to przynajmniej w kategorii. Jednak w trakcie zawodów atmosfera bardziej sprzyja współpracy. Tak często spotkałem się z pomocą, tak wiele razy inni zawodnicy pomogli mi osiągnąć lepszy wynik.

Gniezno - Bieg Lechitów
Gniezno – z Prezesem i Mundkiem

Do końca roku startowałem jeszcze na Kabatach w Grand Prix Warszawy, W Biegu Niepodległości na trasie  poprowadzonej Traktem Królewskim Z Karkowskiego Przedmieścia do Pałacu w Wilanowie o w drugiej edycji Półmaratonu Młocińskiego, która odbyła się 28 grudnia. Pod koniec roku już wiedziałem, że taki styl życia mi odpowiada, wiedziałem co chcę dalej robić.

Postanowiłem, że w przyszłym roku przebiegnę dwa maratony. Pierwszy na wiosnę, drugi na jesień. Póki co trzeba się skupić na treningu. Przepracować solidnie zimę. Sprawdzić się na krótszych  dystansach.