wirtualnyGarwolin.pl

Mistrzostwa Garwolina

Przed Bydgoszczą czuję się mocny, ale nie bardzo wiem na co mnie stać. Ostatnie starty nie dały mi żadnych wskazówek. Treningi szły bez przeszkód, ale ostatnio bardzo mało pływałem. W otwartych wodach w tym roku pływałem tylko w Warszawie, a po Suszu czuję się niepewnie. Niby sobie tłumaczę, że to tylko błąd techniczny, ale obawy pozostają. Gdy się dowiedziałem, że tydzień przed Bydgoszczą są organizowane Mistrzostwa Ziemi Garwolińskiej w pływaniu na wodach otwartych od razu zdecydowałem się na start. Wybieram dystans 1500 m i ponieważ regulamin nie zabrania startuję w piance. Mam z nią porachunki 😉 

Do Garwolina jadę pekaesem. Docieram sporo wcześniej. Spokojnie prowadzony przez gps w telefonie idę wąskimi ulicami. Jest pusto. Opuszczam starą część miasta. Mijam osiedla domków jednorodzinnych, stadion, zakłady przemysłowe. Przechodzę wiaduktem na drogą ekspresową. Z daleka widzę po lewej błękitne oczko wodne. Nad nim jakieś nieduże zabudowania, słomiane parasole, namioty przy których krząta się kilka osób. Na parkingu kilka samochodów. Schodzę z wiaduktu i idę drogą dojazdową do Ośrodka Wypoczynkowego Mamut.

Jezioro Mamut, start
Jezioro Mamut, start

Ktoś się pyta czy mnie podwieźć. Dziękuje, nie skorzystam. Szło mi się naprawdę dobrze. Słoneczko świeciło z za chmur, nie było zbyt gorąco. Cała droga to trochę ponad 3 km. Docieram do plaży. Jest fajny jasny piasek i spore dobrze zabezpieczone kąpielisko. Przy pomoście stoją namioty obsługi sędziowskiej. Ustawiana jest brama startowa. Idę do biura zawodów w barze, odbieram pakiet.

Spotykam kilku znajomych. Między innymi Bożenę i Bogdana. Znakomity biegacz, niedościgniony mistrz na dystansach od 10 do 100 km. Człowiek, który maraton poniżej trzech godzin biega jako pacemaker. Wicemistrz świata i rekordzista Polski weteranów w kat. M60 na dystansie 100 km (8:21:21). Od niego się dowiedziałem, że od niedawna zainteresował się triathlonem. Dla urozmaicenia, sprawdzenia czegoś innego, nowych wyzwań. Dopiero zaczął się uczyć pływania. Dla mnie genialne. Kolejny dowód na to, że nigdy nie jest za późno. Że jak się chce, to można. Przypomniała mi się książka Haruki Murakami, którą dostałem od Prezesa na pięćdziesiątkę. Ona mnie wtedy bardzo natchnęła, sprawiła, że uwierzyłem iż mogę w triathlonie jeszcze powalczyć. Teraz przykład Bogdana przypomniał mi, że nigdy nie jest za późno.

Jezioro Mamut
Jezioro Mamut

Czas na rozmowie upłynął szybko. Pora się wcisnąć w piankę i trochę rozpływać. Wchodzę do wody, pływam wzdłuż lin kąpieliska. Kilka osób szykuje się do pierwszej konkurencji. Po chwili start na 400 m. Nie wychodząc z wody obserwuję jak płyną. Po nich my startujemy. Miały być trzy dystanse, ale ostatecznie zostały dwa. Impreza jest bardzo kameralna. Zorganizowana na szybko. W zasadzie w ostatniej chwili. Pomysłodawcą i głównym organizatorem jest Michał Łubian. Jego doświadczenie i zapał gwarantują organizację na wysokim poziomie. Zgłosiło się mało chętnych, ale to 14 sierpnia, zawodów w tym dniu jest mnóstwo. Dla mnie to wyjątkowa impreza. Już nie pamiętam kiedy startowałem w kameralnych zawodach. Przypomniały mi się czasy z początków mojego biegania gdy na starcie stawało kilkadziesiąt osób, a nie setki czy tysiące. Ma to swój wyjątkowy klimat.

Wychodzę z wody. Ustawiam się przed bramą startową. Sędziowie zliczają zawodników i rozpoczyna się odliczanie. W biegamy do wody. Jest dużo miejsca, więc tym razem ustawiam się w środku stawki. Płynę wzdłuż pomostu. Mijam pomarańczową boję, która będzie nawrotową przy kolejnych pętlach i kieruję się na następną dobrze widoczną na tle trzcin. Ruszam spokojnie. Gdzie z tyłu głowy kołaczą się głupie myśli. Koncentruję się na stylu. Długie spokojne pociągnięcia. Równy oddech. Warunki są dobre. Nikt mi nie przeszkadza. Nie ma pralki. Trzeba się skupić. Odrzucić obawy. Czuję się dobrze. Nabieram pewności. Nawracam przy boi. Obieram kurs na następną, nieco bardziej oddaloną. Zaczynamy się nieco rozciągać. Próbuję utrzymać odległość do następnego zawodnika. Przed boją nawet się do niego zbliżam.

Jezioro Mamut
Jezioro Mamut

Nawracam. Płynę w kierunku plaży. Kieruję się na bramę i namioty, bo boi nawrotowej nie mogę rozpoznać wśród ograniczających kąpielisko. Nie ma to jednak wpływu na nawigację. Udaje mi się utrzymać kierunek. Mijam kąpielisko. Do pływam do żółtej boi. Zawracam. Kolejna pętla . Płynę praktycznie sam. Staram się pilnować techniki, kontrolować długie pociągnięcia, mocno pracować nogami. Wiem, że gdy staram się przyspieszać zaczynam skracać i w efekcie płynę wolniej. Mijam boję. Obieram kurs na drugą. Trochę za długo płynę bez korygowania kierunku i wypływam na środek jeziora. Poprawiam kurs. Nawrót. Kąpielisko Ostatni nawrót i do plaży. Próbuję przyspieszać, ale trochę brakuje pary. Ktoś mnie wyprzedza. Staram się za nim utrzymać. Nic z tego. Omijam kąpielisko i dopływam do brzegu. Wybiegam. Mijam bramę. Czas 34:43. Nie jest źle. Gorzej od życiówki, ale z tym się liczyłem. Najważniejsze, że znów nabrałem pewności. Wychodzą kolejni zwodnicy. Obserwuję, chwilę odpoczywam i idę się przebrać.

Podium M50
Podium UM3, Konrad, Tomasz i Bogdan

Po zawodach poczęstunek z grilla. Pyszna karkówka i kiełbaska. Rozpoczyna się dekoracja. Najpierw 400 m open, kategorie, a potem 1500. Open, młodzież, i w końcu seniorzy. Michał wyczytuje moje nazwisko. Zająłem drugie miejsce, za Tomkiem, kolegą z Warsaw Masters Team i przed Bogdanem. To dość niezwykłe podium. Moje pierwsze w roli pływaka. Jestem przyzwyczajony by zamykać listę. Taka jest specyfika kameralnych zawodów. Wyjątkowa atmosfera, wyjątkowe zawody. Mimo niskiej frekwencji pomysł ma duże szanse, bo jest świetnie realizowany. Michałowi udało się nie tylko dobrze to zrobić, ale też przekonać do swojego pomysłu gospodarzy terenu i przedstawicieli lokalnych władz. Zapowiada się fajna impreza na kolejne lata. To dobrze bo w naszej okolicy brakuje zawodów Open Water, a jezioro Mamut świetnie się do tego nadaje. Wracam z Bożeną i Bogdanem. Podwożą mnie samochodem. Wspominamy, rozmawiamy o swoich przygodach, o planach na przyszłość. Za tydzień spotkamy się w Bydgoszczy.

zdjęcia serwisów kuriergarwolinski.pl oraz wirtualnyGarwolin.pl