Malbork zdobyty

W zeszłym roku przez chorobę nie mogłem wystartować w triathlonie Bydgoszcz-Borówno i przez to zbyt wcześnie skończyłem triathlonowy sezon. Postanowiłem, że w tym roku, nie popełnię tego błędu i zaplanuję sobie start rezerwowy. Z uwagi na dogodny termin, w dwa tygodnie po Bydgoszczy wybrałem Malbork. Poza tym byłem ciekawy jak wygląda ta impreza, bo słyszałem o niej dobre opinie.

Malbork, ul. T.Kościuszki
Malbork, ul. T.Kościuszki

W Bydgoszczy poszło nadspodziewanie dobrze. W tej sytuacji postanowiłem Malbork potraktować jako rekonesans. Zapoznanie z trasą i warunkami. Jednak dość szybko dochodziłem do siebie. Bardzo lekki tydzień zakończony Półmaratonem Praskim, potraktowanym jako mocniejsze wybieganie. Przebiegłem go spokojnie bez problemów i podbudowany wyruszyłem do Malborka, zakładając, że mogę spróbować powalczyć.

Na triathlon pojechałem żoną. Po raz pierwszy udało mi się ją namówić na wyjazd na zawody. Do Malborka dotarliśmy dość wcześnie. Z dworca do Hotelu Piast, w którym mieliśmy zarezerwowany pokój było na piechotę ok kilometra. Po drugiej stronie ulicy znajdował się McDonald’s do którego wpadliśmy na kawę.

Malbork górny zamek
Malbork górny zamek

Zameldowaliśmy się w hotelu, zostawiliśmy rzeczy i wybraliśmy zobaczyć zamek. Z hotelu to jakieś 200 m, przynajmniej do kas na przedmurzu. Nie było kolejki. Po krótkiej naradzie zdecydowaliśmy się kupić bilety w opcji z audio deskrypcją. Nie czekając na przewodnika, własnym tempem ruszyliśmy zwiedzać tę niezwykłą twierdzę. Muszę przyznać, że audio deskrypcja jest świetnie zrobiona, Z czystym sumieniem mogę polecić. Elektroniczny przewodnik bezbłędnie prowadzi przez zamek, doskonale się orientując w naszym położeniu. Ciekawie opowiada, ciepłym sympatycznym głosem. Zawsze można sobie coś powtórzyć lub przewinąć, gdy dany temat nas nie interesuje. Można też z tego skorzystać, gdy w jakieś sali jest tłok, pójść dalej i potem wrócić. On zawsze wie gdzie jesteśmy.

Malbork zamek
Malbork zamek

W kliku miejscach jest możliwość wybrania tras opcjonalnych, przez dodatkowe komnaty. Standardowa trasa z żywym przewodnikiem ich nie obejmuje. Na ekranie urządzenia wyświetlane są dodatkowe wskazówki. Jest to bardzo przydatne, bo zamek jest ogromny, zawiłe korytarze, kręte schody, wąskie przejścia. Można się pogubić. Sam zamek jest niezwykły i w coraz lepszej formie. Dopiero w tym roku zakończono pełną rekonstrukcję i odbudowę po zniszczeniach z 1945 r.

Malbork - refektarz
Malbork – refektarz

Niestety z wyposażenia wnętrz niewiele się zachowało, ale to co jest udostępnione jest warte obejrzenia. We wnętrzach znajduje się wiele wystaw i jest co oglądać. Na mnie największe wrażenie zrobiły wystawa bursztynów i zbrojownia. Sama budowla jest warta zobaczenia jej konstrukcja i ogrom robią wrażenie. Trudno to wszystko opisać, najlepiej zobaczyć samemu.

Po wyjściu z zamku zjedliśmy obiad. Potem zabrałem rower i kolejny raz przechodząc przez zamek poszliśmy do biura zawodów. Z hotelu ok 1400 m. Tam jest naprawdę wszędzie blisko. Dla mnie nie dysponującego samochodem to wielka zaleta. Odebrałem pakiet, zostawiłem rower i wróciliśmy do hotelu. Ponieważ Marzenka była już mocno zmęczona na odprawę i pasta party poszedłem sam. Oczywiście kolejny raz na zamek, bo odbywały się w Ośrodku Konferencyjnym Karwan znajdującym się w dawnym budynku zbrojowni.

Malbork zamek
Malbork zamek

Rano znów przechodząc przez zamek udałem się do strefy zmian. Dopompowałem koła, rozłożyłem sprzęt, sprawdziłem czy wszystko jest przygotowane. Poranek pochmurny, jest w miarę ciepło, pada delikatny deszcz. Ponieważ można korzystać zarówno z kuwety przy rowerze, jak i z worków na wieszaku wybieram wariant mieszany. Kask, numer, okulary zostawiam na kierownicy, buty wpięte w pedały. Sprzęt na bieganie: buty, skarpety, ręcznik i czapkę układam w kuwecie, przykrywam folią. Po doświadczeniach z Borówna postanowiłem biec w skarpetach. Na wieszaku zostawiam pusty worek, do którego potem wrzucę piankę, czepek i okularki.

W oczekiwaniu na start
W oczekiwaniu na start

Czas szybko leci. Wychodzę ze strefy, wbijam się w piankę i idę do wejścia do wody. Tam czeka na mnie Marzenka. Wymieniamy parę słów, Marzenka robi zdjęcia, sędziowie dają sygnał, że czas wchodzić do wody. Wąskim korytarzem w trzcinach, ograniczonym linami wypływam w stronę kładki. Dopływam do boi wyznaczającej linie startu i czekam. Część osób trzyma się lin przy filarach. Jest tam zbyt tłoczno wole spokojnie dryfować. Pogoda bezwietrzna, a prąd tak leniwy, że w ogóle nie odczuwałem by mnie znosiło.

Malbork, Nogat
Malbork, Nogat

Huk armaty …

.. ruszamy. Obieram kierunek na odległą białą boję i płynę. Jest dobrze. W okół kilka osób. Czasami się zderzamy. Niestety trafił się żabkarz i kopie. Odpływam trochę od niego. Nie mogę złapać dobrego rytmu. Pamiętam jak fajnie płynęło mi się w Borównie. Tu jakby woda stawiała większy opór. Dopływam do pierwszej boi, skręt o 90 stopni i krótki odcinek w poprzek rzeki. Kolejna boja i powrót w stronę kładki. Jak zwykle przy bojach robi się ciasno. Płynę. Po lewej trzciny, po prawej zamek. Ciekawie wygląda z tej perspektywy.

Dobieg do strefy
Dobieg do strefy

Dopływam do kładki. Mijam jedną boję, drugą i znów długi prosty odcinek. Teoretycznie pod prąd. Widzę, że obok mnie płyną cały czas te same osoby, to dobrze. Wygląda na to, że trzymam przynajmniej względnie równe tempo. Kolejne dwie boje i ostatnia prosta. Obieram kierunek na białą boję na tle kładki i płynę. Po jakiś czas stwierdzam, że chyba za bardzo zbliżyłem się do zamku. Przechodzę na chwilę w żabkę. Rozglądam się. Obrałem kurs na niewłaściwą boję. Zmieniam kierunek i płynę w stronę wyjścia z wody. Trochę nadrobiłem. Przepływam pod kładką, wpływam w korytarz. Wolontariusze pomagają wyjść z wody. Biegnę do strefy. Jest dość daleko. Organizator zadbał o nasz komfort wykładając cały odcinek wykładziną i budując schody na skarpie.

Wybiegam ze strefy
Wybiegam ze strefy *)

Wbiegam do strefy, ściągam piankę, do worka i na wiesza. Dobiegam do roweru. Już rutynowo, okulary, kask, numer. Ściągam rower z wieszaka. Wybiegam. Dość długi wybieg i trochę niewygodne wyjście na trasę. Z lewej nadjeżdżają kolarze z dystansu długiego. Jest wąsko trzeba bardzo uważać. Na szczęście obsługa czujnie kieruje ruchem i pomaga sprawnie wyjechać. Wsiadam na rower. Stopy na buty. Nabieram prędkości, wsuwam spokojnie nogi do butów. Dopinam rzepy, jadę. Myślę, że już dopracowałem ten manewr. Zmiana butów na triathlonowe okazała się korzystna i bez problemowa. Skręt w prawo i wyjeżdżam z Malborka. Trasa jest prosta, płaska, asfalt dobrej jakości. Miejscami dość wąsko. Deszcz nie ustępuje. Chwilami nawet się wzmaga. Tralewo. Trasa rozdziela się we dwie strony. Ja jadę prosto. Pierwsza nawrotka, sprawnie. Jest wystarczająco szeroko. Odcinek prosty i znowu Tralewo. Ostry skręt w prawo. Znów długa prosta. Przy bocznych drogach wolontariusze pilnują by nikt nam nie wyjechał.

wyjazd na pierwszą pętlę
wyjazd na pierwszą pętlę

Deszcz się nasila, ale widać w tym sezonie mam się nauczyć jazdy w takich warunkach. Idzie mi całkiem sprawnie. Kolejny zakręt zabezpieczony przez policje. Znów długa prosta. W oddali widać wieżę kościoła. Zbliżam się do miejscowości Lichnowy. Nawrotka. Znów prosta, zakręt, prosta. Czuję, że wiatr się nasilił. Próbuję utrzymać tempo, nie wychodzi. Tralewo, skręt w prawo. Trzeba mocno zwolnić. Wciąż pada. Długa prosta i skręt do Malborka. Przejazd pod wiaduktem, krótki dojazd skręt w prawo i punkt żywieniowy. Zwalniam, biorę bidon. Zakręt na rondzie, krótka prosta i ostry zakręt w ulicę Wałową. Po prawej mijam kładkę nad Nogatem. Dojeżdżam do terenu kempingu nad stawem. Tutaj, znajduje się centrum zawodów. Przy trasie pod parasolką stoi Marzenka. Na mój widok próbuje zrobić mi zdjęcie.

Na trasie rowerowej
Na trasie rowerowej *)

Wciąż pada. Wyjeżdżam na drugą pętlę. Tym razem mija jakoś szybciej, choć prędkość nie wzrosła. Wiem, że mam za niską kadencję. Nogi słabo się kręcą. Cóż mają prawo. Trzecia pętla. Wałowa i skręt na zjazd do mety. Rozpinam buty, wysuwam nogi, dojeżdżam do belki. Tym razem sprawnie zsiadam z roweru. Wbiegam na ścieżkę dobiegam do strefy. Odwieszam rower. Dokładnie wycieram nogi ręcznikiem, zakładam skarpetki i buty. Traci się na tym trochę czasu, ale po Bydgoszczy wiem, że warto.

koniec pierwszej pętli
koniec pierwszej pętli

Wybiegam. Marzenka stoi przy wyjściu ze strefy. Naprawdę jest fajnie jak mi kibicuje. Podbiegam na kładkę i na druga stronę. Na biegu trzeba się trzymać lewej strony. Jest bardzo wąsko. Na drugim brzegu ostry skręt w lewo. Biegnę parkową ścieżką wzdłuż Nogatu. Dość długi odcinek. Zwężenie, zaczyna się ruch dwukierunkowy. Dobieg do nawrotu na dość dużym placu, gdzie zorganizowano punkt żywieniowy. Gdzieś w międzyczasie przestało padać. Polewam się wodą, piję izotonik. Z powrotem parkową alejką do miejsca gdzie lewy pas odbiega pod górę do ulicy Parkowej. Lekki zbieg pod wiadukt kolejowy. Dalej ulica prowadzi wzdłuż zamku. Stąd się roztacza piękny widok na całe przedzamcze, mury, wieże i potężną bryłę zamku górnego. Kolejny punkt. Woda, izo, żel. Skręt na most nad Młynówką i obok kas muzeum. Przez bramę obok wieży wbiegam na teren przedzamcza. Wolontariusze się dwoją i troją by nam zapewnić bezpieczne przejście wśród tłumu turystów, którzy są trochę zdezorientowani faktem, że ktoś tu biega. Przez most nad fosa i bramę w wieży w murze dostaję się na teren zamku niskiego. Droga prowadzi po starym bruku. Spacerujący turyści nas dopingują. Trasa skręca do suchej fosy.

Bieg fosą
Bieg fosą *)

Biegniemy u stup murów zamku średniego, a dalej wysokiego. Widok z tej perspektywy sprawia, że zamek wygląda na jeszcze potężniejszy. Nawrotka, powrót fosą i wybieg na nadbrzeże. Kawałek wzdłuż Nogatu, Znowu nawrotka i dobieg do kładki. Na drugą stronę wzdłuż płotków. Znów bardzo wąski odcinek. Kładka kołysze się w rytm kroków. Po drugiej stronie zbieg nad jeziorko, dookoła którego wracamy by równolegle do strefy wybiec na drugą pętlę. Dostaje gumkę, która ułatwia liczenie. Kolejny raz mijam Marzenkę. Tym razem ustawiła się tuż przed strefą. Pętla zaczyna się punktem żywieniowym. Jak zawsze polewam czapkę wodą, biorę kilka łyków izotonika i żel. Wybiegam na kładkę. Tempo przyzwoite. Jakieś 36 minut. I tak kolejne dwie pętle. Na biegu tempo udało mi się utrzymać. Ostatnia prosta, nawrót o 180 stopni i finisz do mety. Wbiegam.

na mecie
na mecie

Czas przyzwoity 5:28:32. Kolejny ponad godzinę lepszy od debiutu. Jestem naprawdę zadowolony. To mój 23 triathlon. Marzenka czeka przy mecie. Dostaję medal, koszulkę finiszera. Wypijam jeszcze dwa kubki izo, zjadam drożdżówkę. Wychodzę ze strefy. Odbieram plecak z depozytu, idę się umyć, przebrać, zjeść ciepły posiłek. Chwila odpoczynku. Obserwujemy kolejnych zawodników, którzy wjeżdżają do strefy. Ja mam zawody za sobą, a oni przed sobą maraton. Nie dawno byłem w podobnej sytuacji. Odbieram rower i po raz ostatni idę przez kładkę na Nogacie. Mijamy zamek dolny idziemy po resztę rzeczy do hotelu. Czas szybko ucieka, niedługo pociąg. Po drodze na dworzec zatrzymujemy się na piwo. To znaczy ja pije piwo, Marzenka kawę. Dzwoni telefon. Adam mi składa gratulacje i mówi, że wygrałem kategorię. Aż trudno uwierzyć. Z takim czasem. Cóż kategoria jest zawsze loterią. Niestety nie mogę zostać na zakończeniu. Muszę wracać. Z żalem bo fajnie jest stanąć na podium.

*) zdjęcia z serwisu startlist.pl