Łurzyckie Ściganie

W maju zdecydowałem się na start w Łurzyckim Ściganiu. Zawody w formule jazdy indywidualnej na czas. Dla mnie debiut w tej konkurencji, pierwszy w życiu start z platformy. Znakomicie przygotowana impreza,  fajna atmosfera, sporo znajomy. Startowaliśmy w 30 sekundowych odstępach w kolejność ustalonej na podstawie zadeklarowanego czasu. Zawody obywały się w dobrze mi znanym z treningów rejonie. Dojazd na start potraktowałem jako solidną rozgrzewkę (ok 28 km). Odebrałem pakiet. Czekając na start spotkałem Adama, który startował bezpośrednio przede mną. Trochę pogadaliśmy, zrobiliśmy krótką rozgrzewkę, z krótkimi przyspieszeniami na dogrzanie. Pogoda była fajna. Słoneczko co raz wyglądało z za chmur i grzało przyjemnie. Niestety był silny, porywisty wiatr. Star był usytuowany niedaleko miejscowości Gassy na drodze dojazdowej do promu na Wiśle. Zgodnie z kolejnością zawodnicy ustawiali się przed wejściem na platformę, z której sędziowie nas wypuszczali. Gdy ruszył Adam wszedłem na platformę, wpiąłem buty w pedały i czekałem. Komenda start, lekkie odepchnięcie i zjeżdżam w dół po platformie. Rozpędzam się spokojnie i jadę pod wiatr.

Po kilkuset metrach trzeba uważać, bo z prawej wyjeżdżają zawodnicy na drugą pętlę. Obsługa pilnuje by wszystko przebiegło sprawnie. Czernidła, Łęg. Ktoś mnie wyprzedza z charakterystycznym klekotem carbonu. Habdzin. Ostry skręt w prawo. Zawody odbywają się przy ruchu otwartym, ale w takich newralgicznych miejscach czuwa policja i ułatwia wyjazd na główną drogę.  Dobrze wiem, że tu jest znak stopu, ale widzę z daleka jak policjant zatrzymuje samochody i daje mi znak że mam jechać. Jadę mijam Opacz. Szeroka wygodna droga łagodnie skręca w kierunku Wisły. Tu mam wiatr w plecy. Cisnę. To jest odcinek, na którym da się powalczyć. Ciszyca. Lekki podjazd i ostry skręt w prawo. Jak wszystkie na tej trasie.

Pętla, na której były rozgrywane zawody.

Droga wzdłuż Wału. Tu jest dość wąsko i sporo rowerzystów. Trzeba bardzo uważać przy wyprzedzaniu. Odcinek teoretycznie jest zamknięty dla ruchu, ale z na przeciwka wyjechał samochód. Nie piszę o tym, by krytykować organizatorów, ale by ostrzec. To się niestety zdarza. Zawsze się może znaleźć kierowca, któremu się spieszy i kombinuje. Nie tylko tu, na innych zawodach też to widziałem. Zawsze trzeba uważać. Znam tę drogę dość dobrze i mocno zwolniłem przed zakrętem. W tedy z za drzew wyjechał samochód. Na tym odcinku są dwa takie miejsca, gdzie nie widać drogi za zakrętami. Poza tym  to świetna trasa.

Długa prosta. Znów jadę mocno. To oczywiście moje mocno, pojęcie względne. Wiatr boczny z pól daje się we znaki. Zwłaszcza, że jest porywisty. Doganiam kogoś, wyprzedzam. Kolejny podjazd i ostry skręt, a jakże w prawo. Gassy. Jest meta. Jeszcze nie dla mnie. Wyjeżdżam na drugą pętlę. Znowu pod wiatr, prędkość spada. Staram się cisnąć. Habdzin, Opacz, Ciszyca. Droga wzdłuż wału. Tym razem bez przeszkód. Niewiele przed metą doganiam Adama. Wyprzedzam. Tym razem punkt dla mnie 😉 Podjazd, skręt, Gassy. W padam na metę. 34:45,75. Z taką dokładnością jeszcze mi nikt nie mierzył czasu. No chyba, że na basenie. Szału nie ma jest nad czym pracować, z czego wyciągnąć wnioski. Świetna impreza.

zdjęcie z profilu facebook/lurzyckie.sciganie