Kowary

To był mój najbardziej pracowity urlop w mojej biegowej przygodzie i najnudniejszy dla mojej żony. Szykowałem się do Spartathlonu. Miałem przed sobą nie tylko 246 kilometrów do pokonania,ale też duże przewyższenia. Po konsultacji z Darkiem wybór padł na Karkonosze. To rejon, który Darek zna doskonale. Dzięki temu rozpisane treningi uwzględniały nie tylko dystans i tempo, ale też charakter tras i przewyższenia. Trasa z Aten do Sparty to nie tylko asfalt, ale też wiele kilometrów szutrówek i górska stroma ścieżka na Sangas.

Kowary
Kowary

Do takich warunków miałem się przygotować. Dzięki pomocy trenera miałem zaplanowany i zorganizowany cały pobyt. Znajomy Darka wynajął mi mieszkanie w Kowarach. Mieliśmy ciszę, spokój i komfortowe warunki. Byliśmy tylko we dwoje. To dla mnie było super. Marzenka była w gorszej sytuacji, gdy ja wybiegałem zostawała sama na kilka godzin. Spartathlon wymaga poświęceń. Dni były do siebie podobne. Rano wstawałem o 6:00 i wybiegałem na półgodzinną przebieżkę, po której realizowałem zaplanowany przez Darka zestaw ćwiczeń. Potem szybki prysznic i śniadanie, które w międzyczasie przygotowała mi Marzenka.

Równina pod Śnieżką
Równina pod Śnieżką

Na zasadniczy trening wychodziłem o 9:00. Przeważnie biegłem z Kowar drogą przez pola i łąki do Karpacza. Dalej już różnie w zależności od planu. Darek tak to wymyślił, że trasy miały różne warianty i treningi się nie powtarzały. Byłem wprawdzie już nieraz w Karkonoszach, ale widziałem tylko najbardziej znane rejony. Zdobycie Śnieżki po wjechaniu wyciągiem na Kopę, to nie to samo co wbiegnięcie na nią z Kowar. Prawdę powiedziawszy zazwyczaj omijałem sam szczyt Drogą Jubileuszową. Na samym wierzchołku byłem tylko dwa razy. Po takim treningu, po obiedzie oczywiście odpowiednio przygotowanym przez Marzenkę i 2-3 godzinnym odpoczynku wychodziłem na drugi trening.

Dom Śląski, w tle Śnieżka
Dom Śląski, w tle Śnieżka

Poranne bieganie i ćwiczenia były traktowane jako rozgrzewka, a nie trening. Popołudniowy trening był krótki, interwałowy, na płaskiej nawierzchni. Miał na celu mnie ożywić, utrzymać wydolność tempową. Realizowałem go albo na asfaltowej drodze dojazdowej do osiedla, na którym mieszkaliśmy, albo na stadionie. Stadion był trochę zaniedbany, żużlowa bieżnia nieco zarosła trawą, ale to nie stanowiło problemu. Najdłuższa trasa jaką biegłem prowadziła z Kowar przez Krzaczynę do Karpacza.

Karpacz - Świątynia Wang
Karpacz – Świątynia Wang

Dalej obok Świątyni Wang przez Borowice, Przesiekę do Jagniątkowa i Ścieżką pod Reglami do Szklarskiej Poręby.  W górę od Wysokiego Mostu, obok Kamieńczyka na Szrenicę. Następnie czerwonym szlakiem przez Łabski Szczyt, Śnieżne Kotły, Przełęcz Karkonowską,  Słonecznik do Równiny pod Śnieżką. Od Śląskiego domu niebieskim Drogą Jubileuszową, przez Skalny Stół i Przełęcz Okraj do Kowar. Dla odmiany po takich długich wybieganiach chodziliśmy na pizzę, która wyjątkowo nam smakowała. Dobrze wypieczone ciasto z dużą ilością dodatków. Zwykle braliśmy hawajską z podwójną kukurydzą.

Kowary, park miniatur
Kowary, park miniatur

Gdy miałem luźniejszy dzień wybraliśmy się do Parku Miniatur. Trzeba przyznać, że są znakomicie dopracowane. Zatęskniłem do czasów gdy sam zajmowałem się modelarstwem. Jest to hobby, które zabiera mnóstwo czasu i miejsca. O kosztach nie wspomnę. Nie da się robić wszystkiego. Teraz wybrałem bieganie i to pochłania moje zasoby. W sierpniu przebiegłem ponad tysiąc kilometrów, z tego siedemset po Karkonoszach. Zresztą nie tylko po Karkonoszach.

Skalnik, Rudawy Janowickie
Skalnik, Rudawy Janowickie

Raz biegłem przez Rudawy Janowickie, zaliczając po drodze Skalnik najwyższy szczyt tego pasma. Dobiegłem do Sokolika, skałek, na których wspinałem się w latach dziewięćdziesiątych z córką Agnieszką. W nieco sentymentalnym nastroju wracałem obok schroniska Szwajcarka, a dalej drogą przez Karpniki, Strużnicę i Gruszków. Mnie te dwa tygodnie zleciały błyskawicznie. Cudowne widoki, znakomita pogoda. Widziałem wiele nowych miejsc. Poznałem nowe szlaki. Te, które widziałem wcześniej, zobaczyłem z zupełnie innej strony. Wiem, że Marzenka widziała to nieco inaczej. Nie narzekała, ale wiem, że się nudziła. Przynajmniej odpoczęła.