Jesień w górach, ŁUT 150

We wrześniu wracam na basen do treningów z Mastersami. Skupiam się na pływaniu. Odstawiam rower i mało biegam. Pod koniec miesiąca Maraton Warszawski. Forma zupełnie uciekła. Czuję słaby i zniechęcony. Ruszam na 3:45. Gdzieś ulotniła się motywacja.  Biegnie mi się całkiem dobrze. Z kolejnymi kilometrami trochę przyspieszam. W końcówce doganiam Krzyśka kolegę z Lechitów. Mówi, że nie ma sił, że już mu uciekła życiówka. Podciągam go. Dalej biegniemy razem, nawzajem się motywujemy.  Wpadamy na metę na Narodowym, Krzysiek z życiówką, a ja z dużo lepszym niż planowałem czasem 3:36:52.

Łemkowyna Ultra Trial
Łemkowyna Ultra Trial

Mam zaplanowany jeszcze jeden start. ŁUT 150, Łemkowyna Ultra Trial z Krynicy do Komańczy, przez słabo mi znany Beskid Niski. Niestety wciąż jakoś nie mogę wejść w zaplanowany trening. Mam mało kilometrów. Do Krynicy jadę pociągiem przez Kraków. Dojeżdżam, jest już ciemno. Idę biura zawodów. Odbieram pakiet, po dokładnym sprawdzeniu, czy mam wszystko czego wymaga regulamin. Nie jest to przesada. Warunki w górach są zmienne, o tej porze roku może być różnie. Zbliża się północ idziemy na start. Chwilę czekamy, aż się wszyscy zbiorą.

Łemkowyna Ultra Trial
Łemkowyna Ultra Trial

Ruszamy. Biegnę pomału ulicami Krynicy, gdy kończy się asfalt, trasa wchodzi na górski szlak. Pniemy się w górę. Jest ciemna noc. Pochmurno. Mgła się snuje po stokach. Biegnę bez zbędnych postojów na punktach. Coś wypić coś, zjeść i w drogę. Wstaje dzień. Pomału się rozpogadza. Słoneczko zaczyna przygrzewać przyjemnie. Widoki przepiękne. Beskid w kolorach złotej jesieni. Dzień mija szybko, jest dosyć krótki. Połowa za nami. Zaczyna mnie boleć stopa, Chyba skarpetka się zawinęła. Zdejmuję buty poprawiam.

Łemkowyna Ultra Trial
Łemkowyna Ultra Trial

Biegnę, po drodze mijam kolejne punkty. Wieczorem pojawia się ciekawe zjawisko inwersji. W dolinach robi się zimno, na liściach pojawia się szron, a kałużach lód,za to im wyżej tym cieplej. Na szczytach jest całkiem cieplutko.

Łemkowyna Ultra Trial
Łemkowyna Ultra Trial

Znowu jest noc, tym razem zupełnie inna. Bezchmurne niebo, a księżyc tak świeci, że na otwartych przestrzeniach nie trzeba zapalać czołówek. Niestety pojawił się silny, zimny wiatr i mocno się daje mocno we znaki. Biegnę, przynajmniej na płaskich odcinkach i tych niezbyt ostro w dół. Do góry już tylko podchodzę. Nie byłem zbyt dobrze przygotowany. Do tego stopa się daje we znaki szczególnie gdy zbiegam.

Łemkowyna Ultra Trial
Łemkowyna Ultra Trial

Przede mną niewielkie ognisko, GOPRowcy serwują gorącą herbatę. Chciałoby się usiąść ogrzać, ale nie warto lepiej ruszyć w trasę. I tak bardzo wolno pokonuję kolejne kilometry. Chciałbym się zmieścić w limicie. Księżyc już zaszedł. Nad głową cudownie rozgwieżdżone niebo. Już nie pamiętam kiedy widziałem drogę mleczną. Nad horyzontem góruje Jowisz i Mars. Kolejny punkt, duże schronisko. Cieplutko, solidny posiłek, jest sala gdzie można się zdrzemnąć na materacach. Jak ciężko się zebrać i wyjść. Biegnę, przynajmniej się staram. Chwila nieuwagi, gubię drogę, a ze mną kilka osób.  Znaków nie widać zbyt długo. Wracamy, w plecy ze dwa kilometry. Słońce znów wstaje, kolejny świt. Ostatni punkt Przybyszów. Do Komańczy już tylko piętnaście kilometrów. Noga się daje solidnie we znaki. To mój 20 bieg ultra nie poddam się, skończę, dotrę do mety. Las rzednie.

Łemkowyna Ultra Trial
Łemkowyna Ultra Trial

Gliniana ścieżka zamienia się w asfaltową drogę. Przejście pod wiaduktem. Komańcza. Jeszcze kawałek do mety. Dochodzę. Na ostatnich metrach zmuszam się do biegu. Przekraczam bramę i idę odpocząć. 32:21:43, to mój najdłuższy czasowo bieg. Nigdy nie byłem w drodze przez tyle godzin. Tak się kończą zawody, do których nie byłem dobrze przygotowany. Mimo to wiem, że było watro. Przepiękna trasa, malowane jesienią góry, niezwykłe nocne niebo. Świetna atmosfera i mnóstwo fantastycznych osób na trasie i na punktach.

Łemkowyna Ultra Trial
Łemkowyna Ultra Trial

Zjadam solidną porcję pierogów, odbieram depozyt i jadę do szkoły. Wreszcie po dwóch dniach mogę się umyć i przebrać. W szkole miałem zaplanowany nocleg, liczyłem, że dotrę sporo wcześniej. Jeszcze się nie ogarnąłem, a już pojawił się Kazio z Arkiem. Oni biegli wczoraj ŁUT 70, z Chyrowej do Komańczy. Wyspani i wypoczęci przyjechali by mnie zabrać do domu. Jestem im bardzo wdzięczny. Nie wyobrażam sobie bym miał się zebrać i wracać pociągiem. Siadam na tylnym siedzeniu, chwilę rozmawiamy, ale po ponad 48 godzinach sen przychodzi natychmiast. Większość drogi przesypiam. Budzę się na obiad na stacji. Hot dog smakował jak nigdy.

Łemkowyna Ultra Trial
Łemkowyna Ultra Trial

Przez tydzień dochodzę do siebie, w następnym tylko basen. Ostatnie akcenty sezonu to Bieg Niepodległości i XX Otwarte Mistrzostwa Warszawy w pływaniu MASTERS. Tym razem startuję na 50 m basenie. Wybieram dystanse 100 m dowolnym oraz 50 m klasycznym. Czasy, słabe. Pięćdziesiąt żabką 1:02,71, a setka kraulem 2:02, 67 z życiówką poprawioną o niecałe dwie sekundy.

zdjęcia Piotr Dymus