Mistrzostwa Warszawy Open Water 2017

IV Beko Otwarte Mistrzostwa Warszawy w Pływaniu w Wodach Otwartych

Było pochmurne sobotnie przedpołudnie. Tuż po 11 wsiadłem na rower by pojechać nad Jeziorko Czerniakowskie. Wielokrotnie biegałem nad jego brzegami, ale na pływanie w nim nie miałem wielu okazji. Po raz pierwszy pływałem tam startując w II Otwartych Mistrzostwach Warszawy w 2017 r. Wtedy płynąłem na dystansie 1500 m Tri, czyli w piankach. W tym roku, pomimo iż pływam nieco mniej, bo skupiam się głównie na bieganiu wybrałem dystans 3000 m OW (Open Water), co oznaczało, że nie można korzystać z pianki.

Mistrzostwa Warszawy Open Water 2017
Jeziorko Czerniakowskie, strefa mety

Dla mnie to duże wyzwanie. Nie jestem dobrym pływakiem i pianka bardzo mi pomaga. Byłem jednak przekonany, że limit 90 minut jest dla mnie do osiągnięcia. Najbardziej się bałem zimnej wody, choć termin raczej gwarantował luksusowe warunki. Pogodę trafiłem praktycznie idealną. Pochmurno, choć od czasu do czasu słońce wyglądało. Temperatura powietrza ok 21 ° C. Wiatr trochę się dawał we znaki, ale na szczęście nie wiało wzdłuż jeziorka. Temperatura wody, marzenie. Nieznacznie niższa niż powietrza. Wyśmienite warunki. Gdy dojechałem kończyła się odprawa dla zawodników startujących na 1500 m. Spotkałem wielu dawno nie widzianych znajomych. Trochę się oddaliłem od środowiska pływaków. Jest fantastyczne, ale nie można mieć wszystkiego. trzeba się na czymś skupić. Wybrać priorytety. Jedno jest pewne. Ludzie mający pasję, zarówno ci co startują jak i ci co organizują zawody są niesamowici. Łączy ich pasja i oddanie dla tego co robią. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale szybko giną w masie ludzi pozytywnie zakręconych. Gdy wystartowali zawodnicy, ja przyglądałem się rywalizacji i trasie. Znakomicie ustawione, doskonale widoczne boje. Czytelnie oznaczony korytarz do mety. Perfekcja jak to u Andrzeja.

Mistrzostwa Warszawy Open Water 2017
Jeziorko Czerniakowskie, ratownicy czuwają.

Odebrałem pakiet. Pogawędziłem z dawno niewidzianymi znajomymi. Spotkałem kilka osób z którymi płynąłem Bosfor. Marcin w tym roku przepłynął 10 000 m. Dla mnie to kosmos, a on powiedział, że to nie jest jego ostatnie słowo. Spotkałem Marlenę i Konrada, którzy w poprzednich latach byli moimi trenerami. To między innymi dzięki nim odważyłem się wybrać taki dystans bez pianki. Czas leciał szybko. Odprawa. Rozgrzewka i czas na start. Do wody wchodziliśmy powoli, pojedynczo tak by sędziowie mieli szansę nas policzyć. 

Mistrzostwa Warszawy Open Water 2017
Mistrzostwa Warszawy Open Water 2017

Dopływam na linię startu. Ustawiam się w tyle. Wiem na co mnie stać. Sygnał sędziego i ruszamy. Płynę. Spokojne ruchy. Wyrównany rytm. Spokojnie. Wiem, że nie mogę szarpnąć. Najważniejsze to złapać rytm. Patrzę przed siebie by skorygować kierunek. Płynę dobrze na boję, ale przede mną daleko nikogo nie widać. Niesamowicie mnie odsadzili. Wiem, że muszę się skupić na sobie. Mój cel jest prosty. Ukończyć w limicie. Z nikim się nie ścigam. Dobrze wiem, że Ci co słabiej pływają, są na tyle rozsądni by wybrać krótszy dystans. Ja chcę się sprawdzić, a nie ścigać. Uspokajam rytm. Koło mnie płynie ktoś na kajaku. Czuję się bezpiecznie. Koncentruje na sobie i żółtej bojce, dobrze widocznej na tle mostu. Płynę. Nawrót na boi. Obieram kierunek na małą czerwoną kropeczkę, ledwo widoczna na tle trzcin. W połowie odcinka dostrzegam jakiś pływaków. Wydaje mi się, że się do nich zbliżam. Nic to. Nie ważne. Pilnuję rytmu. Nim dotarłem do boi, udało mi się ich wyprzedzić. Nie myślę o tym. Nawrót. Krótki odcinek w poprzek jeziora do boi startowej. Kolejny nawrót, kilometr za mną.

Mistrzostwa Warszawy Open Water 2017
Boje przygotowane do wodowania.

Znów wypatruję żółtej palmy. jest dobrze widoczna. Po chwili ktoś mnie wyprzedza. Zaliczyłem dublet. Właśnie mnie minął prowadzący. Liczyłem się z tym. Na tej pętli będę miał okazję poobserwować, jak powinno się pływać. Byłem na to przygotowany. Wiem na co mnie stać. Znam swoje miejsce w szeregu. Wypływam na ostatnią pętlę. Obieram kierunek na boję. Przede mną daleko nikogo nie widać. Tuż przed nawrotem zorientowałem się, że ktoś mnie dogania. Próbuję powalczyć. Utrzymać niewielką przewagę. Do ostatniej boi nawrotowej dopływam pierwszy. Obieram kierunek na metę. Płynę najszybciej jak potrafię. Tak jak w bieganiu nie jestem sprinterem. Finisz nie jest moją mocną stroną. Z doświadczenia wiem, że próbując na siłę przyspieszać tracę technikę, skracam ruch by szybciej machać i w efekcie choć serce wali jak głupie płynę dużo wolniej. Pilnuję się by nie popełnić tego błędu. Staram się mocniej pracować nogami i koncentruje na mocnych długich pociągnięciach. Przegrywam o cztery sekundy. Nie ważne liczy się walka. Ten finisz był naprawdę fajny. Cel osiągnięty – 1:23:59. Przepłynąłem 3000 m bez pianki, zmieściłem się w limicie i pomimo przegranego finiszu z wody wyszedłem przedostatni. Dla mnie to duży sukces i moc pozytywnej energii tak bardzo mi teraz potrzebnej.

Mistrzostwa Warszawy Open Water 2017
Mistrzostwa Warszawy Open Water 2017

Wychodzę z wody. Dziewczynka zakłada mi medal. Jestem szczęśliwy (te endorfiny). Trochę kręci mi się w głowie. Potykam się, ktoś mnie podtrzymuje. Chyba za mocny był finisz. Na triathlonach, nie licząc pierwszych nie miałem takich problemów. To nic. Wychodzę. Przebieram się i idę coś zjeść. Biorę makaron z sosem carbonara. Smakuje wyśmienicie. Bardzo zgłodniałem. Odpoczywam. Trwają dekoracje. Impreza się kończy. Wsiadam na rower i leniwie wracam do domu. Naprawdę się zmęczyłem. To był cudowny dzień. Dziękuję za to Andrzejowi i jego współpracownikom. Świetna organizacja. Wspaniała atmosfera.

 Zdjęcia z profilu Warsaw Masters Team