|
Zmęczenie mija, wspomnienia zostają.
Nadszedł długo wyczekiwany dzień. Na lotnisku spotykam Andrzeja i Leszka. Lecimy razem. Samolot spokojnie wychodzi nad chmury, wpatrzony w okno myślę o tym co mnie czeka. Lata marzeń, nieśmiałych myśli, aż w końcu jasno postawiony cel SPARTATHLON. Gdy przebiegłem w 2006 roku Kaliską Setkę w czasie 9:35 ktoś mi powiedział, że minimum na Spartathlon to 100km w 10 i pół godziny.
Nie podjąłem wyzwania, wiedziałem, że mnie przerasta.
Marzyłem "że kiedyś, może...?"
Słuchałem opowieści, czytałem w sieci. W 2008 roku za cel postawiłem sobie uzyskanie 200km w biegu 24 godzinnym. Okazją był II Bieg Lajkonika w Krakowie. Solidne przygotowanie pod okiem mojego trenera Darka Sidora i udało się. Plan zrealizowany z nawiązką. Ponad 209km i 5 miejsce w Mistrzostwach Polski sprawiły, iż myśl o Grecji powróciła znacznie śmielej. Paradoksalną przeszkodą okazało się powołanie do reprezentacji i start w Seoulu.
Oczywiście wiedziałem, że Spartatlon nie ucieknie, a start w Korei się nie powtórzy. Nawet przez chwilę nie zastanawiałem się. Z perspektywy czasu wiem, że gdyby problem z kolanem pojawił się na trasie w Grecji nie ukończył bym biegu. W 24 godzinnym wynik był kiepski, ale wytrwałem do końca drepcząc pomału, ale nie schodząc z trasy.
Czas leciał szybko, nawet się nie obejrzałem gdy lądowaliśmy w Budapeszcie. Oczekiwanie na samolot do Aten i znów chmury pod nami, choć coraz mniej. W dole wije się Dunaj. Wracam do swoich myśli. Na wiosnę kolejny start w dobówce, w Bergamo we Włoszech. Trudny, ale bardzo udany start. Trening pod okiem Darka, kilka miesięcy pracy z fizjoterapeutą Kasią Janowską i zwiększenie dbałości o rozciąganie zaowocowało - 225km 12 miejsce na Świecie i 9 w Europie.
Podbudowany sukcesem zacząłem rozważać możliwość startu w Spartathlonie. Powrót do domu, konsultacja z trenerem, szybka decyzja i wysłałem zgłoszenie.
Pod nami Karpaty. Lecimy nad Serbią i Macedonią. Zielono-brązowy kolor kontynentu pomału wypiera błękit morza, a charakterystyczny kształt półwyspu Chalkidiki, upewnia nas, że to już Grecja. Mijamy wyspy i stały ląd, Widok Aten robi wrażenie, to ogromne miasto.
Samolot zawraca nad Zatoką Sarońską i schodzi do lądowania. Wiatr mocno buja maszyną. Lądujemy. Autobus X96 wiezie nas do Glyfady, dzielnicy Aten, w której znajduje się biuro zawodów zlokalizowane w hotelu London.
Gdy docieramy na miejsce większość naszych już jest. Stajemy w kolejce do rejestracji. Trafiam na drobny problem. Źle odczytałem nadesłane materiały i nie wysłałem potwierdzenia terminu przyjazdu. Grek trochę marudził, ale w końcu zapisał. Odebraliśmy pakiety startowe i poszliśmy się zameldować. W hotelu London nie było już miejsc, we trzech (Andrzej, Leszek i ja) dostaliśmy pokój w hotelu Okeanis w centrum Glyfady. Później odprawa, kolacja i ruszamy w drogę do naszego hotelu. Wieczorem krótki spacer po okolicy, łyk greckiego piwa i zmęczeni idziemy spać.
|