|
6 IAU 24H World Challange 18-19 Październik 2008
Po moim udanym starcie w Mistrzostwach Polski otrzymałem powołanie do reprezentacji na Mistrzostwa Świata. To było jak sen. Będąc nastolatkiem, jak wielu marzyłem by stać się reprezentantem, ale moim największym osiągnięciem był udział w reprezentacji szkoły w sztafecie 4 x 400m. Zresztą bieganie nie było moim ulubionym sportem, zdecydowanie wolałem grać w piłkę. Gdy po latach zacząłem biegać nawet przez myśl mi nie przeszło, że może mnie spotkać taka przygoda.
Do Korei poleciałem 14 października z przesiadką w Helsinkach. Po kilkunastu godzinach, już 15 rano wylądowałem na lotnisku Incheon International Airport, skąd wraz z reprezentantami z kilku innych krajów zostaliśmy przewiezieni do hotelu Ohmom-Gyo Co-op Residence w dzielnicy Youngdungpo-Gu.
Pierwszego dnia wybrałem się wraz z Tadeuszem Dziekońskim Dyrektorem Zawodów z ramienia IAU w rejon, gdzie miały być rozgrywane zawody. Dojście z hotelu do stadionu prowadziło przez tereny rekreacyjne, które ciągnęły się wzdłuż rzeki Anyang-Cheon.
Stadion to trochę wygórowane określenie, była to betonowa 400m bieżnia z dwoma zadaszonymi grupami ławeczek. Najważniejsze było jednak znakomite oświetlenie w postaci czterech jupiterów, których mógłby pozazdrościć niejeden prawdziwy stadion. Obok znajdowały się dwa boiska piłkarskie, a wzdłuż rzeki ciągnęła się ścieżka rowerowa. Widziałem wielu rowerzystów, biegaczy i rolkarzy, a na boiskach drużyny piłkarskie wraz z kibicami.
Spore wrażenie zrobiła na mnie wszechobecna mgła. Zaniepokoił mnie widok ludzi w maskach na twarzach. Niestety, wprawdzie tego dnia było dość pochmurno jednak efekt zamglenia był znacznie wzmocniony przez smog. Jak się później przekonałem nawet w bezchmurny dzień było zamglenie.
Po południu wybrałem się do centrum Seulu, w rejon ulicy Insadong. Zwiedziłem pałac Unhyon-gung i uliczki centrum Seoulu, zmieniające swój wygląd wraz z zachodem słońca i zmianą oświetlenia.
Wieczorem wybrałem się razem z Markiem Gulbierzem, moim współlokatorem, znakomitym długodystansowcem na ostatni przed startem trening i pobiegałem trochę po przyszłej trasie biegu.
Pomimo siedmiogodzinnej różnicy czasu zasnąłem bez problemu około godziny 21 (14 w Warszawie), ale to nic dziwnego nie spałem od ponad 36 godzin.
|